Ostatnia Łódź ograna przez nasze koszykarki

Ligowe zadanie na środę gorzowianki wykonały jak trzeba. Wygrały z ŁKS w Łodzi 80:52. Na koniec fazy zasadniczej przed nami znacznie trudniejsze wyzwania - boje w domu o trzecie miejsce z Toruniem i Gdynią.
Trener Dariusz Maciejewski ma taką zasadę, że do każdego wyjazdowego pojedynku podchodzi z rezerwą, nawet z tymi najsłabszymi w lidze. Jednak już pierwsza połowa wczorajszego starcia aktualnych wicemistrzyń Polski z ostatnią drużyną w tabeli całkowicie go uspokoiła. Ostatecznie, poza kontuzjowaną Agatą Chaliburdą, w miejsce której pojechała do Łodzi Paula Głębocka, najlepsza zawodniczka z naszej drużyny U-20, szczycącej się już miejscem w finałach mistrzostw kraju, nie mieliśmy większych ubytków kadrowych. W pierwszej kwarcie pojawiła się na boisku Agnieszka Kaczmarczyk, która ostatnio musiała na chwilę odpuścić trenowanie - silniejszy był ból pleców. Znaczną stratą dla ŁKS Łódź była za to choroba i absencja najlepszego strzelca tej ekipy Leony Jankowskiej - średnio 14 pkt na mecz. Z nią w składzie gospodynie pewnie dłużej deptałyby gorzowiankom po piętach, bo tak naprawdę na zwycięstwo w tym meczu nikt w łódzkiej ekipie nie liczył.

Zespół ŁKS od pierwszej minuty starał się pokazać, że w środowy wieczór nie ma nic do stracenia. Z radosnej koszykówki wyszła łodziankom tylko minimalna porażka w pierwszej kwarcie. W końcu jednak animusz opadł, zaczęła się mylić nawet 34-letnia Dorota Sobczyk (na początku drugiej kwarty 5 na 5 z gry!), która już tradycyjnie przeciwko ekipie KSSSE AZS PWSZ rozgrywała super zawody. A gorzowianki parły do przodu. Zawodziły z dystansu - 10 niecelnych rzutów za 3 pkt do przerwy. Za to były nie do zatrzymania bliżej kosza ŁKS - 71 proc. skuteczności po pierwszej kwarcie i 68 proc. po drugich 10 min. Losy spotkania rozstrzygnęły się praktycznie w 180 s drugiej kwarty, też dzięki fajnie rozdzielającej piłki Sam Richards (8 asyst w meczu). Wtedy dwa razy trafiła dla nas Szwedka Chioma Nnamaka (14 pkt do przerwy), raz Agnieszka Skobel, a kapitan Justyna Żurowska, aktywna na atakowanej tablicy, po udanej zbiórce popisała się akcją 2+1 - po koszu wykorzystała jeszcze rzut wolny. Łodzianki nie odpowiedziały w tym momencie żadną udaną akcją i nasze akademiczki wygrywały już 38:21.

W drugiej połowie tej przewagi nie wypadało roztrwonić. W końcu wpadły nam nawet trzy "trójki". - Wszystko poszło zgodnie z planem i już trzeba myśleć co dalej - podsumował drugi szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ Robert Pieczyrak. - Przed nami znacznie poważniejsze starcia z Energą Toruń i Lotosem Gdynia. W swojej hali chcemy przypieczętować trzecią pozycję przed play-off.

ŁKS SIEMENS AGD ŁÓDŹ - KSSSE AZS PWSZ GORZÓW 52:80

KWARTY: 17:23, 6:20, 18:20, 11:17.

ŁKS: Sobczyk 19 (1x3), Oha 15, Kaja 6, Novikava 4, Rzeźnik 0 oraz Losi 7 (1), Schmidt 1, Zhurauliova 0.

KSSSE AZS PWSZ: Nnamaka 22 (2x3), Żurowska 12, Skobel 9 (1), Piekarska 8, Dźwigalska 4 oraz Weaver 22, Richards 3, Kaczmarczyk 0.