Nasze akademiczki zdobywają Gdynię. Tak się wciela w życie pomysł na sukces [ZDJĘCIA]

Zaczęło się od niesamowitej serii trójek gospodyń, ale już od połowy pierwszej kwarty sobotni mecz toczył się pod kontrolą koszykarek KSSSE AZS PWSZ. Wygrywamy na wyjeździe 88:64 i jesteśmy bardzo blisko szóstej pozycji przed play-off.
Za każdym razem, gdy wchodzi się do gdyńskiej hali przy ul. Kazimierza Górskiego, natychmiast wracają wspomnienia z niedawnych wielkich meczów o mistrzostwo Polski pomiędzy Lotosem a KSSSE AZS PWSZ Gorzów. Nasze pierwsze w historii srebro w 2009 roku i nieudany atak na złoto w kolejnym sezonie, gdy mieliśmy wspaniałą drużynę, ale ostatniego kroku nie zrobiliśmy przez pechową kontuzję Rosjanki Ludy Sapowej...

Mistrzowskie proporce wiszą pod kopułą hali, ale dziś obie drużyny są w zupełnie innym sportowym miejscu. W lidze rządzą Kraków i Polkowice, mniej więcej połowę miejsc na trybunach, aby obiekt przy mniejszej liczbie widzów był bardziej przytulny i kameralny, zasłaniają niedawno zamontowane, specjalne kotary (taki pomysł na piękną, nowoczesną i funkcjonalną halę koniecznie musimy spróbować przenieść również na gorzowskie warunki), a i tak na widowni mieliśmy w sobotnie popołudnie wiele wolnych miejsc, brakowało zawsze głośnego klubu kibica gospodarzy. Fanów akademickiego klubu nigdzie nie brakuje i tak samo było tym razem. Nasi kibice musieli zostawić przed wejściem flagi, bo... nie mieli na nie atestu przeciwpożarowego. - O mistrzostwie marzą w innych drużynach, ale ten mecz jest chyba najistotniejszym dla Gorzowa i Gdyni w rundzie rewanżowej - stwierdził trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Ktoś znacznie zbliży się do szóstego miejsca przed play-off. Ma nadzieję, że tak jak w domu [74:58] i w hali rywalek udowodnimy naszą wyższość.

Nasz szkoleniowiec obawiał się serii rzutów z dystansu, bo strefa podkoszowa to miało być w tym starciu nasze królestwo. I tak zaczął się ten pojedynek - od czterech trójek Gdyni, a na prowadzenie 21:11 wyprowadziły gospodynie następnymi rzutami za 3 pkt filigranowa rozgrywająca Lorin Dixon, Magdalena Ziętara i trafieniem z półdystansu Małgorzata Misiuk. My szukaliśmy graczy wysokich - bez problemów pozycje pod koszem znajdowały mocniejsze fizycznie i wyższe Sybil Dosty oraz Chineze Nwagbo. Pierwsza szczególnie dobrze chciała wypaść w tym meczu, bo w USA mieli go w internecie oglądać jej rodzice. Tylko żeby rywalkom przestało wpadać, bo nasza jakość gry od początku była naprawdę przyzwoita...

Katarzyna Dźwigalska (taka myśląca wyłącznie o powodzeniu drużyny jedynka to prawdziwy skarb) podaje do Agnieszki Skobel, a potem do Dosty, mamy punkty, i to wszystko za każdym razem w trzy sekundy. Jak długo czekaliśmy w tym sezonie na tak groźne kontry w wykonaniu akademiczek... Pod koszem coraz częściej bawią się z rywalkami nasze wysokie, nie tylko z dwutaktu, ale również z dystansu skuteczna jest Skobel (3/3 do przerwy!). W 9. min wychodzimy na prowadzenie 23:21. Potem jeszcze na chwilę mamy w tym spotkaniu remis, ale od drugiej kwarty już spokojnie, konsekwentnie budujemy naszą przewagę. Nwagbo ma na koncie 14 pkt, a Dosty o "oczko" mniej. Tak jak Skobel, która dostaje piłkę w ostatnich sekundach tej części gry, odwraca się i daje drużynie trzecią trójkę w tym pojedynku. Wygrywamy 49:36. Dominujemy. Z ławki jako jedyna pomaga Claudia Trębicka - trafia z 3/5 rzutów z półdystansu, a myli się w akcji sam na sam z koszem. Cóż, koszykówka to gra pomyłek, byle nie brać sobie ich do serca i za chwilę próbować się poprawić. Na razie zdecydowanie więcej razy mylą się gospodynie, które na 17 rzutów za 3 pkt trafiają 7 razy, głównie na początku tego pojedynku. Pod nasz kosz - zgodnie z planem - przebijają się bardzo rzadko... - Całe szczęście, że ten start nas nie złamał, bo czasami takie serie punktowe potrafią być zabójcze - mówił z ulgą w przerwie trener Maciejewski. - Jeszcze 20 minut walki. Oby już tylko pod naszą kontrolą.

W trzeciej kwarcie gospodynie próbują mocniej pobronić, starają się walczyć na tablicach, ale już nie grzeszą skutecznością, tak jak na początku meczu. Trzeba przyznać, że nam słabo w tym czasie układa się gra w ataku i przez to przewaga gorzowianek rośnie jedynie o 2 pkt. W ostatniej części pojedynku prosimy o czas, gdy zdecydowanie najlepsza w zespole przeciwniczek Antonia Bennett (25 pkt i 11 zbiórek) rzuca po naszych prostych błędach 5 pkt z rzędu - wygrywamy 72:62. Po przerwie trafia jednak z dystansu Agnieszka Makowska (21 pkt, wszystkie w trzeciej i czwartej kwarcie!), w defensywie rywalki nie są w stanie przez 24 sekundy przeprowadzić skutecznej akcji, a superzagraniami podkoszowymi dobijają Gdynię Dosty oraz Skobel (80:62). Kibice gospodyń zaczynają wychodzić z hali, a my w supernastrojach szykujemy się na powrót do domu. Tak trzymać, dziewczyny!

CENTRUM WZGÓRZE GDYNIA - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 64:88

KWARTY: 23:23, 13:26, 13:15, 15:24.

CENTRUM WZGÓRZE: Bennett 25 (2x3), Dixon 10 (2), Kassing 10, Ziętara 8 (2), Misiuk 5 (1) oraz Rhea 2, Bandyk 2, Małaszewska 2, Jakubiuk 0, Kiejdrowska 0.

KSSSE AZS PWSZ: Makowska 21 (3x3), Skobel 19 (3), Dosty 19, Nwagbo 18, Dźwigalska 3 (1) oraz Trębicka 8.

WYNIKI Z 17. KOLEJKI:

Centrum Wzgórze Gdynia - KSSSE AZS PWSZ Gorzów 64:88, Artego Bydgoszcz - Widzew Łódź 105:64, PTK Pabianice - Matizol Lider Pruszków 59:76, CCC Polkowice - AZS Rzeszów 93:39.

CCC ma 12 zwycięstw, Artego - 11, Wisła Kraków - 10, Lider - 9, Energa Toruń - 8, KSSSE AZS PWSZ - 7, a Centrum Wzgórze - 6.