Sport.pl

Koszykarska liga mniej zapłaci za obywatelstwo [OPINIA]

Krajowe rozgrywki bez rodzimych koszykarek nie mają żadnego sensu. Te najlepsze nie powinny się obawiać o grę i swoje pensje. Jeśli pieniędzy o jakich marzą nie zarobią w Polsce to pewnie dostaną je gdzie indziej. Odpowiada mi jednak ekstraklasa, gdzie płaci się za umiejętności, a nie za przepisy
We wtorkowy wieczór na "Gazetowej" skrzynce mailowej znalazłem list podpisany przez 29 koszykarek aktualnie trenujących z reprezentacją lub powoływanych do kadry Polski, adresowany do władz Polskiej Ligi Koszykówki, klubów występujących w Polskiej Lidze Koszykówki Kobiet i władz PLKK. Nie brakuje żadnego ważnego nazwiska z krajowego podwórka. Są również te, które w najbliższym sezonie mają dalej grać dla KSSSE AZS PWSZ Gorzów - Katarzyna Dźwigalska, Agnieszka Kaczmarczyk i Agnieszka Skobel. Oto jego fragmenty:

"W związku z ostatnią decyzją o wprowadzeniu przepisu przebywania minimum jednej Polki na parkiecie, (.) jesteśmy zmuszone wyrazić swój sprzeciw i niezadowolenie. Ustawa ta, a raczej wyrok na polskie zawodniczki jest bardzo krzywdzący. Już teraz przykro patrzeć na parkiety PLK i PLKK, gdzie jak podkreślają niektórzy trenerzy, z przymusu grają dwoma polskimi zawodnikami, którzy osłabiają drużynę. Czasami oglądając jakiś mecz nie jesteśmy do końca przekonane czy jest to mecz polskiej ligi czy zagranicznej. Jaki jest zatem cel nazwy Polska Liga Koszykówki? Może powinna ona brzmieć Zagraniczna Liga Koszykówki w Polsce? Absurdalnym wydaje się nam argument o zbyt wysokich wymaganiach finansowych Polek. Która klasowa zagraniczna zawodniczka zarabia mniej niż jakakolwiek Polka? Poza tym wygląda na to, że najlepiej dać zarobić we własnym kraju obcokrajowcom, którzy dziś tu są, a jutro pójdą gdzie indziej bez żadnych sentymentów. Kolejne uzasadnienie : "Z zestawień i obserwacji wykonanych przez PLKK nie widać, by przepis o dwóch Polkach przyniósł jakąś zasadniczą zmianę w rozwoju młodych koszykarek", jakie przytacza wiceprezes PLKK Grzegorz Ziemblicki, jest naszym zdaniem niestosowne. Jaki my mamy wpływ na to, że wiele naszych koleżanek nie dostaje szansy na prawidłowe szkolenie czy możliwość gry w młodym wieku na najwyższym poziomie. Hiszpańskie przykłady Ricky'iego Rubio czy Alby Torrens pokazują, że warto stawiać i można liczyć na młodzież. Jednak w Polsce problemem jest chyba pomysł i odwaga na takie kroki. (.) Ponoć zwiększenie liczby graczy zagranicznych, a w szczególności Amerykanek podwyższy poziom ligi, sprawi, że będzie bardziej atrakcyjna. Tylko ile tak naprawdę z nich jest trafionym transferem? Znamy własną wartość i jesteśmy przekonane, że zarówno my jak i wiele naszych klubowych koleżanek dorównuje, a nawet przewyższa umiejętnościami te zawodniczki."

Dalej jest o problemach organizacyjnych reprezentacji i grzechu zaniechania promocji czerwcowych mistrzostw Europy w naszym kraju, który powinny być wielką szansą na rozwój koszykówki kobiet. Chcę się jednak skupić na zmianie przepisu o ilości krajowych zawodniczek na boisku i odpowiedzieć na pytanie: ile jest warta Polka dla prezesów klubów ekstraklasy?

Po co szefowie klubów kobiecej ekstraklasy - to oni wymogli zredukowanie obowiązku do jednej Polki - zdecydowali się na taki ruch? Przecież nie są głupcami. Wiedzą, że to właśnie rodzime koszykarki, najlepiej wychowanki, lub te dłużej związane z klubem, są twarzami drużyn, najlepiej ściągają i przywiązują do zespołu kibiców. Tworzą pozytywny wizerunek całej ligi, która musi mieć swoje bohaterki, a nie, przez ciągłe, głębokie rotacje w składach, stać się zupełnie anonimową, czytaj: mało kogo obchodzącą.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze.

Oto argumenty jednego z prezesów (wolał pozostać anonimowy), którego klub co roku stara się być wysoko w rozgrywkach i bardzo dba o szkolenie młodzieży, aby cały czas mieć dopływ młodych zawodniczek do pierwszego zespołu. Podaje je na liczbach. Cały czas w elicie chce grać 14 drużyn. O wiele za dużo. Dziesięć, no może 12 w zupełności by wystarczyło. Każdemu po dwie Polki - 28 dziewczyn. Muszą być rezerwowe, przynajmniej po dwie, a więc już 56 koszykarek na poziomie elity. Anonimowy prezes z trudem wylicza połowę. Na pewno wszystkie zawodniczki, które podpisały się pod listem. "Tyle tylko, że te najsłabsze, które przechodziły koło hali, gdzie trenowała kadra, też pragną liczyć swoje zarobki w setkach tysięcy złotych. Ta spirala przechodzi już ludzkie pojęcie. Ani ja, ani nikt nie chce płacić za przepis, tylko za poziom. Jak jest dobra, na pewno będzie zarabiać i grać. Niech za chwilę wygrają mistrzostwo Europy to ceny jeszcze wzrosną. Niech im się wiedzie jak najlepiej" - to cytat z prezesa.

Tu wśród przedstawicieli klubów, z którymi od wtorku udało mi się wymienić opinie, jest absolutna zgoda. Agnieszka Bibrzycka, Ewelina Kobryn, Magda Leciejewska, Justyna Żurowska, Agnieszka Szott. W Polsce, czy gdzie indziej, tych graczy i jeszcze kilkunastu innych, na pewno docenią. To oczywiste, że osobom gwarantującym odpowiedni poziom sportowy trzeba odpowiednio zapłacić i płaci się. Dalej jednak są już ogromne wątpliwości. W klubach uznają za pewnik, że spora grupa Polek jest niestety mocno przepłacana i nigdzie nie zarobi takich pieniędzy jak w naszym kraju, bo stawkę podbijał dotychczasowy przepis, a nie rynek. Teraz to ma się zmienić. Jaka klasa taka płaca - taka zasada ma zacząć obowiązywać w ekstraklasie. A czy czasami prezes zdecyduje się na tańszą Amerykankę (one są naprawdę tanie i nie takie słabe, o czym mogliśmy się też przekonać w Gorzowie!), niż równą poziomem lub nieco lepszą, ale stawiającą większe wymagania Polkę? To też jest pole do popisu dla naszych dziewczyn: czasami zejść z ceny, nadal godziwie zarabiać, ale dużo grać i za rok, czy dwa podpisać złoty kontrakt w Polsce, czy silnej, zagranicznej lidze.

Kobiecej lidze utrzymanie poziomu sportowego gwarantuje choćby stały dopływ graczy z WNBA. W żadnym wypadku prezesi nie mogą się zagalopować, bo bez Polek rozgrywki faktycznie zatracą swoją tożsamość. Wielkiego strachu nie ma, bo w dziesięcioosobowym składzie na mecz musi być pięć krajowych koszykarek - proporcje 50 na 50, a na boisku niech się dla nas popisują te najlepsze.

Najbardziej podoba mi się w liście koszykarek fragment o młodych, utalentowanych hiszpańskich graczach, którzy już jako nastolatki podbijają świat. W Hiszpanii nikt nie narzuca trenerom żadnych przymusów, wprowadzanie młodzieży do gry faktycznie zależy wyłącznie od ich odwagi. "Jesteś dobra to będziesz grać i zarobisz, tylko głupi zrezygnuje z takiego polskiego talentu" - zarzekają się szefowie klubów. Trudno z nimi się nie zgodzić. Właśnie mają pole do popisu. To jest ich czas, aby stworzyć takie składy i rozgrywki, które będą pasjonowały jeszcze większą rzeszę kibiców i mocniej trafią do telewizji. Z odpowiednio wynagradzaną całą rzeszą Polek.