Żużel. Przed Stalą Leszno i Tarnów. "Jedziemy po 6 pkt i lidera"

Tuż po finale Drużynowego Pucharu Świata w Szwecji stalowcy jadą na mecz ligowy do Leszna. - Przed nami pojedynki z gatunku tych najtrudniejszych. Nie trzęsiemy jednak portkami, chcemy dalej wygrywać - odważnie zapowiada szkoleniowiec gorzowian Piotr Paluch.
Po 11. kolejkach Stal Gorzów jest w Enea Ekstralidze wiceliderem. Do liderującej drużyny z Tarnowa traci 3 pkt, a nad Falubazem Zielona Góra ma dwa "oczka" przewagi. W zamykających fazę zasadniczą siedmiu kolejkach żółto-niebieska ekipa celuje w lidera. Klub, w którym pod koniec tego tygodnia, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, formalnie rządy przejął Ireneusz Maciej Zmora, niezmiennie chce walczyć o najwyższe cele.

Ireneusz Klimczak: Po trzech zwycięstwach z rzędu zdążyliśmy już zapomnieć o trzech wcześniejszych porażkach. Na chwilę jeszcze do nich wróćmy. Czy to faktycznie był jakiś kryzys?

Piotr Paluch, trener Stali Gorzów: Przegrana zaledwie 44:46 na torze tak mocnych kadrowo Azotów Tarnów, w Bydgoszczy też oddaliśmy mecz nieszczęśliwie, bo dopiero w dwóch ostatnich wyścigach, ale już zdążyliśmy te straty odrobić z nawiązką w domu. Najbardziej żal minimalnej przegranej z Unią Leszno, bo nikt nie lubi cokolwiek tracić na swoim stadionie, przed własnymi kibicami. W takich warunkach pogodowych, jakie wtedy nas dopadły, wszystko jednak może się wydarzyć. Kryzys, powody do paniki, gdy trzy pojedynki przegrywasz łącznie różnicą ośmiu punktów? Różnie mówiono i pisano, ale my wewnątrz drużyny nie daliśmy się wyprowadzić z równowagi. Spokój i pewność siebie to jest to, co może nam wyjść wyłącznie na zdrowie, co udowodniły kolejne pojedynki.

Kapitan Tomasz Gollob miał ewidentnie trudniejsze dni. Gdyby ścigał się na swoim normalnym poziomie, dziś Stal pewnie miałaby na koncie jedną przegraną i byłaby absolutnym dominatorem w ekstralidze.

- Wypadki trzeba niestety w ten sport wkalkulować i to jest to, czego nie można przewidzieć. Falubaz ma dziś kłopot z Patrykiem Dudkiem, Leszno musi się obyć bez Jarka Hampela, widzieliśmy też jak pechowy tydzień dopadł praktycznie wszystkich liderów z Tarnowa. Nasz kapitan w Szwecji groźnie upadł przez awarię motocykla. Zwyczajny pech, ale i poważny problem. Potrzebował trochę czasu, aby dojść do siebie i w ostatnich zawodach już udowadnia, że dni, które sumiennie poświęcił na rehabilitację nie poszły na marne.

Stal na mokrym torze jest jednak jakby mniej pewna.

- To tylko kwestia dopasowania sprzętu. Jestem przekonany, że na dobrze przygotowanych, regulaminowych nawierzchniach to my nadal będziemy mocno straszyć naszych rywali. Tej grupie nie trzeba powtarzać, o co jedziemy. Oni sami mówią o wygraniu tegorocznej ligi. Mi pozostaje jedno, ciągle to samo życzenie: obyśmy tylko zdrowi byli.

Unia sprawiła niespodziankę w Gorzowie z Hampelem w składzie. Czy w niedzielnym rewanżu brak lidera jest w stanie zastąpić atutem własnego toru?

- Nie pewno Unii w Lesznie [niedziela, godz. 19.30, transmisja w TVP Sport] w żadnym wypadku nie wolno lekceważyć. Czeka nas trudne spotkanie, w którym chcemy jednak pokazać swoją wartość i wyrwać 3 pkt. Porażka na początku czerwca mocno moich zawodników rozdrażniła. Nie trzeba ich zatem dodatkowo mobilizować. Byle w dobrych nastrojach dotarli do Polski ze szwedzkich zmagań. O formę się nie martwię, bo nie ma lepszej metody na budowanie formy niż regularne ściganie w tak mocnej stawce jak rywalizacja o mistrza świata.

Mecze z Unią w Lesznie i kolejny, u siebie z Azotami Tarnów, mogą nas wywindować na pierwsze miejsce w tabeli.

- Celujemy w sześć punktów. Leszno chcemy wziąć z marszu, a do kolejnego pojedynku już rozpoczęliśmy przygotowania. Bilety idą jak woda, trybuny znów będą pełne, starcie z drużyną trenera Marka Cieślaka zapowiada się znakomicie. Wypadki liderów Azotów? Oni już zdążą całkowicie dojść do siebie. Z jednej strony nie pamiętam kiedy ostatni raz dobrze pojechał na lidze w Gorzowie Greg Hancock, a z drugiej Martin Vaculik wygrał przecież u nas rundę Grand Prix, choć pewnie na innym torze niż zamierzamy przygotować z Jarkiem Gałą. Nie będzie żadnych niespodzianek, to będzie nawierzchnia do szybkiej jazdy i ścigania. Szanujemy wszystkich przeciwników, ale zwycięstwo musi być nasze i to wyższe niż 46:44, czyli z bonusem. Obecny zespół Stali już wielokrotnie udowodnił swoją siłę. Moc, która tkwi w wyrównanym, regularnie punktującym składzie. Teraz też jest w stanie poczęstować fanów niezapomnianymi wrażeniami, a przy okazji pokazać swoją wyższość nad najgroźniejszym przeciwnikiem w ekstraklasie.

UNIA LESZNO - STAL GORZÓW

Niedziela - godz. 19.30, stadion im. Alfreda Smoczyka przy ul. Strzeleckiej 7 w Lesznie, transmisja w TVP Sport.

Bilety: normalny - 38 zł, kobiecy - 30 zł, ulgowy - 26 zł, dziecięcy - 2 zł.

STAL: 1. Krzysztof Kasprzak, 2. Michael Jepsen Jensen, 3. Matej Zagar, 4. Niels Kristian Iversen, 5. Tomasz Gollob, 6. Bartosz Zmarzlik, 7. Adrian Cyfer.

UNIA L.: 9. Przemysław Pawlicki, 10. Kamil Adamczewski, 11. Troy Batchelor, 12. Damian Baliński, 13. Jurica Pavlić, 14. Tobiasz Musielak, 15. Piotr Pawlicki.