Kadra w meczu na serio przegrała z Gwiazdami, a w notesie pochwały dla mamy

- Było na poważnie i za to dziękuję, bo reprezentacja potrzebuje jak najwięcej takiego grania. Każda z dziewcząt, które w Lublinie zagrały dla Polski, ma szansę za chwilę bić się w mistrzostwach Europy - powiedział trener kadry, gorzowianin Dariusz Maciejewski.
To był o niebo lepszy mecz niż rok wcześniej w Pruszkowie, gdzie Gwiazdy Ford Germaz Ekstraklasy łatwo pokonały Polskę 95:75, a szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ Gorzów Dariusz Maciejewski debiutował w roli opiekuna kadry narodowej. Na pewno jeszcze nie mamy drużyny, która w czerwcowym turnieju mistrzostw Europy - finały rozgrywane będą w halach w naszym kraju - zagwarantuje medal, ale tym razem mogliśmy przekonać się, że z tej mąki może być naprawdę niezły chleb, a wstępna selekcja została już zakończona. - Do tych dziewcząt, które miałem do dyspozycji w Lublinie, mam jedną prośbę, aby przynajmniej utrzymały aktualny poziom - powiedział po meczu szkoleniowiec kadry. - Wtedy każda z nich ma szansę znaleźć się w gronie 18. zawodniczek, które w kwietniu, po zakończeniu rozgrywek ligowych, rozpoczną przygotowania do mistrzowskiej imprezy.

Maciejewski nie miał po spotkaniu szczęśliwej miny, w którym jego zespół poległ po dogrywce 87:90. - Nie lubię przegrywać, nawet w towarzyskiej grze - przyznał trener. Taki to już jego charakter i takiej samej zadziorności oraz walki do końca wymaga od drużyn, którymi kieruje w klubie i reprezentacji. Po niedzieli już wiemy, że nasza narodowa ekipa, aby mieć w niezwykle trudnych, wyczerpujących ME (być może aż dziewięć pojedynków) cokolwiek do powiedzenia i z dobrym skutkiem powalczyć przynajmniej o przepustkę do dodatkowych gier o igrzyska olimpijskie, musi stworzyć team ponad podziałami, postawić na zespołowość. Naturalna liderka Agnieszka Bibrzycka na pewno tym razem nie zagra, bo jest w ciąży, a we wsparcie od naturalizowanego gracza z USA, o którym mówiło się rok temu i również przy okazji niedzielnego spotkania (nawet padło nazwisko: Kristi Toliver), nie wierzymy, bo żadne formalności nie zostały jeszcze załatwione, a mistrzostwa już za chwilę. - Nowego lidera nie tak się tak zwyczajnie wyznaczyć - do dobrych wniosków doszła Justyna Żurowska, kapitan KSSSE AZS PWSZ i ważny gracz w kadrze Maciejewskiego. - Teraz taką osobę może wykreować każdy kolejny mecz. Przed mistrzostwami będzie jeszcze chwila czasu, aby tą drużynę połączyła chemia. Nikt jednak nie powinien mieć wątpliwości, że gra z orzełkiem na piersi to dla każdej z nas niezwykle istotna sprawa.

Bibrzycka może dopiero zostanie mamą, a inne mamy właśnie w niedzielę wracały do kadry. I to z jakim skutkiem.

27-letnia Elżbieta Mowlik (Inea AZS Poznań), już w przeszłości udanie wojująca w kadrze pod nazwiskiem Międzik, znów "sypała" za 3 pkt jak z rękawa - w Lublinie 3 udane rzuty na 5 prób. Nas jednak najbardziej radowało oko jak w wielkim stylu wracała do reprezentacji, o rok starsza gorzowska wychowanka Agnieszka Szott (obecnie Artego Bydgoszcz). 34 min, 20 pkt, 12 wymuszonych fauli, 13/15 z rzutów wolnych, 8 zbiórek, 5 asyst - takich statystyk tylko pozazdrościć. No i ten charakter, cechy przywódcze, szczęście w oczach i mimo wszystko na koniec zafrasowana mina, bo "Pysia" również nienawidzi przegrywać. - Nie lubię oglądać się w przeszłość i roztrząsać, co by było, gdybym nie odchodziła z Gorzowa - opowiadała koszykarka. - Może nigdy nie spotkałabym mojego przyszłego męża i nie miałabym cudnej córeczki Laury? Bezpiecznie jest wrócić do kadry właśnie w takim pojedynku. Myślę, że pokazałyśmy niezły potencjał, a resztę dopracujemy w trakcie przygotowań. Trener Maciejewski zgodził się, aby zabrała na nie córkę, co jest dla mnie znakomitą wiadomością. Pracowałam z tym szkoleniowcem wiele lat. Wtedy zaszczepił mi podstawy, których się nie zapomina.

Polki zrobiły jeszcze 20 strat, przegrały walkę na ofensywnej tablicy aż 7-18. Jest jednak w tej ekipie silna grupa z Wisły Kraków z coraz lepszą Eweliną Kobryn - one do końca będą bić się w lidze i Eurolidze o najwyższe cele, a więc na pewno nie przerazi ich potem jeszcze trudniejsza walka w ME. Obok również gorzowianki (Żurowska, Kasia Dźwigalska, Agnieszka Skobel, a w kolejce czekające na swoją szansę Agnieszka Kaczmarczyk i Iza Piekarska). Kto jak nie one najlepiej pomogą szybko i skutecznie wcielić w życie sposób myślenia trenera Maciejewskiego? Są i inne, które już podczas niedzielnego spotkania w Lublinie udowadniały, że w czerwcu zagrają dla Polski wyłącznie te w najlepszej formie, gotowe nie tylko fizycznie, ale i mentalnie podjąć wyzwanie, a nikt za zasługi.

Niech przez te dwa tygodnie dadzą kibicom tyle wrażeń oraz emocji jak choćby kadra szczypiornistów Bogdana Wenty, nawet jeśli w tej chwili w jakikolwiek sukces narodowego zespołu Maciejewskiego wierzy niewielu. Trzymamy za to kciuki choćby dlatego, że tylu w tej reprezentacji gorzowian. Niech im się wiedzie.

POLSKA - GWIAZDY FGE po dogr. 87:90

KWARTY: 19:21, 19:19, 27:22, 17:20, 5:8.

Polska: Kobryn 22, Skobel 5, Żurowska 4 (1x3), Leciejewska 4, Pawlak 2 oraz Szott 20 (1), Mowlik 13 (3), Jujka 11, Krężel 4 (1), Czarnecka 2, Dźwigalska 0.

Gwiazdy FGE: Maksimović 16, Phillips 14 (2x3), Carter 8, Gladden 8, Raymond 6 oraz Mosby 10, Koehn 7 (1), Bjelica 6, Wright 6, Zoll 5, Denson 4.