Wisła Kraków potknęła się w Gdyni, a teraz wielka gra w Gorzowie

Wiślacki "dream team" miał wygrywać z każdym, bez problemów wziąć numer jeden na play-off. Byłego już lidera dopadły jednak kontuzje i choroby, co skrzętnie wykorzystał Lotos Gdynia. A nasze akademiczki? Na wydarzenie ekstraklasy zapraszamy w sobotę do hali w Gorzowie i przed telewizory.
Połowa listopada ubiegłego roku. Wiśle już w tym sezonie zdarzył się tydzień, w którym przegrała dwa razy pod rząd. Do euroligowej porażki we włoskim Taranto krakowianki, kilka dni później, dołożyły stratę punktów w Polsce - przegrały w swojej hali z KSSSE AZS PWSZ 74:75. Cały czas mamy jeszcze w głowach tamten szalony pojedynek. "Trójkę" Jeleny Leuczanki, jeszcze występującej w gorzowskich barwach, na wagę dogrywki, zawziętą walkę do końca i wreszcie minimalny, niesamowicie cenny sukces naszych akademiczek.

Wiemy, że historia lubi się powtarzać. Czy tym razem? W minioną środę w końcówce spotkania Lotos - Wisła nikt w pięknej hali w Gdyni nie siedzi, bo niespodzianka wisi w powietrzu. Zespół gości przegrywa przez trzy kwarty, ale w czwartej rusza w pościg. Finiszuje jednak znów przeciętnie. Mocno zmieniona, odmłodzona ekipa wciąż aktualnych mistrzyń Polski wygrywa 71:66! Czy właśnie znów jesteśmy świadkami tygodnia, w którym wiślaczki przegrywają mecz po meczu?

Tego jeszcze nie wiemy. Pewne jest, że w najbliższą sobotę o godz. 16, w hali PWSZ przy ul. Chopina, wiślaczki zmierzą się z gorzowiankami. Nietypową godzinę rozpoczęcia pojedynku podyktowała telewizja - bezpośrednia transmisja w TVP Sport.

Przyjrzyjmy się jak Wisła zmieniła się od listopada. To, bez chorób i kontuzji, jest kompletny zespół, szyty za zdecydowanie największe w ekstraklasie pieniądze, na miarę nie tylko odzyskania mistrzostwa Polski, ale również kolejnego sukcesu w Eurolidze. O tym, że najbliższego rywala akademiczek stać na wszystko, świadczą choćby styczniowe ruchy kadrowe. Gdy na urlop macierzyński odeszła Janell Burse, natychmiast w strefie podkoszowej pojawiła się Jelena Leuczanka, która właśnie odebrała kolejną prestiżową nagrodę - zajęła piąte miejsce w plebiscycie na najlepszą koszykarkę Europy w 2010 r. Historię tego transferu z Gorzowa do Krakowa znamy doskonale. My mieliśmy problemu, zostaliśmy zmuszeni do pozbycia się najdroższych zawodniczek, a Wisła potrzebowała środkowej. Zgodnie z zapowiedziami na decydujące momenty sezonu do drużyny trenera Jose Ignacio Hernandeza dołączyła megagwiazda z WNBA - Nicole Powell. Po kontuzji wróciła też na boisko Łotyszka Gunta Basko.

Wisła w pełnym składzie, w znakomitym stylu, w pierwszej rundzie pucharowej Euroligi, odprawiła rosyjską Nadieżdę Orenburg i. przed całą serią kolejnych wyjazdów wpadła w kłopoty. Już w środę w Gdyni zabrakło Leuczanki i Powell. Jak wiemy, bez nich krakowianki, choć walczyły do końca, sobie nie poradziły. Białorusinkę na koniec stycznia złapało przeziębienie. Tak wredne, że koszykarka nie była w stanie ruszyć z drużyną nad morze. Powell pod koniec ubiegłego tygodnia skręciła kostkę. - Ich absencja zbyt się wydłużyła, ale nic z tym już teraz nie zrobimy - wzdychał po porażce w Gdyni trener Hernandez, zdając sobie sprawę, że właśnie jego podopieczne oddały CCC Polkowice czołową pozycję w polskiej lidze. - Założyliśmy sobie, że z AZS PWSZ lub Lotosem musimy wygrać. Teraz pozostał już tylko mecz w Gorzowie. Tam będziemy czekać na Powell, Leuczankę lub obie nasze koszykarki.

Krakowianki nie wracały do domu, zostały w Gdyni. Stamtąd przeniosą się prosto do nas. A potem dalej w podróż - we wtorek zaczynają w Hiszpanii walkę o drugi z rzędu awans do Final Four Euroligi. Nawet osłabiona, Wisła tą wciąż bardzo groźna drużyna. Ze znakomitą Australijką Erin Phillips, czy reprezentantkami Polski - Eweliną Kobryn i Magdaleną Leciejewską. Z naszych informacji wynika, że w Gorzowie rywalki wystawią już pełen skład, choć na razie nie wiadomo, czy rekonwalescentki w ogóle pojawią się na boisku.

Czy zespół KSSSE AZS PWSZ ma szansę tej sile się przeciwstawić? Po tym jak przykład dał w środę Lotos, po prostu powinien. Wreszcie mogliśmy zupełnie uporządkować sprawy kadrowe i w ostatnich dniach spokojnie popracować, uporaliśmy się z chorobami i drobnymi urazami. Nic tylko grać, walczyć i wygrywać. Pokazać razem z Wisłą całej Polsce koszykarski produkt najwyższego gatunku. A przy okazji przekonać się jaka nasza aktualna siła. Czy faktycznie do końca, mimo zawirowań w klubie, będziemy bić się o jeden z medali.