Sport.pl

Katarzyna Dźwigalska: Chcemy popsuć komuś plany

- 18 punktów w ligowym meczu? Jak daleko sięgam pamięcią, takiej zdobyczy sobie nie przypominam. To pewnie mój rekord. Miło, że wpadało, ale znacznie bardziej cieszy ważna wygrana drużyny. Walczymy o jak najlepszą pozycję przed play-off, najlepiej w czołowej czwórce. Dodatkowe mecze to nie będzie łatwe wyzwanie, mam jednak nadzieję, że pomieszamy faworytkom szyki - powiedziała Katarzyna Dźwigalska, kapitan koszykarskiego zespołu KSSSE AZS PWSZ Gorzów.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Koszykarka, która w sierpniu skończy 30 lat, jest ostatnią, pamiętającą pierwszy sezon KSSSE AZS PWSZ w ekstraklasie, medalowe srebrne i brązowe gry, występy w Eurolidze... Dziś gorzowska drużyna nie jest zaliczana do grona faworytek Tauron Basket Ligi Kobiet, ale zaskakująco dobrymi występami na boisku akademiczki co mecz zaprzeczają papierowym przewidywaniom. Swoją cegiełkę do wysokiego miejsca w tabeli dokłada też Katarzyna Dźwigalska, która w ofensywie zalicza swoje najlepsze rozgrywki w karierze.

18 punktów w meczu? Taką zdobycz zapisano już kiedyś wcześniej przy nazwisku Dźwigalska?

Katarzyna Dźwigalska: - Nie przypominam sobie, to chyba mój rekord. Cieszę się bardzo, że przeciwko Polkowicom wpadało, fajnie, gdyby to była jakaś reguła. Gdybym tak trafiała chwilę wcześniej w bydgoskiej hali, to miałybyśmy na koncie jeszcze jedno, cenne zwycięstwo, ale tam skuteczność mnie zawiodła.

A jaka jest tajemnica tak radykalnej poprawy w ataku? Jakaś nowa dieta? Bo ten sezon jest dla ciebie rekordowy. Wcześniej grywałaś też przede wszystkim na pozycji rozgrywającej, a nie rzucającej.

- Tajemnicy nie zdradzę [śmiech]. Ważne, że mogę pomóc drużynie. Gdy na początku trafisz, na pewno później gra się luźniej, z większą pewnością siebie. Stajesz się groźniejsza dla rywalek, mniej przewidywalna, a przecież o to chodzi. CCC zdobyło pierwsze punkty w meczu i zaczęłam się obawiać, że przeciwniczki znów nam odjadą. Koleżanki raz, drugi znalazły mnie na fajnej pozycji i nie wypadało spudłować.

Akademicka drużyna ma słownego kapitana. Przed kluczowym starciem z Polkowicami usłyszałem od ciebie, że "ten mecz nie możemy, a musimy wygrać."

- Tabela pokazuje, że właśnie Polkowice są naszym bezpośrednim rywalem w walce o czwórkę. Wygrana z takim przeciwnikiem, wyszarpana na sam koniec, w ostatnich akcjach, musi dać nam teraz dodatkowe siły i wiarę, że jesteśmy w stanie wystartować do play-off właśnie z tej uprzywilejowanej pozycji, a potem, wykorzystując przewagę własnego boiska, miejsce w czwórce obronić. To był mecz z tych o cztery punkty. Przegrana znacznie oddaliłaby nas od lepszego miejsca.

Poświąteczny kalendarz nie był naszym sprzymierzeńcem.

- Po kilku dniach przerwy natychmiast na naszej drodze stanęły czołowe drużyny ligi. Do Torunia zabrakło nam bardzo niewiele, przegrałyśmy jednym punktem. W Bydgoszczy bardzo wiele nas kosztował słaby początek spotkania. W czwartej kwarcie dogoniłyśmy gospodynie, ale już nie miałyśmy energii, aby postawić kropkę nad "i". Serce dajemy zawsze, bo przy tak zbudowanym zespole, gdzie szersze składy prawie za każdym razem mają rywalki, nie mamy innego wyjścia, aby wygrywać z tymi, którzy teoretycznie powinni nas ogrywać. Świetnie widzieć, że jesteśmy drużyną, która nie godzi się z papierowymi przewidywaniami i walczy na całego z każdym, swoje cegiełki starają się też dokładać młode dziewczyny. Właśnie dzięki temu jesteśmy tak wysoko w tabeli.

Wydaje się też, że nasze Amerykanki w kolejnych spotkaniach będą potrzebowały znacznie większego wsparcia. Gdyby nie dorobek całej drużyny, to spotkanie z CCC też byłoby przegrane.

- Wynosimy z tego pojedynku coś ekstra, bo wygrałyśmy jako zespół, a nie ciągnięte przez zdecydowanego lidera, tak jak to bywało wcześniej. Sharnee Zoll czy Alyssia Brewer w drugiej rundzie będą miały o wiele trudniej, przeciwnicy cały czas analizują ich grę, szukają różnych sposobów, aby je na dłużej, skutecznie zastopować. Myślą, że w ten sposób mogą rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Bydgoszczy i Toruniowi ostatecznie się udało, ale Polkowice to my zastopowałyśmy, choć łatwo nie było. Pokazałyśmy, że w ataku i obronie Gorzów to nie dwie zawodniczki, ale drużyna, która potrafi ze sobą współdziałać i radzić sobie w trudnych momentach.

Dla wielu już jesteście największym, miłym zaskoczeniem tego sezonu. A gdzie KSSSE AZS PWSZ może wylądować na koniec rozgrywek?

- Do końca fazy zasadniczej mamy zamiar pukać do czwórki i daj Boże, abyśmy tam trafiły. A wtedy zrobimy wszystko, aby przejść pierwszą rundę play-off. Zdaję sobie sprawę ze skali trudności tego wyzwania. To będą już zupełnie inne gry, czasami dzień po dniu, olbrzymi wysiłek. Jeśli jednak damy sobie radę to już w obecnych realiach będzie fantastyczny sukces. My naprawdę nic nie musimy, ale pokazujemy, że wiele możemy. Pomieszać komuś szyki, popsuć faworytkom plany? A czemu nie. Wychodząc na boisko nie liczymy budżetów, ani ilości zagranicznych zawodniczek po drugiej stronie, a po prostu staramy się wygrywać, każde zwycięstwo cały czas smakuje wyjątkowo.

Przy okazji bardzo dziękuję naszym kibicom za ich niesamowite wsparcie. Uwierzcie, to naprawdę dodaje skrzydeł, nie pozwala spuścić głowy nawet w beznadziejnej sytuacji. Takiej widowni wszyscy nam zazdroszczą, a my na każdym kroku podkreślamy, że każde zwycięstwo to również zasługa gorzowskich fanów koszykówki.

Taki ścisk, że będziemy liczyć kosze? "Przed nami wiele trudnych gier"


Więcej o: