U koszykarskich brązowych medalistek na razie zapanowała bezradność. Rozstanie z kapitanem [WIDEO, ZDJĘCIA]

Justyna Żurowska wyjeżdża do zagranicznego klubu, a trener Dariusz Maciejewski jeszcze się waha. - Chcę się dalej rozwijać, walczyć w europejskich pucharach, w Gorzowie już na to nie ma szans - smutną prawdę ogłosiła od wczoraj była pani kapitan KSSSE AZS PWSZ.
Jesteśmy ledwie tydzień po brązowej dekoracji w Gdyni. Nasz zespół czwarty raz z rzędu stanął na podium mistrzostw Polski w jednej z najpopularniejszych dyscyplin na świecie, grze olimpijskiej. To powinien był wyłącznie czas zbierania nagród i szampańskiej zabawy. Skąd więc tyle łez? Łez smutku, a nie radości. - Czasami przeglądam te wszystkie wyróżnienia, podziękowania, przypominam sobie te słowa wsparcia od miejskich decydentów nawet po tytule mistrza kraju juniorek - mówiła wczoraj Justyna Żurowska, pochodząca z Gryfina, przez dziewięć sezonów grająca dla Gorzowa. - I nie wierzę, że tak nagle, przez parę miesięcy, przestało być w naszym mieście normalnie. Do dziś nie dotarło do nas żadne "dziękuję", które znaczyłoby, że gorzowska koszykówka i jej wyniki mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie. A przecież od poprzedniego finału z Lotosem Gdynia jeszcze nie minęło 12 miesięcy. Wtedy prezydent mówił o hali, o znacznym wsparciu występów w Eurolidze. I co z tych słów zostało? Masa przykrych przeżyć, najtrudniejszy sezon w mojej karierze. Najgorszy Sylwester z myślami, czy jak przyjadę ponownie do naszej szatni to kogoś tam jeszcze zastanę. Dobrze, że byli z nami nasi genialni kibice. Z nimi to wszystko udało się jakoś przetrwać. No i mimo wszystko stanąć na podium - dodała od piątku już była pani kapitan KSSSE AZS PWSZ.



Żurowska w mocnych słowach, łamiącym się głosem, co chwilę ocierając łzy, wytłumaczyła też dlaczego właśnie teraz opuszcza Gorzów na dobre: - Podobne rozwiązanie brałam już pod uwagę rok temu. Wtedy jednak okazało się, że znów mamy drużynę na wymarzonego mistrza, a także powalczymy w Eurolidze. No i prezydent obiecywał halę, której brak w tej chwili jest największym hamulcem dla rozwoju gorzowskiego klubu. Sądzę, że Tadeusz Jędrzejczak dokładnie zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w sprawie jej budowy złożył wyłącznie kilka obietnic bez pokrycia. To straszne, że od stycznia koszykówka w Gorzowie zmierza po równi pochyłej i jak widać wyszarpany nadludzkim wysiłkiem medal nic nie zmienił. Mam 26 lat i jestem u szczytu mojej kariery, chcę się dalej rozwijać, grać w pucharach. Dlatego wyjeżdżam z Gorzowa. Bardzo możliwe, że prędzej, czy później tu wrócę, aby powalczyć o wymarzone złoto.

Koszykarka deklaruje, że na pewno, przynajmniej w najbliższym sezonie, nie zagra w polskim klubie. W tej chwili zaczyna rozmawiać z menadżerem, najchętniej obrałaby kierunek zachodni - Francja, Hiszpania, Włochy... - Za bardzo jestem związana z Gorzowem, aby grać przeciwko niemu - przyznała Żurowska. - Być może spotkamy się np. w rozgrywkach europejskich, choć na razie nic na to nie wskazuje, aby KSSSE AZS PWSZ miałby tam zagrać.

Nasza była już kapitan pociesza, że nie ma osób nie do zastąpienia. Sportowe życie ma toczyć się dalej. Chęć pozostania deklaruje rodowita gorzowianka Katarzyna Dźwigalska, ważne kontrakty mają Agnieszka Kaczmarczyk i Agnieszka Skobel, bez problemów możemy przedłużyć umowy z Lyndrą Weaver i Chiomą Nnamaką. Jest jednak jedno, bardzo ważne ale... - Bierzemy pod uwagę trzy warianty, w zależności od tego jak koszykówka na najwyższym poziomie zainteresuje miasto - wyjaśnił trener Dariusz Maciejewski, który w tym tygodniu spotykał się w Berlinie z przedstawicielami jednego z klubów rosyjskich. Tam, w najsilniejszej lidze w Europie, chcą go na pierwszego szkoleniowca. - Już nie buduję zespołu, zostaję i buduję drużynę na polską ligę, tworzymy ekipę na kraj i rozgrywki europejskie. Właśnie Lotos złożył wniosek o miejsce w Eurolidze, trzecie dla Polski. My, będą wyżej w tabeli, mielibyśmy pewnie większe szanse. Najpierw musimy jednak wyjść z finansowej próżni. Z jedną trzecią tego, co przed rokiem na pewno wysoko nie powalczymy, a wtedy moje odejście też jest bardzo prawdopodobne.



Chodzi o 500 tys. zł? O dodatkowy milion? - Z pieniędzmi jest tak, że zawsze można się dogadać - stwierdził Maciejewski. - Przede wszystkim chodzi o ciepło, wsparcie, zainteresowanie. Pokazanie drużynie, sponsorom, którzy prawie w komplecie chcą z nami zostać, że miasto to obchodzi, a koszykówka jest naprawdę ważna, stawia się na nią. Od paru miesięcy sygnały są zupełnie inne. Wyłącznie prawie wszędzie w gorzowskim sporcie straszne, wręcz mordercze cięcia i zupełna cisza. Cisza nie do zniesienia. Nawet po medalu. Wpędzająca w nas wszystkich w depresję i bezradność.

Na koniec wszystkich zaproszonych gości Żurowska obdzieliła tortem. - Jakoś te gorzkie chwile trzeba sobie osłodzić - stwierdziła. To jednak nie pomogło. Pani kapitan, Maciejewski, także zarząd klubu zastanawia się, czy nie pora odejść, aby nie słuchać niezasłużonych złorzeczeń fanów, gdy za kilka miesięcy trzeba będzie bić się wyłącznie o utrzymanie w lidze...

Niedługo pod sufitem hali przy ul. Chopina zawiśnie pierwsza koszulka. Naszej kapitan. Czy patrząc na nią będziemy wyłącznie wspominać piękne medalowe czasy AZS PWSZ? Nikt tego nie chce, ale niestety to nam w tej chwili grozi.