Jak Toruń pomagał stworzyć potęgę żużlową w Gorzowie

Jeśli w niedzielę Stal Gorzów pozbawi Unibax szans na ligowy play-off i na dodatek zadecydują o tym punkty Nielsa Kristiana Iversena, Mateja Zagara oraz Michaela Jepsena Jensena, będzie to swoisty chichot historii. Żużlowy Toruń ich nie chciał.
Każdy z tego tercetu trafiał do Torunia w innym momencie, każdy też budził inne oczekiwania. Nigdy nie mieli okazji, by razem reprezentować pomorski klub, ale w Gorzowie jako grupa sprawdzają się idealnie.

Pierwszy był Niels Kristian Iversen. Trafił do Torunia w szczególnej chwili. Apator SA po 43 latach zrezygnował z utrzymywania klubu, co oznaczało dla żużlowego Torunia przynajmniej rok drakońskich oszczędności, wyrzeczeń. Duńczyk był w 2006 r. stałym uczestnikiem Grand Prix, więc i oczekiwania wobec Iversena były uszyte na miarę jego teoretycznych ówczesnych możliwości. Miał tworzyć stabilny, gwarantujący punkty duet ze swoim rodakiem - Bjarne Pedersenem. Rzeczywistość była dla Iversena nadzwyczaj brutalna. To, co do niego należało, wykonał ledwie w kilku meczach. W najważniejszej fazie sezonu, ze względu na zaległości ze strony KS Toruń, zrezygnował z wyjazdu na mecz ligowy do Rzeszowa. Kiedy jednak drużyna desperacko musiała bronić się przed spadkiem w barażach, wystąpił przeciwko I-ligowej ekipie z Ostrowa. Bilans 10 meczów Iversena w Toruniu to średnia 1,62 punktu na bieg. Mniej, niż się spodziewano.

W Gorzowie jest dziś bohaterem hołubionym jak nigdy na Pomorzu. Należy do wąskiego grona najskuteczniejszych zawodników Enea Ekstraligi - ma teraz trzecią średnią w Polsce. Zadziwia za granicą - w angielskim King's Lynn oraz szwedzkiej Indianernie Kumla. W tej drugiej tylko w dwóch spotkaniach zaliczył mniej niż 10 punktów. Nie bez powodu coraz głośniej mówi się o tym, że Iversen mógłby zaskoczyć wszystkich w Grand Prix.



Bolesna weryfikacja umiejętności

Na diament do oszlifowania - właśnie w Toruniu - zapowiadał się Matej Zagar. Słoweniec był jednym z pierwszych wyborów kadrowych Unibaksu - tuż po tym, jak pieniądze w drużynę zainwestował Roman Karkosik, a szefem klubu został Wojciech Stępniewski. Nadzieje pokładane w Zagarze nie były przypadkowe. Brązowy medalista mistrzostw świata, najlepszy zawodnik Europy z 2004 r. stawał też już na podium Grand Prix - w Krsko, Wrocławiu i Pradze. Wydawało się, że Zagar może tworzyć tzw. drugą linię zespołu, aspirując także do roli lidera drużyny. I to mimo że nigdy wcześniej nie startował w polskiej lidze.

I również w przypadku Zagara realia boleśnie zweryfikowały jego umiejętności. Czy finałowa porażka z Unią Leszno to właśnie efekt postawy Słoweńca? W dwumeczu zebrał ledwie cztery punkty i miał dwa bonusy. Dlatego po sezonie Unibax nie był już zainteresowany dalszą współpracą.

Za to w Gorzowie - podobnie jak Iversen - jest gwiazdą. Przez trzy lata w Stali Zagar dorobił się marki solidnego ligowca nieschodzącego poniżej dobrego poziomu. Wspólnie z Duńczykiem, częstym kolegą z pary, wielokrotnie zapewniał gorzowianom zwycięstwo - choć głównie na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Teraz - podobnie jak przed rokiem - zdobywa średnio dwa punkty na bieg. Gdy był zawodnikiem Unibaksu, sezon skończył z zawstydzającym wynikiem 1,49. Był to 35. rezultat w rozgrywkach.



Lepszy od Tomasza Golloba

O ile żużlowy Toruń bez żalu rozstawał się z Iversenem i Zagarem, o tyle może żałować straty Michaela Jepsena Jensena. Kiedy Unibax związał się z Duńczykiem, reklamował go jako żużlowca o niezwykle dużym potencjale. Talent eksplodował, ale po przeprowadzce z Pomorza do województwa lubuskiego.

To, że Jensen może być znakomitym ligowcem, pokazywały już sporadyczne wyścigi w debiutanckim sezonie 2010. Najpierw wypchnął z pozycji podstawowego juniora, mistrza świata Darcy'ego Warda. Im dłużej startował w Unibaksie, tym bardziej doceniano nie tylko jego spokój i profesjonalizm - wręcz dziwny, biorąc pod uwagę to, że był przecież nastolatkiem - ale i zaangażowanie, wolę walki.

Zmiany regulaminowe wymusiły na Unibaksie, by w 2011 r. młody Duńczyk startował w drużynie jako senior. Walka o punkty była trudniejsza, znacznie bardziej mozolna. Jensen startował częściej niż rok wcześniej, nabierał doświadczenia, ale nie przekładało się to na statystyki. Jego średnia spadła z 1,57 na 1,32. Regres i powrót Warda do składu spowodował, że dla Duńczyka zabrakło już w 2012 r. miejsca.

I - jak na ironię! - również w przypadku Jensena ten sezon jest wręcz niewiarygodnie dobry, najlepszy w karierze. Nie dość, że wraz z Iversenem był najpewniejszym punktem reprezentacji podczas Drużynowego Pucharu Świata, to w polskiej lidze zawstydza gwiazdy. Doszło do sytuacji niespotykanej. Trener Stali Piotr Paluch niedawno, w arcyważnych derbach ze Stelmetem/Falubazem Zielona Góra, wystawił Jensena jako prowadzącego parę. Dołączył do niego Tomasza Golloba. Nieprzypadkowo. Średnia biegopunktowa Jensena jest wyższa niż wynik byłego mistrza świata.

Wszyscy opuszczali Toruń dość wcześnie, biorąc pod uwagę długość żużlowej kariery. Iversen, żegnając klub, miał 24 lata. Zagar był rok młodszy. Jensen miał ledwie 19 lat.

Jeśli Gorzów zdobędzie mistrzostwo Polski, Toruń będzie miał w tym swój całkiem niemały udział. Choć trudno mieć z tego powodu satysfakcję.