Sport.pl

Dziś startuje play-off koszykarek. Fajnie znów poczuć moc

- Zimą byliśmy zdruzgotani, w głowach kłębiły się wyłącznie czarne myśli. Super, że przetrwaliśmy trudne dni i znów się liczymy w walce o najwyższe cele. Jesteśmy w stanie ograć Toruń, najmniej wygodnego przeciwnika w ćwierćfinale - zapowiada trener koszykarek KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski.
Pierwsza runda play-off w ekstraklasie koszykarek - do dwóch zwycięstw - startuje dzisiaj. Gorzowianki w hali przy ul. Chopina o godz. 18 podejmą Energę Toruń, którą tydzień temu, jeszcze w fazie zasadniczej, ograliśmy 78:52.

Ireneusz Klimczak: Co to za nowe zwyczaje, że wszyscy chcą grać w ćwierćfinale z wciąż aktualnymi wicemistrzyniami kraju? Takie głosy dochodziły z Torunia i Pruszkowa.

Dariusz Maciejewski: Odejście trzech z czterech naszych zawodniczek zagranicznych zostało odebrane w grudniu jako jasny sygnał, że powinniśmy być o wiele słabszym zespołem. To widocznie ciągle siedzi w głowach przeciwników, że wygodniej zagrać właśnie z nami.

A faktycznie, po stracie Leuczanki, Greene i Leedham, a po pozyskaniu Nnamaki oraz Weaver, jesteśmy tacy słabi?

- Nadchodzi ten moment rywalizacji, w czasie którego dowiemy się wszystkiego o naszej drużynie. Jeszcze niedawno sam przytaknąłbym, że faktycznie jesteśmy dużo słabsi. Kilka dobrych spotkań wiele zmieniło. Nie zabrano nam tyle mocy, abyśmy się mieli przed kimś w polskiej lidze położyć. Na pewno zmieniły się wartości. Przedtem były indywidualności, teraz wiele zależy od odpowiedzialności zespołowej.

Uzupełniliśmy skład graczami obwodowymi, a co pod koszami, gdzie walczyła Leuczanka?

- Polki sobie poradzą. W związku z tym, że to są krajowi gracze, nie ma problemów z rotacją. No i byle faule nas omijały oraz dopisywało zdrowie. Jeśli szczęście nas opuści to zaczną się kłopoty.

Z trzeciego miejsca trafiliśmy na najtrudniejszego przeciwnika z możliwych.

- Energa to bardzo niewygodny rywal, nie tylko dla nas, ale i dla wszystkich w lidze. Szeroki skład wypełniony koszykarkami, które w każdej chwili mogą wejść na boisko, aby odwrócić losy meczu. Odrzucam już jednak od pewnego czasu dyskusje, czy to dobrze, że Toruń, czy źle. Wiedzieliśmy, że trafimy właśnie na tego przeciwnika i skupiamy się wyłącznie na tym, aby prześcignąć go w walce o czwórkę.

To będzie wyścig ekspresowy w pokaleczonej rundzie play-off do dwóch zwycięstw.

- Taki system na pewno pomaga stworzyć wyjątkową okazję dla drużyn niżej rozstawionych, bo po dobrym występie na wyjeździe, już w drugim meczu mogą sprawić niespodziankę i to na swoim boisku. Czy mógłby być mniej przypadkowy, tak jak w półfinale, czy finale? Na pewno, gdyby liga miała maksymalnie 12 zespołów, udałoby się wygospodarować dodatkowe terminy i byłby też czas dla reprezentacji. Coś z nieparzystą ilością drużyn trzeba zrobić.

Tydzień temu w Energi nie zagrała Monika Krawiec, którą trener Elmedin Omanić uważa, za swojego najlepszego gracza. Dziś ma już walczyć w Gorzowie. Jest w stanie mocno pomieszać nam szyki?

- Skoro w Toruniu uważają właśnie tą koszykarkę za lidera to na pewno może ona pomóc trenerowi i drużynie przede wszystkim mentalnie. Dodać pewności siebie. Sądzę jednak, że błędem byłoby rozpamiętywać wynik i nasz dobry styl z ostatniej środy. Zaczyna się zupełnie inna bajka, poprzeczka z wymaganiami zawiśnie o wiele wyżej. Kto wytrzyma specyfikę fazy play-off psychicznie i podoła fizycznie, wyjdzie z niej zwycięsko. Mnie cieszy, że ostatnie testy wykazały dobre przygotowanie dziewczyn do decydującej części rozgrywek. Zresztą potwierdziły to również ostatnie mecze.

W poprzednim sezonach otwarcie mówiliśmy, że interesuje nas wielki finał, walka o złoto. Wyszły z tego dwa tytuły wicemistrza Polski z rzędu. O co gramy od dziś?

- Pozostała nam tylko metoda pojedynczych, jak najlepszych kroków. To co przeżyliśmy ja i zespół w grudniu nigdy nie zapomnę. Nie wiedziałem, kto z nami zostanie, szczytem marzeń było przez moment miejsce w ósemce i utrzymanie się w ekstraklasie. Chwała ludziom z zarządu, że w najtrudniejszym okresie tak się spięli i w ten sposób odgonili najczarniejszy scenariusz. To nie było tak dawno, gdy przegrywaliśmy w Lesznie w okrojonym składzie i fatalnej formie psychicznej. Nie życzę tego nikomu. Tej niepewności, uczucia wielkiego zawodu, braku jakiegokolwiek szacunku i docenienia ogromnej pracy jaką gorzowski zespół koszykarski wykonał i czego dokonał. Marazm nie do opisania. Teraz życzę sobie i innym, aby tak przykre chwile nigdy się już nie powtórzyły.

Ale zdanie, że "Gorzów został zmuszony do porzucenia wszelkich ambicji na ten sezon" jest nieprawdziwe?

- Odbiliśmy się, obroniliśmy trzecie miejsce po fazie zasadniczej. To już jest naprawdę duży sukces tego klubu i drużyny. Chcemy pójść jeszcze dalej, dopóki będzie szansa, bić się o jak najwyższy cel. Już nie mówię zawodniczkom na odprawach, że musimy wygrać za wszelką cenę. Pragnę abyśmy dali z siebie wszystko, stworzyli piękne widowisko, rzucili się na parkiet i potem bez problemu spojrzeli w lustro, choćby tak jak w sobotę, po znakomitym, choć przegranym pojedynku z Lotosem, gdzie pojedyncze błędy zadecydowały o takim, a nie innym wyniku. Był m.in. na hali mój kolega, trener pracujący z mężczyznami, który kobiet na żywo nie widział parę lat. Nie mógł wyjść z podziwu jak panie odmieniły tą dyscyplinę. Jak twardo i widowiskowo dziś grają.

Ambicji na pewno akademickiej drużynie z Gorzowa ani przez moment nie zabraknie. Walka do upadłego to był nasz znak firmowy od zawsze i nic się nie zmieniło. Wiem jak ambitne osoby są ciągle w tym zespole. Inne zawodniczki po prostu do naszego stylu gry nie pasują. Co osiągną? Nie wybiegajmy dalej niż do środy, a potem do soboty. Energa to wystarczająco trudny przeciwnik, aby planować coś dalej. Przeciwnik do ogrania.