Jerzy Synowiec: Żużlowa fortuna kołem się toczy. Czyje talenty tym razem eksplodują?

Pierwsze słoneczne marcowe dni sprawiły, że znowu w niektórych miastach zapachniało spalonym metanolem. Wprawdzie jeszcze nie w Gorzowie czy Zielonej Górze, ale nasi zawodnicy już jeżdżą na torach prawie całej Europy.
Co ciekawe, w tym roku żużlowcy najszybciej wyjechali w chorwackim Gorican, słoweńskim Krsko, włoskim Lonigo, ale także w niemieckim Ludwigslust. W Polsce już "czynne" tory są w Gnieźnie i Gdańsku, gdzie pojawiają się także zawodnicy naszych drużyn. Na razie żadnych ważnych wniosków nie można wyciągać, ale mam parę spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić.

Nadchodzący sezon będzie - albo powinien być - przełomowy dla lubuskich zawodników, którzy w zeszłym roku błysnęli już formą. Oczywiście w tym gronie są Bartosz Zmarzlik, Adrian Cyfer, Adam Strzelec i Kacper Rogowski, ale niezmiennie w tym sezonie będę śledził sportowe losy młodziutkiego Australijczyka Tysona Nelsona (Rye House i Birmingham Brummies), Duńczyka Mikkela B. Jensena oraz Rosjan: Maksima Bogdanowa, Władimira Borodulina oraz Wadima Tarasienko. Mam nadzieję, że kilku z nich sportowo eksploduje i śladem Darcy Warda bardzo szybko zapuka do bram Grand Prix.

Po raz pierwszy chciałbym poświęcić trochę więcej miejsca niż kilka linijek Piotrowi Świderskiemu. Jest on doskonałym przykładem ilustrującym trudy profesji zawodowego żużlowca. Sportowca, który z niejednego pieca jadł chleb i który wie, że fortuna niestety kołem się toczy. W trakcie kariery borykał się z kontuzjami, brakiem pieniędzy, ale także odnosił sukcesy.

Piotr Świderski pochodzi z małego Rawicza, gdzie zaraził się pasją najpierw do jazdy na motorowerach po pobliskich bezdrożach, a następnie żużlem, który poznał odwiedzając stadion Kolejarza. By coś osiągnąć w tym sporcie szybko przeszedł do zamożniejszego klubu z Wrocławia, gdzie już na samym początku kariery odniósł poważną kontuzję kręgosłupa. Do formy dochodził wypożyczony do drużyny ze swojego macierzystego miasta, w której startował w drugiej i pierwszej lidze. Wrócił do Wrocławia jako doświadczony junior, ale zawsze w klubie z Dolnego Śląska lepiej traktowany był Robert Miśkowiak. Sportowego szczęścia szukał w Zielonej Górze (sezon 2007), a także w Rybniku (2006 i 2008). Próbował swoich sił w lidze angielskiej, ale nigdzie nie zakotwiczył na dłużej. Stał się ligowym wyrobnikiem. Gdy wydawało się, że mimo wszystko zostanie niespełnionym talentem, Świderski zaczął jeździć szybciej i skuteczniej. Ostatnie dwa sezony w Unii Tarnów oraz Betardzie Wrocław były w jego wykonaniu bardzo dobre. Świderski zbudował team, posiadał dobry sprzęt, a na torze nie odpuszczał najlepszym. Drużyna z Wrocławia, której podporą był Piotr Świderski, przed sezonem skazywana na walkę o utrzymanie zadziwiała i weszła do finałowej rundy ekstraligi. Niestety w ostatnim meczu na swoim torze z Toruniem Świderski uczestniczy w makabrycznym karambolu na pierwszym łuku. Został odwieziony do szpitala, gdzie stwierdzono otwarte złamanie nogi. Świetny sezon sympatyczny rawiczanin okupił poważną kontuzją, która początkowo stawiała jego dalszą karierę pod znakiem zapytania. Na szczęście Świderski zagryzł zęby, ciężko przepracował rehabilitację oraz sezon przygotowawczy i podpisał kontrakt z beniaminkiem ekstraligi - Lotosem Gdańsk. Tutaj, pod skrzydłami Stanisława Chomskiego, chce znowu odnosić sukcesy. Podczas treningu siedział już na motorze, bardzo spokojnie jeździł po gdańskim torze. Oby podczas sezonu jeździł dużo szybciej. Powodzenia Piotrze!

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny