Łódź to dobre miejsce, by lepiej się poczuć po ostatniej przegranej

Po przeciętnym występie i porażce z Wisłą Kraków, wyjazdowe zwycięstwo z ostatnim w ekstraklasie ŁKS Łódź - gramy dziś o 17.30 - bardzo gorzowiankom się przyda.
- W jego hali nie wolno w tej lidze zlekceważyć żadnego przeciwnika, bo natychmiast można sobie narobić kłopotów - często w tym sezonie powtarza to zdanie trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. I przed środowym spotkaniem - mecz został opóźniony o kilka dni, ze względu na weekendowe występy przedstawicielek obu drużyn w półfinałach mistrzostw Polski juniorek starszych - także jest ostrożny. Pewnie również przez kontuzje, które mocno przetrzebiły naszą siłę podkoszową. Szczęście w nieszczęściu, że przez nie mieliśmy tuż przed podróżą do Łodzi słabszy trening, ale w trakcie samego pojedynku powinno być lepiej.

Co się stało? Dzień po starciu z Wisła (57:68), w pierwszej lidze kontuzję kolana złapała Agata Chaliburda. 22-letnią koszykarkę uratowała solidna praca na siłowni. Dzięki niej porządnie umięśniona noga nie trzasnęła zupełnie, nie była potrzebna poważna operacja i długa przerwa. Chaliburda jeszcze pauzuje, ale wkrótce - za kilkanaście dni - powinna wrócić na boisko. To już taka gorzowska normalność, że coś dolega Agnieszce Kaczmarczyk. Tym razem nasza "czwórka" musi sobie poradzić z bólem pleców. Mamy nadzieję, że chwilowa przerwa w zajęciach podziałała na Agę kojąco i dziś pomoże drużynie. Nieraz była w podobnej sytuacji i udowadniała, że twarda z niej sztuka.

Na to, że ŁKS jest w stanie narobić gorzowiankom kłopotów, nie wierzą nawet w samej Łodzi. Nasz dzisiejszy przeciwnik rozgrywa jeden z najmniej przyjemnych sezonów w historii i jeśli w ostatniej chwili obroni się przed spadkiem z ekstraklasy, to będzie spory sukces. Wygrał zaledwie dwa z 21. spotkań. W przeszłości, przynajmniej u siebie, jeśli nie wygrywał, to przynajmniej psuł krew najlepszym. Teraz zupełnie tego nie ma - z Wisłą Kraków ŁKS przegrał 47:73, a z Lotosem Gdynia 53:106. Potem łodzianki zebrały masę krytyki za występ w Toruniu, gdzie uległy aż 70:121. Nad wszystkim próbuje zapanować trener Witold Bak, który pierwszym jest od lutego, a wcześniej był asystentem prowadzących w tym sezonie zespół wiceprezesa klubu Mirosława Trześniewskiego oraz Piotra Neydera. Nasze akademiczki muszą uważać na środkową Ugo Ohę - ostatnio w Poznaniu 21 pkt i 20 zbiórek, czy skrzydłową Leonę Jankowską. Przede wszystkim jednak gorzowianki powinny natychmiast zagrać w swoim stylu, od początku zdominować wyjątkowo w tym sezonie słabego rywala. I w ten sposób rozwiać jakiekolwiek rozterki trenera Maciejewskiego. Po prostu wypada, aby KSSSE AZS PWSZ z trzeciej pozycji (sensacyjna porażka może nam bardzo skomplikować życie!), medalowymi planami, pewnie rozprawił się z przeciwnikiem od dawna zamykającym tabelę przeciwnikiem. I na czyim boisku tego dokonamy, nie powinno mieć nic do rzeczy.