Gorzów ma upragnioną męską koszykarską drugą ligę!

Wielki turniej GKK Gorzów w Sosnowcu! Nasi wygrywają wszystkie mecze i wracają do domu z wymarzonym awansem do rozgrywek centralnych.
To będzie dopiero trzeci szczebel rywalizacji - wyżej są pierwsza liga i ekstraklasa. Ładne parę lat dla gorzowskich męskich drużyn i takie wyzwanie było jednak ponad siły. Nawet jeśli dobrze spisywaliśmy się w rozgrywkach regionalnych - był sezon, że skończyliśmy je bez żadnej porażki - to jadąc w Polskę, na baraże o drugą ligą, zbieraliśmy baty.

Aż nadszedł maj 2011 r. Zespół GKK, prowadzony przez trenera Janusza Wierzbickiego, już w barażowym półfinale zakończył fatalną passę. - Zaczęliśmy od klęski z Krakowem, gdzie rywale uciekli nam na aż 40 pkt, ale dalej było tylko lepiej - opowiadał "Gazecie" szkoleniowiec. - U chłopaków w jednej chwili doszło do zmiany mentalnej. Uwierzyli, że można. I postawili na zespołowość. To też się znakomicie opłaciło.

Z finału w Sosnowcu przepustki do drugiej ligi miały uzyskać aż trzy z czterech walczących ekip. Wymarzony awans był więc tak blisko, ale statystyki nie stawiały drużyny z Gorzowa w roli faworyta. - Osobiście wierzyłem, że wywalczymy wspaniałą premię, ale przypieczętujemy ją jednym, bądź dwoma zwycięstwami - przyznał Wierzbicki. - Gdy jednak zobaczyłem chłopaków w pierwszych minutach spotkania z Zagłębiem Sosnowiec, już wiedziałem, że przyjechaliśmy tutaj bić się o zwycięstwo w całym turnieju.

Trzy wygrane! To naprawdę wspaniała sprawa. I na liście pokonanych również Kraków, który przecież jeszcze chwilę temu tak nas lał. W wielkim stylu zespół GKK zapisuje ważną kartę w historii gorzowskiej koszykówki. - Na otwarcie nie było z nami Tomka Ejsmonta, który musiał odcierpieć półfinałową dyskwalifikację - podsumował nasz szkoleniowiec. - Siłą tej ekipy była jednak przede wszystkim jedność, bo gwiazd to my tu nie mamy. Fajnie, że po sezonie zasadniczym, gdzie jeszcze widziałem trochę niedociągnięć, chłopacy przekonali się do zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. W takiej atmosferze przenosili góry. Ten awans to ich zasługa, bardzo im gratuluję.

Druga liga jest. Coś wywalczyliśmy, choć ostatnio gorzowscy miejscy decydenci swoimi decyzjami przede wszystkim pomagają w upadku, a nie rozwoju najbardziej prestiżowych dyscyplin sportowych, które uprawia cały świat. Czy podołamy temu organizacyjnemu wyzwaniu? To może być jeszcze trudniejsze niż trzy zwycięstwa w weekend w Sosnowcu. O tym jednak za chwilę. Na razie pocieszmy się sukcesem naszych koszykarzy.

WYNIKI GORZOWIAN:

GKK Gorzów - Zagłębie Sosnowiec 73:58 (32:18, 15:4, 16:17, 10:19)

GKK: Cielma 16, Mańkowski 15, Rogacewicz 15 (1x3), Borowski 8, Wierzbicki 4 oraz Latecki 7, Pęczek 4, Boduch 4, Żyłczyński 0.

GKK Gorzów - UKS Siemaszka 81:55 (22:17, 14:8, 27:16, 18:14)

GKK: Mańkowski 20 (2x3), Ejsmont 18, Rogacewicz 11 (1), Wierzbicki 8, Cielma 4 oraz Borowski 8 (2), Żyłczyński 5, Latecki 5, Pęczek 2, Boduch 0, Pawłowski 0.

GKK Gorzów - AZS AGH Alstom Kraków 58:48 (15:13, 7:19, 13:9, 23:7)

GKK: Mańkowski 14 (2x3), Ejsmont 12 (1), Wierzbicki 11, Rogacewicz 10, Cielma 6 oraz Borowski 2, Żyłczyński 2, Pęczek 1, Latecki 0, Boduch 0.