Gorzowskim koszykarzom został jeden krok, ale za to jaki trudny

Matematyka daje olbrzymią nadzieję - chętnych jest czterech i tylko jeden z nich nie zagra w drugiej lidze. - Mimo to czeka nas piekielnie ciężkie granie, bo dyżurnego do odpadnięcia nie widać - zapowiada prezes GKK Gorzów Andrzej Stefanowicz.
To może być piękny, majowy weekend. Męska koszykówka nie tylko na najwyższym poziomie u naszych sąsiadów z Zielonej Góry, ale również namiastka największych emocji, pierwszy szczebel rozgrywek centralnych, po latach przerwy, również w Gorzowie.

Obecna ekipa GKK i tak zaszła najdalej. Poprzednie drużyny nawet bez straty punktu wygrywały rywalizację regionalną, za to w barażach nie wychodziły już z półfinału. Tym razem było inaczej. Gorzowianie w turnieju w Strzelcach Opolskich ponieśli tylko jedną porażkę i są w jednym z dwóch finałów, z których spośród czterech startujących zespołów awans do drugiej ligi wywalczy aż po trzech szczęśliwców. - Budująca była nasza dobra gra, nie wyszła nam tylko inauguracja - opowiadał trener GKK Janusz Wierzbicki, którego wcześniej bardziej kojarzyliśmy z drużynami kobiecymi. - Tak pewnie jak przegraliśmy na inaugurację z Krakowem, potem ogrywaliśmy kolejnych przeciwników. W turnieju finałowym poprzeczka będzie jednak zawieszona jeszcze wyżej.

W najbliższy piątek w Sosnowcu nasi koszykarze zmierzą się z gospodarzami imprezy - Zagłębiem. W kolejne dni zagramy z UKS Siemaszka i ponownie z AZS AGK Alstom Kraków, naszym półfinałowym pogromcą. Statystyki mówią, że ten ostatni krok do wymarzonej ligi, choć przecież nawet jeden sukces może dać nam awans, będzie naprawdę trudno zrobić. Krakowianom ulegliśmy przecież niedawno aż 48:88. A pozostali? Z Siemaszkami i Sosnowcem w półfinale bezskutecznie rywalizowała ekipa Górnika Wałbrzych, która w dolnośląskich rozgrywkach regionalnych ogrywała gorzowian w ostatnim sezonie zasadniczym dwa razy, a jednak w barażowym półfinale już sobie nie poradziła. Wygląda na to, że kluczową może się okazać pierwsza gra z gospodarzami, dalej - przynajmniej tak wskazuje teoria - będzie już coraz trudniej. - Tutaj tym decydującym może się okazać każdy pojedynek, nawet ten ostatni w turnieju - stwierdził trener Wierzbicki. - Dlatego nie ma co przywiązywać się do wcześniejszych wyników i osiągnięć. Z naszej porażki z Krakowem tez przecież wyciągnęliśmy wnioski. Zdajemy sobie sprawę z wartości i siły przeciwników. Wszyscy jednak startują od zera, z takimi samymi nadziejami i obciążeniami. Naprawdę mocno wierzymy, że wracać do domu będziemy już jako drugoligowcy.