Trener naszych koszykarek: Tak słaby początek meczu to był szok

Na inaugurację Basket Ligi Kobiet w Szczecinie, zobaczyliśmy dwa różne zespoły KSSSE AZS PWSZ Gorzów. Ten, który przegrywał różnicą aż 20 pkt i ten, który odrobił prawie wszystkie straty, ale ostatecznie przegrał w dramatycznej końcówce. - Na finiszu faktycznie decydowały już wyłącznie niuanse. Gorzej, że przez trzy czwarte tego pojedynku graliśmy zdecydowanie poniżej swoich możliwości - przyznał trener akademiczek Dariusz Maciejewski.
"Dwie i pół kwarty przypominały zeszły sezon. Później zaczęły grać tak, jak byśmy chcieli. Zabrakło kilku minut." - tak podsumował pierwszy mecz naszych akademiczek w Basket Lidze Kobiet jeden z kibiców, który w każdych rozgrywkach kilometry przemierzane za gorzowskim zespołem liczy w tysiące. To trafna obserwacja, w kilku słowach oddająca postawę KSSSE AZS PWSZ w szczecińskiej hali. Przez pierwsze 20 minut wpadał nam ledwie co czwarty rzut, choć mieliśmy naprawdę dobre okazje. Andrea Riley trafiła dwa kosze na 11 prób, Taber Spani - 1/7. Nie mieliśmy prawa pomyśleć o wygranej. Gdy jednak zaczęło wpadać, to goniliśmy gospodynie na 60-procentowej skuteczności z gry! Odrabiamy 19 z 20 pkt straty do Wilczyc, aby ostatecznie przegrać 63:69...

- Może ta niezła gra w ataku w spotkaniach sparingowych trochę uśpiła naszą czujność? - zastanawiała się Katarzyna Dźwigalska. - Z tyloma nowymi zawodniczkami, trudno przez kilka tygodni zbudować superobronę, z bardzo dobrą komunikacją. Tym razem zgubiła nas jednak ofensywa, co jest dla mnie przykrym zaskoczeniem. Gdy ważyły się losy spotkania, zostawiłyśmy rywalki na otwartych pozycjach, a one już wcześniej udowodniły, że na swojej hali będą trafiać. I niestety trafiały.

Podobnie jak kapitan naszej drużyny, także trener Dariusz Maciejewski strasznie żałował tego, co wydarzyło się na początku spotkania: - Tak słaby początek tego pojedynku to był dla mnie szok, wcześniejsze gry, co prawda towarzyskie, nie wskazywały, że atak aż tak nas zawiedzie. Beniaminek ekstraklasy też się denerwował, nie mógł zdobyć pierwszych punktów. My powinniśmy skończyć to, co musieliśmy trafić, graczy mieliśmy otwartych, zacząć mecz od prowadzenia 6:0 i pewnie to spotkanie ułożyłoby się inaczej. A tak wstyd za ledwie 20 punktów zdobytych do przerwy. W końcu zebraliśmy się i ostatecznie o naszej porażce zdecydowały wyłącznie niuanse. Trudno jednak być zadowolonym, gdy trzy czwarte meczu nie wygląda tak, jak sobie zakładaliśmy i wyobrażaliśmy.

Nie udało się z beniaminkiem, w kolejnym spotkaniu poprzeczka z wymaganiami zawiśnie kilka pięter wyżej. W najbliższą sobotę o godz. 16 zagramy w swojej hali jeszcze nie w pełnym składzie, ale i tak bardzo mocną Wisłą Kraków. To będzie starcie wyjątkowe, bo po drugiej stronie, zapewne w pierwszej piątce wyjdą Agnieszka Szott-Hejmej i Justyna Żurowska. Znajdzie się pewnie chwila na piękne przywitanie obu koszykarek, które mają na zawsze znaczące miejsce w historii gorzowskiego basketu. Później jednak sentymentów już nie będzie. My też musimy pokazać, że jesteśmy znacznie lepszym zespołem niż przed rokiem. W domu, przed własną publicznością, pewnie przy szczelnie wypełnionej hali, będzie o to znacznie łatwiej...

ZESTAW PAR 2. KOLEJKI: KSSSE AZS PWSZ Gorzów - Wisła Can Pack Kraków (sobota, godz. 16), Widzew Łódź - CCC Polkowice, Basket ROW Rybnik - King Wilki Morskie Szczecin, Energa Toruń - MKS MOS Konin, Artego Bydgoszcz - Riviera Gdynia.