Sport.pl

Jerzy Synowiec: Likwidacja kolejnych drużyn to droga donikąd. Ale nam Grand Prix rozreklamowali...

Fatalne wieści napływają z zaplecza żużlowej ekstraligi i to tuż przed rozpoczęciem rywalizacji. Jeszcze przed chwilą wydawało się, że rozgrywki pierwszej i drugiej ligi są niezagrożone, choć na pierwszoligowym froncie miało wystartować jedynie siedem zespołów, a na drugim tylko pięć.
Okazuje się jednak, że aż trzy kluby nie są w stanie spłacić zawodników za ostatni sezon, a nie chodzi wcale o znaczne kwoty (ledwie po kilkadziesiąt do stu tysięcy złotych). Są to pierwszoligowe zespoły z Piły i Ostrowa oraz drugoligowiec z Krakowa. Polski Związek Motorowy ma więc twardy orzech do zgryzienia. Musi bowiem, albo przymknąć oczy na długi oraz marną kondycję finansową tych zespołów i dopuścić je do rozgrywek, akceptując tym samym niezdrowy proceder i tworząc precedens, albo nie dać im licencji, co z kolei oznaczać będzie całkowite załamanie rozgrywek pierwszo- i drugoligowych. Jeśli Piła i Ostrów nie dostaną licencji, to pierwsza liga schudnie do ledwie pięciu drużyn, a brak Krakowa w rozgrywkach drugoligowych oznacza czterozespołową najniższą ligę. Czyli i tak źle i tak niedobrze. Wariant drugi wydaje się niestety bardziej prawdopodobny i jeśli się zrealizuje, to kadłubowe rozgrywki stracą jakikolwiek sens i dla kibiców i dla zawodników, bo rozegranie w sezonie trzech spotkań na własnym torze to raczej kpina z rozgrywek niż liga. Wtedy raczej trzeba będzie połączyć pierwszą i drugą ligę, tworząc zlepek zespołów mających ekstraligowe ambicje (Gniezno, Grudziądz) oraz ekip, których jedynym celem jest odjechanie sezonu (Rawicz, Krosno, Opole, Rybnik). Dziewięć zespołów na zapleczu ekstraligi to i tak mało, zwłaszcza, że kondycja finansowa kolejnych (np. Rybnika) nie gwarantuje dojechania do końca sezonu.

Tak oto doszliśmy, a raczej dojechaliśmy do sytuacji niezwykle trudnej. Z jednej strony bogata, opływająca w luksusowe kontrakty ekstraliga, z drugiej bieda, gdzie budżet klubu wynosi tyle, ile połowa kontraktu ekstraligowego średniaka. Co więc robić? Ano szybko pomyśleć nad pomocą najsłabszym, bo leży to w interesie najbogatszych. Dalsze zmniejszanie ilości polskich zespołów to droga donikąd. Oznacza bowiem drastyczną redukcję ilości polskich żużlowców, których i tak pozostało niewielu, a większość z nich startuje właśnie w niższych ligach. Dwa - trzy kolejne takie redukcje i nie trzeba będzie eliminacji, aby wyłonić finalistów mistrzostw Polski.

Z innej beczki. Polecam lekturę angielskiego "Speedway Star" (anglojęzyczne czasopismo poświęcone wyłącznie żużlowi, czytane przez kibiców żużla na całym świecie, oczywiście poza Polską, która ma swój "Tygodnik Żużlowy"), a mianowicie numeru datowanego na 31 grudnia ubiegłego roku. Poświęca on dużo miejsca na reklamę miast organizujących turnieje Grand Prix. Jest wśród nich oczywiście również Gorzów. Tyle tylko, że tekst poświęcony naszemu miastu jest zilustrowany zdjęciami poznańskiego Starego Miasta i poznańskiego hotelu "Sheraton". Z tekstu zaś wynika, że kibice żużla ze świata nasze miasto powinni omijać szerokim łukiem, bo nic ciekawego tu nie zobaczą. Tekst zachęca do zamieszkania w na czas Grand Prix w Poznaniu, do zwiedzania tego miasta i jego okolic oraz do przyjazdu do Gorzowa jedynie na same zawody. Mamy więc za milion dolarów (tyle kosztuje miasto jeden turniej Grand Prix) miast promocji miasta - antypromocję na cały żużlowy świat. Nie tego oczekiwali organizatorzy turniejów i władze miasta, oj nie tego.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: