Sport.pl

Dopingując koszykarską kadrę pytamy: co dalej z AZS PWSZ?

Fani byli z KSSSE AZS PWSZ we wszystkich halach Europy, teraz dopingują nasze dziewczyny walczące w reprezentacji. Co za chwilę zastaną w Gorzowie? - To będzie rok porządków - zapowiada trener Dariusz Maciejewski.
To co od soboty oglądamy w katowickim Spodku żywo przypomina ostatni ligowy sezon gorzowskich koszykarek. Pierwszy mecz Polek na mistrzostwach Europy z Czarnogórą (53:70) zasiał zwątpienie. Tak jak zimą w KSSSE AZS PWSZ, gdy trzeba było rezygnować z najdroższych graczy, bo przez do dziś niezrozumiałe decyzje prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, nagle budżet klubu przestał się domykać. Mija dzień i co nas nie zabije to nas wzmocni. Gorzowianki zaciekle walczą do końca, przy wsparciu znakomitych kibiców sięgają po brąz, choć wielu dawno je już skreśliło. Także reprezentacja nie nawiązuje do tradycji piłkarskich - nie gra meczu otwarcia, potem o wszystko, a na koniec o honor i po trzech dniach kończy imprezę. Polki ogrywają Niemki, z dobrze nam znają Anną Breitreiner w składzie, 75:60 i do najbliższej niedzieli na pewno zagrają w drugiej fazie ME (także w Katowicach), a może potem jeszcze o coś więcej. - Podniosłyśmy się, trzymałyśmy się razem, wspierałyśmy się, byłyśmy zespołem z prawdziwego zdarzenia - opowiadała jedna z najmłodszych w naszej ekipie 22-latka Agnieszka Kaczmarczyk, która w zwycięskim meczu spędziła na boisku aż 28 min. Zażarta walka w obronie, jak najwięcej pracy zespołowej w ataku - jak widać założenia reprezentacji mocno zbliżone do tych gorzowskich. I gdy tylko nasze panie się tego trzymały to wszyscy je chwalili.

Radość po zwycięstwie i awansie była ogromna. Koszykarki na każdym kroku dziękują za wsparcie kibiców. Do końca nie spodziewały się, że Spodek będzie tak gorący i tak biało-czerwony. I tak gorzowski! Nie tylko, gdy popatrzymy na skład kadry, ale również na trybuny. Mamy kolejny, niepodważalny dowód, że w Gorzowie bardzo kochają kobiecą koszykówkę! - Na razie mam w głowie tylko reprezentację i wszystko co jest z nią związane, mimo tylu kłopotów i przeciwności marzy mi dojść z tymi dziewczynami jak najdalej - przyznał trener Polski i KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - O to, co wydarzy się w klubie jestem zupełnie spokojny. Wiem, że będziemy grali i to jest najważniejsze. Jeszcze nie wiemy o jakie cele i z jakimi środkami. Pamiętajmy jednak, że jeszcze nawet w styczniu można zespół pozmieniać, wzmocnić. Na razie, z bardzo liczną grupą gorzowian walczymy dla Polski.

Tradycyjnie kompletowanie składu klubowego zaczęliśmy od krajowych zawodniczek. Od nowego sezonu na ekstraklasowych boiskach będzie obowiązkowo biegać już tylko jedna Polka. Co to oznacza dla całej ligi i KSSSE AZS PWSZ? - Powiedziano na ten temat tak wiele, że nie chcę się już rozwodzić - stwierdził Maciejewski. - Sam jestem ciekaw jak ta zmiana wpłynie na rozwój kobiecej koszykówki, na postępy indywidualne polskich zawodniczek i co to wniesie dla ekstraklasy. Na pewno powinno być taniej. Przy jednej Polce trzeba mieć w składzie trzy, a może i nawet dwie odpowiednie koszykarki i wystarczy. Z drugiej strony cały czas nasuwa się pytanie, czy to się gwałtownie nie odbije na jakości. Wybierając zagranicznych graczy nie będzie można się pomylić. Inaczej, żonglując nimi, też wpędzisz się w koszty. Akurat w Gorzowie nie widzę żadnego problemu, bo zespół wciąż ma się opierać na krajowych koszykarkach, tych bardziej doświadczonych, czy całej grupie utalentowanej młodzieży.

Szkoleniowiec kadry przewiduje, że ekstraklasę czeka inny sezon niż te wcześniejsze. I niestety wcale nie lepszy: - Po rozmowach z ludźmi z innych klubów wygląda na to, że w polskiej ligi kobiet nadeszła największa mizeria finansowa od lat. Zbroją się i nie mają kłopotów tylko nasi euroligowcy - Kraków oraz Polkowice. Boję się, że może być kolosalna różnica w sportowych możliwościach tych dwóch zespołów i reszty stawki.

Po zakończeniu przygody z reprezentacją, gorzowianki na pewno zobaczymy na jeszcze jednej ważnej, międzynarodowej imprezie - sierpniowej Uniwersjadzie w Chinach. Wtedy też zaczną się konkretne rozmowy o ewentualnym uzupełnieniu składu KSSSE AZS PWSZ, kilkoma, pewnie przynajmniej czterema zagranicznymi koszykarkami. Konkretnych nazwisk nikt jednak nie poda, bo ich zwyczajnie w tej chwili nie ma zapisanych w żadnym notesie. - Nie stać nas na szaleństwa, dlatego najpierw stawiamy porządną diagnozę i uzbrajamy się w cierpliwość, bo co innego jest teraz najważniejsze niż konkrety co do składu - powiedział Maciejewski.- Nadszedł czas porządków, spłacania długów i wcale mnie to nie przeraża. Nasze kłopoty finansowe, w które wpadliśmy niezależnie od nas, nie są żadną tajemnicą. Dogrywaliśmy jeszcze mecze w Europie i choć kosztem niektórych graczy zmniejszyliśmy nasz budżet, to jednak w trakcie rozgrywek nie mogliśmy zrezygnować ze wszystkich wyzwań, na taką całkowicie upokarzającą sytuację nie było zgody. Teraz trzeba to wszystko poczyścić. Mówiłem już parę razy, że na spiralę długów na pewno sobie w Gorzowie na dłuższą metę nie pozwolimy, bo to tylko prowadzi do likwidacji klubu. Powtarzam, jeden sezon to nie całe sportowe życie. Obojętnie z jakim zespołem znajdziemy motywację, aby pokazać naszym kibicom ambitną koszykówkę, bo na każdym kroku nam udowadniają jak bardzo na porządne traktowanie zasługują, nigdy nas nie zawodzą. A jeśli raz nie zagramy o sam czub tabeli to przecież świat się nie zawali. W tym czasie możemy zyskać stabilność i konkretny, ciekawy plan dla gorzowskiej koszykówki na następne lata, której w rozwoju niezbędna jest też nowa hala w naszym mieście - zakończył szkoleniowiec.