Jerzy Synowiec: Trafiła nam się bardzo ponura niedziela

Nie da się uciec od oceny meczu z Unią Leszno w deszczową niedzielę, choć i innych żużlowych tematów nie brakuje, choćby nowy rewolucyjny regulamin przyszłorocznej ligi. O tym można jednak napisać w przyszłości, bo do końca tego sezonu jest jeszcze daleko i regulamin ten - po przemyśleniach prezesów - jeszcze z pewnością się zmieni.
Do ostatniej niedzieli wszyscy żyliśmy w przeświadczeniu, opartym zresztą na mocnych podstawach, że Stal w tym roku na swoim torze nie przegra, mało tego - będzie wygrywać zdecydowanie i zgarnie wszystkie bonusy. Obserwując znakomitą jazdę Nielsa Iversena (sezon życia we wszystkich ligach) oraz młodego Michaela Jensena, który jeździ znacznie ponad to, czego od niego oczekiwano i walczy tak zawzięcie, jak nie przymierzając niezapomniany Antal Kocso, sam byłem przekonany, że Stal ma skład na mistrza i to bezdyskusyjnego. Przecież Bartek Zmarzlik notuje same dobre występy i jest jednym z pięciu najlepszych polskich juniorów (obok Dudka, Janowskiego i braci Pawlickich), a Krzysztof Kasprzak, w którego waleczność nigdy nie wierzyłem, jedzie lepiej niż poprawnie. Mając taką czwórkę, a do tego niezwykle walecznego Mateja Zagara i najlepszego polskiego żużlowca wszech czasów, nie można było być pesymistą. Nawet porażka w Tarnowie nie mogła martwić, bo przegrana po pięknej i zaciętej walce nigdy martwić nie powinna, zwłaszcza na torze bezpośredniego konkurenta do złota.

A jednak w ponurą niedzielę okazało się, że ponieśliśmy zasłużoną porażkę z zespołem składającym się niemal wyłącznie z juniorów, którego kapitan (Damian Baliński) nie był w stanie zdobyć choćby punktu. Bracia Pawliccy, Tobiasz Musielak i Jurica Pavlić czuli się na trudnym, mokrym torze znakomicie, będąc profesorami dla Zagara i Golloba. I tu dochodzimy do problemu. Bo problem jest, choćbyśmy nie wiem jak zaklinali rzeczywistość i usprawiedliwiali naszego kapitana. Mokry tor może się bowiem pojawić i w play-off, a inni i widząc niemoc gorzowian na takim torze, z pewnością nie zrobią wiele, aby go za wszelką cenę osuszać. Można oczywiście powiedzieć, że gdyby nasz kapitan zdobył choć kilka punktów więcej - wygralibyśmy. No tak, ale gdyby kapitan Unii też zdobył kilka punktów - porażka byłaby jeszcze bardziej dotkliwa. To prawda, że Gollob miał niedawno wypadek i że nie czuje się najlepiej na błocie, ale przecież Jurica Pavlić z powodu kontuzji nie jeździł prawic cały ubiegły rok i miał więcej powodów, aby na trudnym torze się oszczędzać. A jednak dał z siebie wszystko.

Do Gorzowa nic przyjechał zespół wybitny. Unia do tej pory ponosiła na wyjazdach ciężkie porażki, a i u siebie nie błyszczała. Miała prawo przegrać w Gorzowie i nikt nic mógłby mieć do młodzieży żadnych pretensji. Jednak widok Golloba objeżdżanego na trasie przez Musielaka i przyjeżdżającego kilkadziesiąt metrów za nim, to widok równie zdumiewający, co niezrozumiały.

Chętnie usłyszę za kilka dni, kiedy emocje już opadną, co kapitan powie o swojej obecnej formie - 10 punktów w bodajże 12 ostatnich startach na gorzowskim torze. Chętnie też usłyszę, co ma do powiedzenia Piotr Paluch na temat obsady biegów XII i XIV ( pierwszy nominowany). W biegu numer 12 trener posłał do boju w charakterze rezerwy za Zagara - Bartka Zmarzlika. Zagar jeździł niezbyt dobrze, ale w każdym swoim starcie przywiózł za plecami jednego przeciwnika z Leszna. Zmiana całkowicie niezrozumiała, która przyniosła katastrofalny skutek - porażkę 1 do 5. Jeszcze mniej zrozumiała była obsada biegu numer 14. kiedy na torze nie pojawił się spodziewany Tomasz Gollob. Czy odmówił startu? Czy zdecydował za niego trener? Nie wiem, ale wiem, że Gollob nawet chory, nawet na trudnym torze i słabym motorze był w stanie ten bieg wygrać. Myślę że kibice zasługują na rzetelną informację w tej sprawie. Przy okazji rzecznik klubu mógłby też odpowiedzieć na pytanie, które już raz postawiłem. Mianowicie co się dzieje, że w znakomicie ułożonym klubie (taka jest ocena byłego prezesa Władysława Komarnickiego), nikt nie chce zostać jego następcą. Bo jest to pierwszy okres w historii klubu, kiedy nie ma on oficjalnie swojego szefa.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny