Tak bardzo chciał się ścigać, że podrobił datę urodzenia...

W zeszłym tygodniu wspomniałem o transferze z gorzowskiego zespołu Andrzeja Pogorzelskiego do Unii Leszno. Ta nieoczekiwana zmiana barw klubowych sprawiła, że w zespole Stali pojawiło się wolne miejsce dla zdolnego wychowanka.
Był to moment zwrotny w życiu Jerzego Rembasa, który od dwóch lat trenował na gorzowskim torze, lecz w rozgrywkach ligowych jeździł mało. Co ciekawe - dziś możemy skwitować to tylko śmiechem - Rembas zaczął jeździć w oficjalnych zawodach dzięki licencji, w której miał podrobioną datę urodzenia! Fortel młodego Jurka udał się, bo w wieku piętnastu lat prezentował tak wysoki poziom sportowy, że nikt nawet nie domyślał się, że utalentowany junior na gruncie przepisów był zbyt młody, aby w ogóle mógł jeździć w jakichkolwiek rozgrywkach! Mając 19 lat został już pewnym punktem zespołu, który dominował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Potwierdzeniem jego wielkich, indywidualnych umiejętności było zdobycie tytułu młodzieżowego indywidualnego mistrza Polski w 1974 roku. Rembas przestał być wtedy anonimowym w świadku żużlowym. Przez kolejnych dwanaście lat był czołowym zawodnikiem ligi i podporą reprezentacji narodowej. Dostrzeżony przez promotorów brytyjskich został nawet zaproszony do startów w ekskluzywnej wtedy lidze angielskiej, w której mogli ścigać się tylko najlepsi żużlowcy na świecie. Największym indywidualnym sukcesem Rembasa był finał indywidualnych mistrzostw świata na legendarnym stadionie Wembley w 1978 roku. Jako zawodnik rezerwowy zastąpił kontuzjowanego reprezentanta Niemiec i zdobywając 11 pkt stanął do wyścigu barażowego o brązowy medal IMŚ. Niestety w nim utytułowani Amerykanin Scott Autrey i Anglik Dave Jessup byli sprytniejsi. Pokonali Jerzego, spychając go w ten sposób na piąte miejsce w klasyfikacji końcowej. Mimo straconej szansy Rembas wracał do rodzinnego Gorzowa zadowolony, a po przyjeździe do naszego miasta od razu odwiedził Edwarda Jancarza, który na wspomniany finał pożyczył i przygotował mu swój własny motocykl.

Rembas na torze znany był z niesamowitego, wrodzonego refleksu startowego, którym zaskakiwał wszystkich rywali na starcie. Ostatnie, pożegnalne okrążenie na żużlowym torze pokonał podczas swojego turnieju pożegnalnego, rozgrywanego oczywiście w Gorzowie w 1990 roku, wspólnie ze swym synem Piotrem, który dorastając u boku wielkiego sportowca, postanowił kontynuować tradycje rodzinne.

Swoją przygodę ze sportem żużlowym Rembas junior zaczął na początku lat dziewięćdziesiątych, a więc w czasie wielkiego boomu na zawodników zagranicznych. Trenowany przez Stanisława Chomskiego oraz słuchający rad ojca i jego dawnych kolegów z toru, startował w Stali Gorzów przez cztery lata, podczas których solidnie punktował w rozgrywkach młodzieżowych. W 1996 roku zdecydował się na transfer do drugoligowej Łodzi, w której w drużynę żużlową zainwestował Andrzej Grajewski. Piotr odjechał wtedy swój sezon życia i ze średnią biegopunktową wynoszącą około 2 pkt był jednym z najskuteczniejszych zawodników na drugoligowym froncie. Po kilku sezonach spędzonych w Łodzi związał się z drużyną z Opola, gdzie najbardziej udanym dla niego był rok 2004. Ostatnie dwa lata cieszył jazdą kibiców w Pile. Przez całą swoją karierę pozostał w cieniu swojego ojca, lecz z biegiem lat zyskał wśród kibiców opinię solidnego zawodnika. Zawsze uśmiechnięty i uczynny, posiadał dobry kontakt z młodzieżą, co dostrzegli niegdyś opolscy działacze, powierzając mu funkcję trenera młodzieżowców.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny