Jerzego Synowca porażka w Tarnowie nie martwi. "Oglądamy najmocniejszą Stal od 29 lat"

Mecz w Tarnowie pokazał, że gorzowska Stal jest silna jak nigdy, to znaczy od 1983 r. kiedy to zdobyła ostatni tytuł mistrzowski. Przegrana nic nie znaczy i jest to jedna z niewielu porażek, którą tak naprawdę nikt się nie przejął, bo to raczej przeciwnicy powinni skakać pod sufit, że wygrali ostatni wyścig.
Nikt nie wydrze Stali dziewięciu bonusów w rundzie zasadniczej, a to będzie oznaczać pierwsze miejsce przed play-off.

Co jest największym atutem Stali? Otóż jest to szóstka zawodników podstawowego składu, z których każdy potrafi wygrać bieg i to niezależnie czy w Gorzowie, czy na wyjeździe. Trener Marek Cieślak, który usprawiedliwiał swój zespół niedyspozycją Leona Madsena, nie miał tym razem racji. Bo gdyby zacząć gdybanie, to zero Mateja Zagara czy słaby występ Bartka Zmarzlika, po długiej podróży z zawodów juniorskich, też nie były czymś powszednim. Przyznam się, że o ile wierzyłem od początku w talent młodego Jensena, to co do Iversena miałem odczucia co najmniej mieszane. Eksplozja jego formy jest zaskoczeniem dla całej ligi i oby tylko utrzymał ją do końca sezonu.

Co do Tarnowa, to Unia pokazała się z dobrej strony, lecz wspomniany tu Madsen, ale też Vaculik i Maciej Janowski chyba nie są jednak zawodnikami, którzy w trudnych meczach wyjazdowych będą trzymali wynik. Również Unia Leszno na razie nie błyszczy i sam nie wiem, czy nierówne występy czwórki leszczyńskich młodzieżowców będą w tym sezonie normą, czy też wraz z upływem czasu młode chłopaki z Leszna (bracia Pawliccy, Musielak i Adamczewski) będą taką siłą jak kiedyś w Stali czterech muszkieterów: Plech, Fabiszewski, Nowak i Rembas, którzy sami potrafili wygrywać spotkania z każdym i wszędzie, nawet wtedy, kiedy kontuzjowany był Edward Jancarz.

Co do innych faworytów ekstraligi, czyli Falubazu i Unibaksu, trudno dzisiaj jednoznacznie określić długoterminową prognozę. Oba zespoły zaliczyły ciężkie wpadki, ale ich siłę poznamy tak naprawdę za dwa, może trzy spotkania.

Reszta ligowych zespołów nie będzie się liczyła w walce o play-off i to wiadomo już dzisiaj. Zaskakiwać może beznadziejna jazda częstochowskiego Włókniarza, który poniósł kolejną porażkę na własnym torze. A za to płaci się słono. Na meczu ze Stalą było 15 tysięcy widzów, a na pojedynku z Unibaksem już tylko dziewięć tysięcy, więc łatwo przewidzieć ile będzie na. kolejnym spotkaniu. Generalnie martwić już teraz może frekwencja na lidze, bo maj to miesiąc idealny dla oglądania żużla, a tu w Lesznie ledwie cztery tysiące widzów na meczu z Gdańskiem, w Bydgoszczy tylko pięć tysięcy chciało oglądać wrocławian. O frekwencji w samym Wrocławiu nawet nie warto wspominać - dwa ostatnie spotkania oglądało łącznie nie więcej niż pięć tysięcy ludzi. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Co do występów Stali w Gorzowie to jestem spokojny. Przy takiej dyspozycji zawodników frekwencja będzie dopisywała przez cały sezon, a przynajmniej tak być powinno.

O spotkaniu z Falubazem pisać już nie ma co, bo wszystko powiedziano i napisano. Wprawdzie - o dziwo - władze ekstraligi nie podjęły jeszcze [felieton powstawał we wtorkowe przedpołudnie] decyzji co do ostatecznego wyniku, ale myślę, że sensacji tu nie będzie i wynik po jedenastym biegu zostanie zatwierdzony. A co się będzie działo w rewanżu w Zielonej Górze? Na razie strach pomyśleć...

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny