Sport.pl

Magdalena Losi: Święta po włosku, czyli rodzinna Wigilia w restauracji

- Zaczęłyśmy ten sezon z problemami, ale ostatnimi zwycięstwami zbudowałyśmy poczucie własnej wartości. Świąteczna przerwa przychodzi w idealnym momencie. Spotkamy bliskich, odświeżymy głowy, naładujemy baterie i w styczniu znów wrócimy, aby zwyciężać - powiedziała Magdalena Losi, koszykarka KSSSE AZS PWSZ Gorzów.
Powrót Magdy do Gorzowa po latach to był bardzo dobry wybór. Doświadczona zawodniczka szybko stała się wręcz niezbędnym ogniwem akademickiej drużyny, ulubienicą kibiców. Koszykarka ma także swoje ambicje, które chciałaby zrealizować z koleżankami z AZS PWSZ.

Ireneusz Klimczak: Tak to już jest, że często przed świętami oglądamy w Gorzowie niezwykle zacięte mecze. Dla ciebie starcie z toruniankami na pewno też nie było łatwe. Z każdą minutą seria niecelnych rzutów robiła się coraz dłuższa.

Magdalena Losi, koszykarka KSSSE AZS PWSZ Gorzów: To nie było nic nowego. Są takie dni, gdy nie możesz się wstrzelić, ale musisz wierzyć. Przecież wiem, że potrafię zdobywać punkty z dystansu, i to czasami seryjnie. Strzelec nie ma jednak prawa zwątpić, bo inaczej w koszykówce przestanie istnieć.

Trener podjął ryzyko. W czwartej kwarcie pierwszy raz wprowadził na boisko Claudię Trębicką.

- Kątem oka spoglądałam z ławki rezerwowych, co się dzieje, ale przede wszystkim starałam się wewnętrznie uspokoić. Za chwilę znów byłam w grze, a wynik niekorzystny, przegrywałyśmy czterema punktami. I wtedy ten najważniejszy rzut wpadł, wygrałyśmy. Wcześniejsza seria idzie w niepamięć, bo na szczęście moja drużyna nie poniosła przeze mnie poważniejszych konsekwencji. Jest czwarte z rzędu, arcyważne zwycięstwo, jest miejsce w szóstce, ogromna radość i z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość.

Zapamiętam z tego spotkania dwa twoje gesty. Niezwykłą, ekspresyjną radość po nareszcie trafionej trójce, w naprawdę kluczowym momencie, i zachęcanie kibiców do dopingu w ostatniej minucie. Wszystkie po kolei powtarzacie, że chciałybyście całą ligę grać w swojej hali.

- Publika jest po prostu fenomenalna, uwielbiam taką atmosferę, czuję wsparcie w trudnych chwilach. Tak jak fani dziękują nam za walkę, tak my im bardzo dziękujemy za wkład w te wygrane. Także właśnie dla kibiców, rewelacyjnej gorzowskiej widowni, ucieszyłam się i wybrałam ofertę, aby jeszcze raz zagrać w AZS PWSZ.

Energa Toruń udowodniła, że nie przez przypadek jest w czołowej trójce Basket Ligi Kobiet.

- Faktycznie, ale również same robiłyśmy sobie bałagan. Tym razem to nie był tak piorunujący początek jak w meczu z CCC Polkowice. Miałyśmy sporo dobrych pozycji, ale jako cała drużyna nie byłyśmy najskuteczniejsze [ledwie 29,9 proc. - red.], także z rzutów osobistych [52 proc. - red.], którymi miałyśmy szansę zbudować przewagę. Dlatego oglądaliśmy mecz "na styku" aż do samego końca. Jest 63:61, ale długo to Energa prowadziła. Także szacunek dla mocnych przeciwniczek i cieszmy się, bo mamy powód do świętowania. Sprawdziłyśmy się jako drużyna, wychodząc zwycięsko z tak trudnego pojedynku, od którego zależały dalsze losy AZS PWSZ.

Za tobą kolejne 15 meczów w barwach Gorzowa. Jestem pewien, że tego wyboru nie żałujesz. To jest zdecydowanie udany czas Magdaleny Losi.

- Chciałam jeszcze zagrać na wysokim poziomie, wybrałam powrót do Gorzowa i absolutnie nie żałuję. Wiedziałam, jakie sukcesy odniósł AZS PWSZ w przeszłości, i wiem, że obecna drużyna chce do nich nawiązać. Staram się pomagać, jak umiem najlepiej, grupa zawodniczek jest świetna, a po trudnym początku sezonu teraz zwycięstwa wyłącznie nas nakręcają i zaostrzają apetyty. Będziemy dalej walczyć z coraz większym poczuciem wartości naszej drużyny.

Święta spędzisz we Włoszech?

- Tak, jadę do moich bliskich. Będziemy świętować zdecydowanie po włosku, czyli Wigilia w restauracji, tam jest taka tradycja. Specjalnie urządza się wigilijne kolacje dla całych rodzin. W pierwszy dzień świąteczny wybieramy się trochę w góry, do cioci, aby i tam wszyscy razem mogli się sobą nacieszyć. Oczywiście nie będzie leniuchowania. Przerwa jest krótka, a więc cały czas trzeba utrzymać formę. Każda z nas z pewnością odświeży głowy i naładuje baterie.

A kiedy powrót do treningów w klubie?

- Spotykamy się 2 stycznia, wtedy dołączą do nas Amerykanki. Już chwilę później pojedziemy powalczyć do Bydgoszczy, a potem nie wyobrażam sobie, abyśmy miały oddać cokolwiek Gdyni i Koninowi. Dalsze plany? Wiem, zdradzałam moje marzenia, gdy znów przyjechałam do Gorzowa, ale o tym potem. Najlepiej skupić się na najbliższych grach, walczyć tak jak ostatnio, zbierać jak najwięcej zwycięstw, a oczekiwany przez wszystkich wynik przyjdzie sam. Na początku stycznia zaklepmy sobie czołową szóstkę, a później spojrzymy w górę tabeli. Dziś złapmy oddech, fajne chwile skupienia i ciepła z najbliższymi. Wesołych Świąt!

Więcej o: