Sport.pl

Ściskajmy kciuki za kadrę polskich koszykarek, nigdy wcześniej nie była tak bardzo gorzowska!

- Wiadomo jaki jest plan: miejsce dla Polski w czołowej piątce, przepustka do kwalifikacji olimpijskich. Następny rekord świata, w zdobywaniu których gorzowskie koszykarki mają już wprawę - mówi trener kadry i KSSSE AZS PWSZ przed najważniejszą imprezą w karierze.
Dariusz Maciejewski zabrał na mecze do katowickiego Spodka, a potem mamy nadzieję również na rundę finałową w Łodzi, cztery koszykarki, które ostatnio grały dla KSSSE AZS PWSZ - Justynę Żurowską, Katarzynę Dźwigalską, Agnieszkę Kaczmarczyk i Agnieszkę Skobel. Gorzowska grupa jest w kadrze najliczniejsza, zdominowała także sztab trenerski. Nasz szkoleniowiec podkreśla, że nikt jedzie na rozpoczynające się w sobotę finały mistrzostw Europy za zasługi.

Ireneusz Klimczak: Przede wszystkim Agnieszka Bibrzycka, ale także Magda Leciejewska, Daria Mieloszyńska, czy nieudany temat z naturalizowaniem rozgrywającej z USA. Lista porządnych zawodniczek po stronie strat kadry jest naprawdę spora.

Dariusz Maciejewski, trener kadry narodowej kobiet i KSSSE AZS PWSZ: Pewnie te indywidualności podniosłyby poziom reprezentacji. Od dłuższego czasu już jednak nie zajmuję się gdybaniem, nie oglądam się za siebie. Są w kadrze równie wartościowe osoby, muszą tylko w każdej turniejowej chwili stworzyć monolit. Dostają szansę i tylko od nich zależy, czy ją wykorzystają. Osobiście wierzę, że są w stanie mocno powalczyć.

Mimo osłabień udało się wypracować jakiś własny styl, który pomoże Polkom wygrywać?

- Załamałem się po przedostatnim meczu kontrolnym z Litwą, gdzie właśnie po tak ciężkiej pracy tego naszego stylu w ogóle nie zauważyłem. Dalej mieliśmy tylko poranny trening, po południu znów mecz i zupełnie inna sytuacja. Super korzystamy z wytrenowanego arsenału obronnego i ofensywnego, rozgrywamy bardzo dobre, zwycięskie zawody. To było zastanawiające, ale i dało nadzieję, że już się nie powtórzy. Teraz powinna procentować ubiegłoroczna selekcja do tego zespołu. Tak charakterologiczna jak i zdrowotna. Zawodniczki, które zaczęły z nami obecne przygotowania, wytrwały do ostatniego dnia.

Musimy być agresywni, dynamiczni, błyskawicznie przechodzić z obrony do ataku. Tylko w ten sposób nie tylko zdobędziemy łatwe punkty, ale i jakiekolwiek kosze. I to wcale nie będzie tylko nasz problem, ale wszystkich drużyn. To wniosek po dwóch ostatnich wielkich imprezach, gdzie na Łotwie [mistrzostwa Europy] i w Czechach [mistrzostwa świata] siedziałem na hali od rana do nocy. Każdy zespół jest świetnie poczytany. Stąd te zdobycze po 50, czy nawet 40 pkt. Dlatego trzeba się mocno skupić, aby nie zmarnować żadnej okazji w kontrze, a potem mądrze wykorzystywać poszczególne gry, wybrać akurat najbardziej korzystny w danym meczu wariant sytuacyjny. Nic nam nie wygra indywidualność, a wyłącznie zespół.

Cztery koszykarki z AZS PWSZ w składzie to wielki sukces gorzowskiej koszykówki. I znając trenera nikt nie dostał tej nominacji za zasługi.

- Najpewniejsze miejsce ma Justyna Żurowska, choć też, jak każdy gracz, musi być czujna i bardzo pozytywnie nastawiona na tą imprezę. Wszystko, co już pokazały gry towarzyskie, będzie podporządkowane dla dobra drużyny. Pozostałe gorzowianki będą zmienniczkami, ale to w żadnym wypadku nie jest rola jakiejś mniejszej wagi. W zależności od dobranej w danej chwili taktyki, czy dyspozycji dnia, nagle mogą się stać osobami kluczowymi. Takich właśnie znakomitych impulsów oczekuję. Dlatego też znalazły się w ostatecznym składzie reprezentacji, bo pokazały pozytywne błyski, z których zespół skorzystał. Cieszę się, że już dokładnie wiem na co każdą dziewczynę, którą na tych mistrzostwach wyślę do walki, tak naprawdę stać. To spróbuję maksymalnie w różnych sytuacjach meczowych wykorzystać i sądzę, że to będzie polski poważny atut.

Najdłużej i najlepiej znacie się z Agnieszką Szott, która z przytupem wróciła do reprezentacji.

- To prawda, więź jest między nami bardzo duża. Od początków jej koszykarskiej drogi w Gorzowie, aż do teraz, gdy stała się dojrzałą kobietą, szczęśliwą mamą. Także ona nie ma jednak taryfy ulgowej, musi swoje miejsce wywalczyć. Wszystko dla dobra drużyny. I tylko wypada żałować, że na tej pozycji nie zagra z nią Agnieszka Bibrzycka, bo wtedy mielibyśmy najmocniejsze skrzydła w Europie. Dwie dziewczyny grające inaczej, ale każde poczynania nie tylko wypracowane, ale i wynikające z talentu. Dobrze, że "Pysia" jest zdrowa i stawia sobie wysoko cele, marzy o igrzyskach. Takie nastawienie na pewno nam tylko pomoże.

Z rozmów z zawodniczkami widać, że kadrowiczki bardzo przeżyły niespodziewaną śmierć Małgorzaty Dydek.

- Wspominałem jej wizytę u mnie w domu, mamy nawet takie zdjęcie na tarasie. Bardzo ciężki moment. Odwołane zajęcia, wielki szok. O niektórych po śmierci mówi się wyłącznie dobrze, bo tak wypada. Małgosi to jednak zupełnie nie dotyczy. Takie osoby nie mają żadnych wrogów, nikt nigdy nie powiedział o niej złego słowa. Patrzyła na świat z innego pułapu, z tej swojej wysokości. Pozostaje tylko ból i żal, że już nigdy nie będzie nam dane porozmawiać o koszykówce. Niech to doświadczenie będzie dla nas wszystkich inspiracją. W piątek delegacja z kadry na pewno weźmie udział w pogrzebie. A my już zawsze będziemy o niej pamiętać na boiskach całego świata.

Marzymy o minimum piątej pozycji, aby potem spróbować zakwalifikować się na igrzyska w Londynie. Czy to jest misja w ogóle do zrealizowania? Na ile są w stanie nam pomóc własne ściany?

- Mam na to, co nas czeka od soboty swoje określenie: wyjazd po rekord świata. Przewrotnie w przekuwaniu takich momentów na sukces mamy już w Gorzowie wprawę. Choćby ostatni sezon w klubie, gdzie zimą z wiadomych powodów musieliśmy dramatycznie ciąć koszty i skład, a jednak sięgnęliśmy po brązowy medal, byliśmy o jeden rzut od wielkiego finału. Niezwykle istotny będzie początek turnieju. Pierwszy mecz z Czarnogórą, której praktycznie nie udało się rozszyfrować, bo kilka podstawowych dziewczyn do ostatniej chwili będzie leczyło urazy i nie wiadomo, czy zdąży na mistrzostwa, a drugiego rywala, Niemcy lub Węgry, poznamy dopiero w środowy wieczór, po zakończeniu baraży. Całą naszą uwagę koncentrujemy na pokonaniu w pierwszych dwóch dniach imprezy właśnie tych dwóch przeszkód. Jeśli nam się uda to wierzę, że porwiemy kibiców, pomoże nam biało-czerwona hala. Wiem, że dziewczyny chcą walczyć, nie poddadzą się i zrobią wszystko, aby wyjść z tego turnieju z twarzą, z podniesionymi głowami. Sam również jestem optymistą, uwielbiam wygrywać i wierzę, że to nam się w tym składzie uda.