Pół godziny na równi, a potem surowa lekcja od koszykarskich mistrzyń Polski [ZDJĘCIA]

- Za obronę daję mojej drużynie piątkę, ale w ataku zasłużyliśmy na dwóję - stwierdził trener KSSSE AZS PWSZ Gorzów Dariusz Maciejewski. Nasze koszykarki przegrywają z Wisłą Kraków 36:58 i niestety biją kolejny, niechlubny rekord w ekstraklasie.
W poprzednim sezonie chcieliśmy jak najszybciej zapomnieć o meczu w Rybniku, w którym zdobyliśmy zaledwie 39 pkt, najmniej podczas naszych występów od 2004 r. w ekstraklasie. Wisła nawet bez swoich największych gwiazd - Tina Charles i Katie Douglas są jeszcze w USA - to nieporównywalnie silniejszy zespół od rybniczanek. Mistrzynie pozwoliły sobie rzucić jeszcze mniej punktów od ROW, choć dzisiaj pokazaliśmy się ze znacznie lepszej strony niż rok temu na boisku rybniczanek. Ofensywa znów jednak kulała. - Byliśmy dobrze przygotowani na tak renomowanego rywala, wybroniliśmy go na 58 pkt, wymusiliśmy 18 strat - wymieniał trener gorzowianek Dariusz Maciejewski. - Dzięki temu prawie trzy kwarty wynikowo byliśmy z krakowiankami na równi. Niestety o naszej ofensywie po przerwie nie mogę powiedzieć żadnego dobrego słowa. Gdy po trzech zwycięstwach przyszło znacznie większe wyzwanie z Wisłą, u niektórych górę wzięły emocje. Nagle zapomnieliśmy nasze ruchy w ataku, pojawiły się głupie, rwane akcje. Nie było zespołowości. I na koniec lepsze koszykarsko rywalki obnażyły też nasze braki indywidualne. Z tego nagle wyszło aż 22 pkt przewagi gości.

A zaczęło się naprawdę obiecująco! W pierwszej kwarcie nasze koszykarki trafiły tylko 4 z 13 rzutów, ale skuteczność rywalek była jeszcze gorsza! Wygrywaliśmy 13:8. Obrona gospodyń była tak agresywna, że mistrzynie Polski były momentami bezradne. Pod koniec drugiej kwarty mamy w tym spotkaniu jeszcze remis (24:24), a w 28. min, mimo coraz większych problemów ze zdobywaniem punktów, przegrywamy tylko 30:34. Wtedy dla zespołu KSSSE AZS PWSZ zaczynają się te najbardziej feralne chwile. Kolejne 8. min przegrywamy aż 0:15, mecz jest już rozstrzygnięty. Królową boiska jest wtedy Węgierka Dora Horti, która wybija z głowy koszykówkę Sybil Dosty. Nasza amerykańska zawodniczka podkoszowa tym razem zdobywa tylko 2 pkt, choć wcześniej potrafiła rzucić nawet 26 "oczek". Na tle środkowych z Euroligi wypadła strasznie blado. Oby to było tylko chwilowe załamanie formy, a Sybil kolejnych rasowych centrów w ekstraklasie - będzie ich jeszcze kilku - już się nie ulęknie.

Najjaśniejszą postacią w naszej ekipie była znów Chineze Nwagbo, która potrafiła zdobyć punkty, nawet będąc potrajana przez rywalki. Zdziałałaby jeszcze więcej przy lepszej postawie Dosty. Strasznie walczyła Agnieszka Skobel, nie była jednak skuteczna - 2/11 z gry. Pilnowanie doświadczonej, klasowej Belgijki Anke De Mondt, a potem szybkiej i sprawnej Hiszpanki Cristiny Ouviny kosztowało ją bardzo wiele. - Wyszłyśmy na ten mecz z supernastawieniem, o czym świadczy pierwsza kwarta - powiedziała Skobel. - Aby wybronić Wisłę, musiałyśmy nadrabiać nasze braki, a więc czasami dać dwa razy więcej zdrowia niż rywalki. W końcu doświadczenie, większa siła fizyczna i szerszy skład gości wzięły górę.

Cztery godziny przed meczem w Gorzowie Jose Hernandez, trener Wisły, napisał na swoim profilu na Facebooku, że to jego setny mecz w roli szkoleniowca w polskiej lidze. "A wydaje się jakbym wczoraj dopiero pakował walizki. Mam nadzieję, że uda się wygrać ten jubileuszowy mecz. Nie jestem emigrantem z powodu kryzysu [w Hiszpanii - przyp. red.]. Do mnie zadzwonili [z Wisły] jeszcze przed tym wszystkim. Są inne powody wyjazdów. Przecież nie brakuje Niemców w Madrycie czy Amerykanów w lidze ACB?". A co Hiszpan powiedział po meczu, w którym jego podopieczne zrobiły mu niezły prezent? - Naszym celem jest wygrać wszystkie mecze do dnia, kiedy w końcu będziemy w pełnym składzie. Z AZS PWSZ nigdy nie gra się łatwo. Rywalki otworzyły dziś spotkanie z niezwykłą agresją, ale my też w końcu zaczęliśmy walczyć w obronie wręcz perfekcyjnie i ostatecznie przełamaliśmy przeciwnika.

I na koniec słowo o występie "naszej" Justyny Żurowskiej. Przez kłopoty z faulami zagrała tylko 14 min. Pokazała bardzo solidną koszykówkę, trafiła 3 z 4 rzutów. - Musimy wyjść na boisko i udowodnić swoją wyższość - zapowiadała była kapitan KSSSE AZS PWSZ. Wiślaczki wywiązały się z tego planu w 100 procentach. A my? Cieszmy się z pełnej hali, już dawno na lidze nie było na trybunach przy Chopina tylu widzów. Byle się teraz tylko nie zrazili. Wisła i Polkowice odstają od reszty ekstraklasy. Warto zaufać naszym koszykarkom i zjawić się w hali znów w środę, na meczu z Gdynią. Tam powinniśmy być znacznie bliżej czwartego sukcesu w tym sezonie, a do mistrzowskich, kilka razy bogatszych ekip, na dziś nam jeszcze bardzo dużo brakuje...

KSSSE AZS PWSZ GORZÓW - WISŁA CAN PACK KRAKÓW 36:58

KWARTY: 13:8, 11:19, 6:12, 6:19.

KSSSE AZS PWSZ: Nwagbo 10, Skobel 9, Makowska 7 (1x3), Moorer 6, Dosty 2 oraz Trębicka 2, Dźwigalska 0, K. Jaworska 0.

WISŁA: Horti 14, Krężel 8 (2x3), Żurowska 7 (1), De Mondt 6 (2), Pawlak 6 oraz Stampalija 8, Czarnecka 5 (1), Ouvina 2, Suknarowska 2.

WYNIKI Z 5. KOLEJKI:

KSSSE AZS PWSZ Gorzów - Wisła Can Pack Kraków 36:58, Energa Toruń - AZS Rzeszów 69:48, CCC Polkowice - PTK Pabianice 89:39, Widzew Łódź - Matizol Lider Pruszków 54:71, Artego Bydgoszcz - ROW Rybnik 104:99. Pauzował zespół BI SSA Gdynia.

Po trzy zwycięstwa mają na koncie zespoły z Polkowic, Krakowa i Bydgoszczy, a po trzy wygrane i jednej porażce - Gorzów i Toruń.