To najważniejszy medal Agnieszki Skobel, bo pierwszy

Przez lata rządziła i dzieliła w młodzieżowej koszykówce. Wcześniej próbowaliśmy ją namówić do gry w Gorzowie, ale udało się dopiero przed obecnym sezonem. Początki Agnieszki Skobel w KSSSE AZS PWSZ były trudne. Koniec rozgrywek i przyszłość to już jednak same jasne kolory.
22-letnia wychowanka poznańskiej koszykówki gra w ekstraklasie już przez cztery lata. Wcześniej była liderką swoich drużyn, ale zajmowała miejsca w dole tabeli. Przyszła do Gorzowa z myślą o medalach i z miejsca się udało.

Ireneusz Klimczak: Dla czterech twoich koleżanek z KSSSE AZS PWSZ to była już czwarta dekoracja z rzędu. Ty stajesz na podium pierwszy raz. Jakie to uczucie?

Agnieszka Skobel: Fantastyczne. Przez te parę ostatnich lat wyczekiwane. Najpierw świętem jest dla ciebie, gdy w końcu zagrasz w ekstraklasie. Potem już te wszystkie miejsca ci się opatrzą i chcesz czegoś więcej. Od początku miałam w głowie, że właśnie z gorzowską ekipą powalczę o medal. Na pewno zapamiętam na zawsze ten piątkowy wieczór w Gdyni, bo przecież to jest właśnie ten mój pierwszy raz.

Momentami ten właśnie zakończony sezon był dla naszego zespołu drogą przez mękę, ale skończył się szczęśliwie.

- Przecież my mierzyłyśmy w złoto! To był cel jak najbardziej do zrealizowania. Zresztą osobiście nie umiem stawiać sprawy inaczej, uwielbiam wygrywać. Później, po zimowych zawirowaniach, wszystko mogło się potoczyć całkiem inaczej. Dobrze, że dalej przyszło odrodzenie. Znów stałyśmy się ekipą groźną dla każdego, ale już niczego nie planowałyśmy. Krok po kroku. Najpierw czwórka, potem podium. I jestem naprawdę szczęśliwa.

Powodem do dumy jest chyba również ten ostatni mecz, w którym przecież mocno ograniczyłaś zdobycze rozgrywającej Lotosu Eliny Babkiny. Łotyszka to nie jest byle kto, właśnie została wybrana w drafcie do WNBA.

- Właściwie zaraz po trzecim, przegranym w Gdyni spotkaniu, gdzie Babkina zdobyła 25 pkt i dała aż 14 asyst, dowiedziałam się, że w kolejnym pojedynku właśnie taka będzie moja rola. Nie obawiałam się. Czułam się na siłach, aby podołać temu wyzwaniu. Kilka godzin skupienia, jak najwięcej zebranej energii i do boju. Tym razem dorobek Eliny nie był oszałamiający [10 pkt i aż 8 strat], a końcowy rezultat tym razem w pełni szczęśliwy dla nas. Mamy medal!

Gdy w jednej z akcji na środku boiska wyrwałaś piłkę Babkinie i sama popędziłaś na kosz Lotosu pomyślałem sobie, że to jest właśnie ta Agnieszka, o której w koszykówce młodzieżowej mówiło się "kto ma Skobel ten ma mistrza". Cały sezon był jednak dla ciebie znacznie trudniejszy.

- To był czas nauki, czasami faktycznie trudny, przystosowywania się do innego stylu gry, poważniejszych wyzwań, nowego zespołu. Takie cztery lata w kilkumiesięcznej pigułce. Już nie po kilkanaście punktów na koncie, a przede wszystkim jak najwięcej wszelakich pozytywów dla drużyny, wychodzących od obrony. Musiałam uporządkować swoją grę, uwypuklić atuty, aby rosła moja średnia minut spędzona na boisku. W play-off było już chyba całkiem nieźle.

Gorzowskie lekcje powinny zaprocentować w reprezentacji i w następnym sezonie w barwach KSSSE AZS PWSZ.

- Z mistrzostwami Europy seniorek w naszym kraju wiążę ogromne nadzieje. Chciałabym grać tam jak najwięcej i pokazać się trenerowi klubowemu i jednocześnie kadry z jak najlepszej strony, dojść z biało-czerwoną drużyną jak najdalej. Teraz już jestem pewna, że zamiana koszykarskiego Poznania na Gorzów to był trafiony wybór. I nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Chcę się dalej rozwijać i prędzej, czy później wziąć udział w ligowej bitwie o złoto.