Sport.pl

Koszykarki w drodze do Łańcuta. Czy tym razem beniaminek może nam zaszkodzić?

Zwycięski plan na grudzień na razie zespół KSSSE AZS PWSZ realizuje w wielkich bólach. - Po ciężkich treningach łapaliśmy trochę świeżości i chcemy w o wiele lepszym stylu pobić beniaminka w jego hali - zapowiada Dariusz Maciejewski, trener gorzowskiej drużyny.
Nasze akademiczki wróciły do ligowych bojów po dłuższej przerwie i... niestety było blisko, abyśmy musieli się za nie wstydzić. Zespół PTK Pabianice, który po awansie do ekstraklasy nie wygrał jeszcze żadnego meczu, w Gorzowie prowadził przez trzy kwarty. Ostatecznie KSSSE AZS PWSZ zwyciężył 66:56. - Delikatnie mówiąc to na pewno nie były nasze wyżyny - tłumaczył swoje podopieczne trener Dariusz Maciejewski. - W przerwie mocno popracowaliśmy i wiedziałem, że to pierwsze starcie będzie trudne. Gołym okiem było widać, że praktycznie w każdej akcji byliśmy wolniejsi, dawaliśmy się ograć w sytuacjach jeden na jeden, a w ataku trudno było o dobrą akcję zespołową, gdy brakowało w nich odpowiedniego tempa. Także cieszmy się z tego, że w końcu to zwycięstwo wyrwaliśmy i ustrzegliśmy się wpadki, która na pewno odbijałaby się nam czkawką. Teraz mamy chwilę na odzyskanie świeżości. Na dalekim wyjeździe, jeśli chcemy powalczyć, nasz styl musi się radykalnie zmienić, bo Rzeszów to nie jest ten sam zespół, który wysoko przegrywał w Gorzowie w drugiej kolejce.

Gorzowianki jadą do Łańcuta (mecz w niedzielę o godz. 17.30), bo tam rzeszowski beniaminek rozgrywa swoje mecze. Jakiego rywala tam zastaną? Czy ekstraklasowy nowicjusz - u nas przegrał 44:76 - faktycznie może nam zaszkodzić? AZS od października zdążył wygrać już dwa razy. Właśnie w Łańcucie pokonał Widzew Łódź 74:63 i rozgromił PTK 93:61. 28 listopada postraszył również Gdynię - przegrał 62:64. - Rzeszów zyskał na jakości po przejęciu Amerykanki Leah Metcalf - stwierdził Maciejewski. - Ważne, aby z takim rywalem, szczególnie w jego hali, od początku podyktować swoje warunki gry, bo inaczej można wpędzić się w kłopoty, tak jak ostatnio przez większość pojedynku z Pabianicami.

Metcalf trafiła do rzeszowskiej ekipy po wycofaniu się z rozgrywek ROW Rybnik. Z miejsca stała się liderem AZS - zdobywa średnio prawie 14 pkt, choć nie jest jakoś wyjątkowo skuteczna. Potrafi jednak np. trafić siedem trójek, tak jak we wspomnianym wyżej spotkaniu z Gdynią. Do tego dokłada 5 zbiórek i 6 asyst. Jednym słowem Rzeszów zyskał lidera z prawdziwego zdarzenia, który walczące, wcale nie anonimowe Polki (Magda Kaczmarska, Joanna Kędzia, Anna Kuncewicz, Aneta Kotnis), być może poprowadzi nawet do miejsca w czołowej ósemce po fazie zasadniczej. - Jest szansa, że na koniec grudnia znajdziemy się w czołowej piątce, do tego potrzebujemy jednak również zwycięstwa w Łańcucie - zakończył gorzowski szkoleniowiec. - Trzeba się skupić i zagrać tak, aby beniaminek nie miał szans na pomieszanie nam szyków.

Więcej o: