Akademiczki żegnają się z siódmym miejscem w garści. W sobotę ostatni mecz w Gorzowie

W finale kobiecej ekstraklasy, tak jak rok temu zmierzą się Kraków z Polkowicami. Brąz trafi do Gdyni lub Torunia. Naszych akademiczek pierwszy raz od lat nie ma w czołowej czwórce. - Walczymy jednak do samego końca - powiedział trener Dariusz Maciejewski przed dwumeczem o 7. miejsce z ŁKS Łódź. - W sobotę godnie pożegnamy się z naszymi kibicami.
Nie da się ukryć, że tą degradację wartości naszej drużyny koszykarskiej wielu w Gorzowie mocno przeżyło. Kolejne, drastyczne cięcia finansowe sprawiły, że po pięciu latach zespół KSSSE AZS PWSZ wypadł z najlepszej czwórki w Polsce, po dwóch srebrnych i dwóch brązowych medalach, tym razem nie staniemy na podium. - To nie są łatwe dni, gdy wiesz, że na tą całą, przykrą historię nie masz wielkiego wpływu - opowiadał nasz szkoleniowiec Dariusz Maciejewski. - Rok po roku stawiasz przed sobą i zespołem ambitne plany, a potem zimą musisz ciąć skład i boleśnie redukować swoje marzenia. Słusznie obawialiśmy się, że tym razem tych obciążeń już nie wytrzymamy. Zapamiętamy zażarty ćwierćfinał u nas z CCC Polkowice, przegrany jednak po dogrywce. Cieszę się, że po tej porażce sezon się dla nas nie skończył. Trochę żal tych dwóch koszy w rywalizacji z Pruszkowem, bo dziś żegnalibyśmy się z rozgrywkami, walcząc o piątą lokatę. Z Łodzią też jednak zagramy z klasą, bo tego wymaga się od profesjonalistów.

Szansę na piąte miejsce gorzowianki straciły w dwumeczu z Liderem Pruszków. Po przegranej u siebie 68:76, odrabialiśmy straty na boisku rywalek. Niestety nie wszystkie - ekipa KSSSE AZS PWSZ wygrała "tylko" 59:54. W ten sposób na koniec sezonu został nam dwumecz z ŁKS Łódź. - I na ten czas też znaleźliśmy sobie wyzwanie - zapowiedział Maciejewski. - Trzy wygrane z rzędu. Taką małą serię pocieszenia mają zapamiętać nasi fani.

Pamiętamy, gdy jeszcze na początku grudnia ubiegłego roku ogrywał u siebie występującą wtedy w mocniejszych i szerszym składzie drużynę KSSSE AZS PWSZ 84:70. Ostatecznie to właśnie łodzianki, a nie ekipa z Bydgoszczy, awansowały do czołowej ósemki elity, zapewniając sobie w ten sposób utrzymanie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Przez chroniczny brak funduszy, który od dłuższego czasu trapi tą drużynę, odeszły wszystkie koszykarki zagraniczne. W składzie pojawiła się cała grupa juniorek starszych oraz juniorek i tymi siłami ŁKS dogrywa sezon - najpierw z ROW Rybnik, a teraz z KSSSE AZS PWSZ. Szans na jakiekolwiek nawiązanie walki już jednak nie ma. Udowodnił to środowy pojedynek w Łodzi, który gorzowianki łatwo wygrały 97:54. - Mimo to zapraszam wszystkich w sobotę na godz. 18 na rewanż - zaapelował szkoleniowiec w imieniu akademickiej ekipy. - Nie położymy się, pokażemy sporo fajnych akcji, zaangażowanie. Znajdą się także ekstraklasowe minuty dla naszej młodzieży. Też chcielibyśmy, aby ten sezon wyglądał inaczej, ale nie zawsze w życiu jest tak, jak sobie człowiek wymarzy. W takim momencie liczy się, że ani przez chwilę, mimo wielkich trudności, nie poddaliśmy się, kończymy robotę z podniesionymi głowami. To w sporcie też ma wielką wartość.