Sport.pl

Trzeciego z rzędu finału dla Gorzowa na razie nie widać [2 WIDEO, FOTO]

KOSZYKÓWKA Akademiczki wracają z Polkowic z niczym. W oba dni było blisko - w sobotę przegraliśmy po dogrywce, a w niedzielę nie udała się szalona pogoń w czwartej kwarcie. CCC do awansu potrzebuje już tylko jednego sukcesu.
Jeśli cała półfinałowa seria z udziałem CCC i KSSSE AZS PWSZ będzie wyglądała tak jak pierwsze spotkanie to chorujący na serce hale w Polkowicach i Gorzowie powinni omijać szerokim łukiem.

Nasze akademiczki na dwa wyjazdowe pojedynki z drugim zespołem fazy zasadniczej (gorzowianki były trzecie) jechał z mocnym postanowieniem. - Aby ta rywalizacja miała się rozwijać dla nas optymistycznie to nie możemy po tych grach zostać bez wygranej - zapowiadał trener Dariusz Maciejewski. - Zdajemy sobie sprawę jak trudne czeka nas wyzwanie. CCC ma bardzo szeroki wyrównany skład, który został zebrany po to, aby wreszcie awansować do wielkiego finału.

Wierzyliśmy w powtórkę z historii. W dwóch poprzednich półfinałach ogrywaliśmy polkowiczanki aż sześć razy z rzędu, kończyliśmy je bez żadnych strat. Gospodarze chcieli pomóc swojej drużynie w przerwaniu tej fatalnej passy, rozdając kibicom pomarańczowe koszulki, aby w ten sposób zachęcić ich do jak najgłośniejszego dopingu. Gorzowscy fani ubrali się w białe stroje z napisem: "Wiara czyni cuda, więc wierzymy, że się uda."

Cud nie byłby w sobotę potrzebny gdybyśmy choć minimalnie lepiej celowali do kosza CCC - tylko 32 proc. skuteczności z gry, albo popełnili mniej prostych błędów - aż 19 strat, wiele z nich niewymuszonych, przy 7 przeciwniczek. A i tak byliśmy cały czas bardzo blisko zespołu z Polkowic. Gdy w czwartej kwarcie pełnym blaskiem zaczęła błyszczeć Samantha Richards (10 pkt w końcowych minutach) na chwilę objęliśmy nawet prowadzenie 55:54. To właśnie Australijka odważnym wejściem pod kosz doprowadziła do dogrywki. W czasie dodatkowych 5 min niestety zostaliśmy znokautowani. Richards już nie miała siły, popełniła w krótkim czasie trzy proste błędy, do tego skręciła nogę. Na szczęście uraz nie był na tyle poważny, aby wykluczył ją z drugiej gry. Nagle przewaga Polkowic urosła do wielkich rozmiarów, ale w tym momencie wynik już nie miał żadnego znaczenia. Liczyło się wyłącznie, że to ekipa CCC otworzyła serię niezwykle istotnym zwycięstwem.



Po meczu wróciliśmy jeszcze na chwilę do dokładniejszej analizy wydarzeń z końcówki czwartej części spotkania. Przecież był remis. Czy gdzieś nie zgubiliśmy tego jednego "oczka" na wagę sukcesu? Panowie z gwizdkami, których przecież w play-off jest na boisku aż trzech, zobaczyli wszystko jak trzeba? Właśnie w decydujących momentach przyznali rzuty wolne Natalii Trofimowej, choć Lyndra Weaver (dobry występ - 13 pkt, 10 zbiórek) absolutnie jej nie faulowała. Podczas jednej ze swoich efektownych akcji, po udanym rzucie została jeszcze uderzona Richards, ale nikt nie zareagował. - Do tego Trofimowa nie trafiła "trójki" jak jest w protokole, a "dwójkę", bo nadepnęła na linię - dodał Maciejewski. - Stała blisko mnie i dokładnie to widziałem. Cóż, tego już nie da się odwrócić. Przecież też mieliśmy inne akcje, aby przechylić ten mecz na swoją korzyść bez dogrywki.

1. MECZ: CCC POLKOWICE - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW PO DOGR. 82:64

KWARTY: 13:15, 23:13, 13:16, 12:17. DOGRYWKA: 21:3.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 1-0.

CCC: Zoll 21, Musina 14 (1x3), Walich 10, Trofimowa 9 (1), Carter 9 oraz Majewska 7 (1), Babicka 4, Jeziorna 3 (1), Smith 3, Pietrzak 2, Greene 0, Dobrowolska 0.

KSSSE AZS PWSZ: Weaver 13, Piekarska 10 (2x3), Żurowska 9, Nnamaka 6 (1), Dźwigalska 3 (1) oraz Richards 16, Kaczmarczyk 7 (1), Skobel 0, Głębocka 0, Trębicka 0.





Początek drugiego pojedynku pokazał, że Lyndra Weaver i Sharnee Zoll przeszły dzień wcześniej porządne "wietrzenie płuc" - pierwsza przebywała na boisku przez 40 min, a druga swoje 21 pkt zdobyła w 44 min. Trener CCC Krzysztof Koziorowicz mógł jednak spokojnie poszukać nowych sił na ławce rezerwowych, bo ma do dyspozycji aż 11 równorzędnych graczy. Zoll na chwilę przyzwoicie na rozegraniu "zluzowała" Anna Pietrzak. O wiele lepiej niż w sobotę grała również była koszykarka KSSSE AZS PWSZ Kalana Greene - 7 pkt do przerwy, porządnie punktują Tangela Smith i Justyna Jeziorna. A my? Zdecydowanie za nerwowo. Z drżącymi rękami tych, dla których są to pierwsze w karierze tak poważne mecze. Weaver, czy Agnieszka Skobel nie mogły wcelować do kosza gospodyń nawet z linii rzutów osobistych. Pierwsza kwarta jeszcze poprawna w naszym wykonaniu, ale druga zwyczajnie słaba. Dla gorzowianek praktycznie punktuje tylko Justyna Żurowska, a CCC - w końcu ucieka nam na 11 pkt - może w tym czasie liczyć w ataku nawet na osiem zawodniczek. No i niestety nie jest w stanie za bardzo pomóc drużynie Richards. Mocno poobijana w sobotę Australijka daje tylko krótkie zmiany Katarzynie Dźwigalskiej, która jak zwykle strasznie walczy, ale nie dopisuje się do dorobku punktowego naszego akademickiego zespołu.

Z drugiej części zapamiętamy wspaniałą, choć nieudaną pogoń za CCC. Z przewagi 22 pkt gospodyniom został na 55 s przed końcem spotkania już tylko jeden mały punkcik! I znów fantastyczna w tym czasie Weaver (zdobyła 10 pkt z rzędu) pomyliła się przy obu rzutach osobistych.



Wielka szkoda. Mamy jednak nadzieję, że ten wysiłek nie pójdzie na marne. Znaleźliśmy drogę, którą musimy przebijać się do finału od trzeciego spotkania, w piątek w Gorzowie, być może znów ze zdrowszą i skuteczniejszą Richards. Od teraz będziemy grali już wyłącznie o życie.

2. MECZ: CCC POLKOWICE - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 79:74

KWARTY: 15:13, 24:15, 26:17, 14:29.

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 2-0.

CCC: Zoll 14, Carter 12, Trofimowa 10 (2x3), Musina 3 (1), Walich 0 oraz Smith 11, Jeziorna 10 (2), Greene 9, Majewska 7 (1), Pietrzak 3 (1).

KSSSE AZS PWSZ: Żurowska 23 (1x3), Weaver 18, Piekarska 12 (2), Nnamaka 6, Dźwigalska 3 (1) oraz Kaczmarczyk 8, Skobel 4, Richards 0.