Sport.pl

Piąty raz męki z Wilczycami, ale tym razem zwycięskie [ZDJĘCIA]

Do czołowej czwórki ekstraklasy i walki w play-off o medale mogło przybliżyć koszykarki KSSSE AZS PWSZ wyłącznie zwycięstwo ze szczeciniankami. Taki sukces mamy w garści, wygrywamy 66:55, choć to nie był wielki mecz gorzowianek. Ważne, że przełamaliśmy złą passę z Wilczycami, z którymi - licząc gry sparingowe - przegraliśmy w 2013 r. aż cztery razy.
Tego widowiska nijak nie da się porównać do ostatnich spotkań w Gorzowie, w których nasze akademiczki zażarcie walczyły z Wisłą Kraków i CCC Polkowice i choć minimalnie przegrywały, to po pięknych meczach, zdecydowanie do zapamiętania. Choć od starcia z krakowiankami minął tydzień, gospodynie wyglądały dziś, jakby jakieś strasznie trudne koszykarskie zadanie wykonały chwilę temu. Nieco ospałe, wiele razy co najmniej jedno tempo spóźnione. Brak wigoru i świeżości również natychmiast odbił się na skuteczności, szczególnie w rzutach z dystansu, gdzie trafiliśmy zaledwie cztery trójki na aż 21 prób (19 proc.) przy 10/27 Wilczyc (37 proc.). To, że był problem, widzieliśmy choćby po Taber Spani, która w końcu wycofała się z rzutów dystansowych, próbując wbijać się pod kosz lub podawać piłkę koleżankom - oprócz 10 pkt Amerykanka zapisała na swoim koncie siedem zbiórek i pięć asyst. Szczecinianki kąsały, znów pokazały, że nie są dla KSSSE AZS PWSZ wygodnymi przeciwniczkami. Na szczęście, choć na kilkadziesiąt sekund wyszły w trzeciej kwarcie na prowadzenie, nie prezentowały w tym spotkaniu takiej siły i klasy, aby przejąć całkowitą kontrolę i wybić naszym koszykarkom czwórkę z głowy.

Chinny Nwagbo zdobyła 20 pkt, dołożyła 11 zbiórek, ale i aż siedem strat. Tym razem nie będziemy jednak rozpisywać się o jej wyczynach, a o tym, co dały akademiczkom rezerwy. Dla 20-latki Beaty Jaworskiej 19 minut spędzone na boisku to ligowy rekord kariery. Nasza podkoszowa koszykarka w pełni na nie zasłużyła, trafiła cztery z pięciu rzutów (kolejne rekordowe osiągnięcie). Upodobała sobie pozycje przy końcowych liniach boiskach, mniej więcej 3 m od kosza. 8 pkt zdobyła też Claudia Trębicka. Głębia składu, ważniejsze role dla wychowanek - tego w Gorzowie od dłuższego czasu brakuje, abyśmy mogli jednoznacznie stwierdzić, że rodzi nam się swojski kręgosłup drużyny na lata. Z armią zaciężną raz można trafić, a raz nie, tym bardziej że nie jesteśmy organizacyjnie Wisłą czy CCC. Tym razem, choć trener Dariusz Maciejewski cały czas w przypadku młodszych osób mówi o ryzyku, takie decyzje się opłaciły. Z drugiej strony wypada komuś zaufać (finisz ligi to oczywiście nie czas i miejsce na tak kluczowe wybory), aby misternie budowana piramida szkoleniowa miała jakikolwiek sens... - Miałyśmy przede wszystkim wygrać zbiórkę, jednak nie to zadecydowało o naszym zwycięstwie, a liczba strat [12 gospodyń, 21 gości] - opowiadała Trębicka. - Dzięki przechwytom w czwartej kwarcie odjechałyśmy na kilka punktów i to zapewniło nam zwycięstwo. Cieszę się, że wszystkie zawodniczki, które weszły na plac, zdobyły punkty.

Wilczyce zostawiły po sobie dobre wrażenie. Choć praktycznie już przed tym meczem nie miały szans, aby ugrać w tym sezonie coś więcej, nie odpuściły, widzieliśmy, że koniecznie chciały w Gorzowie wygrać. Trzymało się ich szczęście, bo tych kilka rzutów w ostatnich sekundach przeznaczonych na akcję wcale nie musiało wpaść, ale wpadło. Szczecinianki, gdy zobaczyły, że KSSSE AZS PWSZ z dystansu im nie grozi, natychmiast skupiły się na obronie pola trzech sekund, tam też, nie do końca skutecznie, starały się utrudniać życie Nwagbo. - Zadania przedmeczowe zostały nieźle zrealizowane, ale 21 strat to zdecydowanie za dużo. Parę podań było zupełnie nieprzemyślanych, pamiętajmy jednak, że gramy bez nominalnej rozgrywającej, i to na poziomie ekstraklasy na pewno jest utrudnieniem - powiedziała Julia Adamowicz, która właśnie w zespole Wilczyc starała się wypełnić lukę na jedynce. - Postawiliśmy Gorzowowi ciężkie warunki. Muszę pochwalić swoje zawodniczki, bo momentami ta koszykówka wyglądała poprawnie - stwierdził trener gości Krzysztof Koziorowicz. - Trafiliśmy sporo trójek, a to na pewno nam pomagało. Wykorzystujemy też okazję, aby w tych ostatnich meczach pograły te zawodniczki, które dotychczas zaliczyły mniej minut.

Akademiczki zrównały się punktami z Bydgoszczą i Toruniem, choć pamiętajmy, że mają rozegrany jeden mecz więcej. W małej tabeli dla trzech drużyn to KSSSE AZS PWSZ ma najlepszy bilans, a więc przynajmniej do najbliższego weekendu, gdzie wszystkie ekipy znów będą miały na koncie tyle samo gier, dla jeszcze mocniejszej mobilizacji na ostatnie pojedynki mamy prawo umieścić nasze koszykarki na trzecim miejscu. W niedzielę 23 marca jedziemy na rewanż do Szczecina, koniecznie ze świadomością, że taki poziom gry jak dziś może nie wystarczyć, a tam też, aby zostać w pierwszej czwórce, musimy wygrać...

KSSSE AZS PWSZ GORZÓW - KING WILKI MORSKIE SZCZECIN 66:55

KWARTY: 17:12, 23:22, 10:14, 16:7.

KSSSE AZS PWSZ: Nwagbo 20, Zoll-Norman 13, Spani 10 (2x3), Dźwigalska 3 (1), Piekarska 2 oraz B. Jaworska 8, Trębicka 8 (1), Losi 2.

WILKI MORSKIE: Kraayeveld 15 (3x3), Kaczmarczyk 13 (2), Mandir 4, Maruszczak 3 (1), Radwan 3 (1) oraz Adamowicz 6 (2), Kotnis 4, Mrozińska 4, Stasiuk 3 (1), Sosnowska 0.



1. Wisła Can-Pack Kraków25481952:1418
2. CCC Polkowice24441609:1274
3. KSSSE AZS PWSZ Gorzów25381779:1785
4. Artego Bydgoszcz24381697:1514
5. Energa Toruń24381638:1620
6. King Wilki Morskie Szczecin24331482:1581
W drugiej rundzie zostanie wyłoniona najlepsza czwórka, która powalczy w play-off o mistrzostwo Polski.

POZOSTAŁE MECZE KSSSE AZS PWSZ W DRUGIEJ FAZIE: niedziela 23 marca, godz. 16: King Wilki Morskie (wyjazd); środa 26 marca, godz. 18: Energa Toruń (dom); niedziela 30 marca, godz. 17: Artego Bydgoszcz (wyjazd).

Więcej o: