Akademiczki tylko trzy "oczka" za Wisłą bez Tiny Charles [ZDJĘCIA]

Gorzowskie koszykarki właśnie skończyły sezon, choć w trzecim starciu ćwierćfinałowej serii o mistrzostwo Polski były bardzo blisko, aby sprawić sensację i przedłużyć rywalizację przynajmniej do niedzieli. KSSSE AZS PWSZ przegrywa z Wisłą Kraków 59:62.
Obrończynie tytułu mistrzowskiego na razie zupełnie nie są zespołem, który mógłby w obecnym rozgrywkach ponownie zdobyć złoto, a tak naprawdę - jeśli nie zacznie grać w pełnym składzie - może mieć już duże kłopoty w półfinale z Artego Bydgoszcz. Wciąż poza grą jest Amerykanka Alana Beard, zaczęła już trenować Hiszpanka Cristina Ouvina, ale widać, że daleko jej do optymalnej formy (w sobotę w Gorzowie zaliczyła niespełna 7 minut). Największą niespodzianką był brak Tiny Charles, która jeszcze nigdy w hali PWSZ nie grała. Wielka gwiazda koszykówki zamiast na mecz z gorzowiankami... nagle wyleciała do USA. Na pogrzeb w rodzinie. Zaraz ma wrócić do Polski i składu Wisły. - To wbrew pozorom trochę skomplikowało nam życie, bo całą obronę przygotowywaliśmy właśnie pod Tinę - stwierdził trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Biję się w piersi, że trochę za późno zmieniliśmy priorytety i przewaga Wisły za mocno urosła. Gdy zaczęliśmy zamykać renomowanym rywalkom pozycje na obwodzie, to krakowianki po przerwie rzuciły nam zaledwie 18 pkt. Wielka sprawa. Zabrakło wisienki na torcie, czyli sensacyjnego zwycięstwa, ale nikt z nas na pewno nie ma niedosytu. Wiemy, gdzie jesteśmy my, a gdzie Wisła - dodał gorzowski szkoleniowiec.

Tak jak mówi trener, byliśmy przygotowani na Charles, ale również wiemy, ile jakości jedna z najlepszych koszykarek świata daje Wiśle. Ci, co byli w sobotę na ostatnim meczu sezonu w Gorzowie, widzieli, że Kraków bez swojej gwiazdy tym razem był do ogrania, nawet przez targane kłopotami nasze akademiczki. Dlaczego więc w drugiej kwarcie przegrywaliśmy już różnicą 19 pkt (23:42)? Bo to nie były wyżyny drużyny KSSSE AZS PWSZ. Do przerwy przegraliśmy ofensywną deskę aż 5:14, wiślaczki dały z tego aż 12 pkt drugiej szansy, w ten sposób wypracowały swoją przewagę. Niewiele dawała też gospodyniom tak dobrze grająca w pojedynku numer dwa młodzież. - Uważam, że w pierwszej połowie podeszliśmy do meczu profesjonalnie, a po przerwie, mimo próśb w szatni, był już z tym kłopot. Na porażkę w dwóch kwartach 18:32 można się zezłościć - powiedział trener Wisły Artur Golański. - Faktycznie, druga część z naszej strony to był dramat - przyznała Dora Horti. - Mocno w tym tygodniu pracowałyśmy. Wyszło z tego 20 minut dobrej gry. Myślę, że w półfinale porządne z naszej strony będą już całe mecze.

Golański w drugiej kwarcie schował twarz w dłoniach, gdy kolejna jego gwiazda Australijka Erin Phillips przypadkiem zderzyła się z Katarzyną Dźwigalską i padła na boisko, trzymając się za kolano. Na ławkę zeszła, kuśtykając, wsparta na koleżankach. Po przerwie pojawiła się jednak na boisku. Na szczęście dla Wisły, bo to właśnie ona dawała najważniejsze punkty swojej drużynie. - Po wyjściu z szatni coś w nas pękło, jeszcze raz pokazałyśmy charaktery - mówiła Dźwigalska, kapitan KSSSE AZS PWSZ. - Dzięki walce na całego dopadłyśmy Wisłę. Do wielkiego dla nas wyniku zabrakło naprawdę niewiele. I tak czujemy się super, bo wiemy, jak trudny to był dla gorzowskiego klubu sezon. Żegnała nas jednak pełna hala, te świetne dzieciaki, które są przyszłością nie tylko koszykówki w naszym mieście. Kibice byli z nami na dobre i na złe. Wiem, że wynagrodzimy im to, gdy znowu pójdziemy w górę tabeli.

Wiśle trudniej już było o zbiórkę pod naszym koszem, przestały wpadać trójki, bo nie było pozycji. Dwanaście, dziewięć, siedem, cztery punkty przewagi krakowianek - naprawdę ciężka praca w wykonaniu akademiczek dawała zaskakujące, cieszące widownię efekty. Także coraz głośniej piszczących kilkaset dzieciaków z Mini Basket Ligi, niesamowicie emocjonujących się po każdym koszu dla Gorzowa. Młodzież też opanowała nerwy, zaczęła bić się na tablicach, nastolatki Kasia Jaworska i Magda Szajtauer odważniej pobiegły do kontry, dały swoje punkty. Wsparły w ten sposób w ataku grającą wielki mecz Chineze Nwagbo (25 pkt, 15 zbiórek, 4 asysty) - Chini! Zostań z nami! - i Agnieszkę Skobel (18 pkt, 3/3 za 3 pkt).

Czego brakło do sensacji? Dwóch, trzech akcji skończonych punktami, a nie prostą stratą. Zgubionych łatwo piłek, nawet bez nacisku rywalek, w końcowych minutach było po naszej stronie za dużo. A Wisła miała Phillips. Australijka utrzymała minimalne prowadzenie dwoma trafieniami z półdystansu, potem wymusiła faul i dorzuciła dwa wolne. Może nie jest w wielkiej formie fizycznej, także zdrowie już nie to, ale klasa i charakter wciąż wyjątkowe. Gdy nadszedł "money time", zrobiła, co do niej należało. - My znów możemy z podniesionymi głowami spojrzeć w lustro - podsumował trener Maciejewski. - Powalczyliśmy, na ile umieliśmy, nie zrezygnowaliśmy do ostatnich sekund. Zakończyliśmy piękny dzień z koszykówką emocjonującym meczem. To te dziewczynki i wykonujący kolosalną pracę ludzie z Mini Basket Ligi dają nam energię. Zobaczycie, że za parę lat będą nie tylko siłą AZS PWSZ, ale i reprezentacji Polski.

KSSSE AZS PWSZ GORZÓW - WISŁA CAN PACK KRAKÓW 59:62

KWARTY: 13:19, 14:25, 21:9, 11:9.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 0-3. Wisła awansowała do półfinału, KSSSE AZS PWSZ kończy sezon na szóstym miejscu.

KSSSE AZS PWSZ: Nwagbo 25, Skobel 18 (3x3), Makowska 7, Dźwigalska 3 (1), Szajtauer 2 oraz K. Jaworska 4, Trębicka 0, Czarnodolska 0, Drzewińska 0.

WISŁA: Phillips 11 (1x3), Krężel 8, Żurowska 7, Horti 6, Pawlak 2 oraz De Mondt 19 (5), Mieloszyńska-Zwolak 7, Czarnecka 2, Ouvina 0.

WYNIKI ĆWIERĆFINAŁÓW PLAY-OFF:

KSSSE AZS PWSZ Gorzów - Wisła Can Pack Kraków 43:79, 56:71, 59:62 (0-3) - Wisła w półfinale, KSSSE AZS PWSZ kończy sezon na szóstym miejscu; Widzew Łódź - CCC Polkowice 30:82, 46:91, 69:86 (0-3) - CCC w półfinale, Widzew na ósmym miejscu; Centrum Wzgórze Gdynia - Artego Bydgoszcz 63:90, 65:84 (0-2) - trzeci mecz w Gdyni w niedzielę; Matizol Lider Pruszków - Energa Toruń 60:73, 64:70, 68:79 (0-3) - Energa w półfinale, Lider na piątym miejscu.