Obecna Stal i budżet Gorzowa zostawią po sobie pustynię

Dwa wydarzenia zdominowały ostatnio wszystkie rozmowy o sporcie, a w obu główną rolę odgrywa żużel. Pierwszy, ściśle żużlowy temat to oczywiście prezentacja składu Stali na rok 2011.
Przypominam, że to dziesiąty sezon obecnego kierownictwa gorzowskiego klubu, bo choć obecny prezes Władysław Komarnicki początkowo oficjalnie był tylko członkiem ścisłych władz, to wszyscy jednak wiedzieli, że jest szarą eminencją pociągającą za wszystkie sznurki. Wypadałoby, aby po dziewięciu latach braku ligowego medalu, Stal wreszcie sięgnęła jeśli nie po złoto, to choćby po srebro, kończąc tym samym pasmo upokarzających porażek i nieustannych batów od przyjaciół z południa.

Czy obecny zespół jest w stanie to osiągnąć? W zasadzie odpowiedź na tak postawione pytanie, choć w nieco delikatnej formie, dał już redaktor Ireneusz Klimczak, w swoim artykule "Oby skład nie zawiódł". Moje zdanie na ten temat jest nieco bardziej brutalne. Otóż skład Stali na sezon 2011 niczego nie gwarantuje i jest słabszy niż tegoroczny, przy zastrzeżeniu, że nie będzie w nim Przemysława Pawlickiego. Nicki Pedersen stracił już ochotę na wielki żużel, a wyniki ligowe zawsze były mu obojętne. Niels K. Iversen to zawodnik dobry dla średniaka w pierwszej lidze, a jego obietnice o 7 pkt w meczu to bajania bez żadnej podstawy. Hans Andersen był talentem i walczakiem, kiedy pierwszy raz zawitał do Gorzowa przed wielu laty. Dzisiaj to żałosny wyrobnik bez ambicji, który takiemu Pawlickiemu do pięt nie dorasta. Zaś o Zagarze i Gapińskim nawet nie chce mi się wypowiadać, bo nie ma co po raz kolejny kopać leżących. Krótko mówiąc - Stal nie spadnie, bo nikt nie spadnie po sezonie, ale szóste, tradycyjne już miejsce, jest bardzo realne. I na to zostanie przeznaczone 8 czy 9 milionów, w większości miejskich pieniędzy.

A co po sezonie? Ano pogorzelisko. Gollob pewnie wróci do Bydgoszczy, a reszta "walecznych" Duńczyków rozjedzie się po świecie. Za to zostanie nam i to na wiele lat jeden z turniejów z cyklu Grand Prix, tylko po co? Jednak kiedy przejdziemy do drugiej kwestii - budżetu na sport na rok 2011 - znajdziemy i na to odpowiedź. Jeśli zostanie zrealizowany czarny scenariusz i budżet zaproponowany przez prezydenta ostatnie się, wszystkie gorzowskie zespoły ligowe czeka nagła śmierć, skądinąd w sporcie pojęcie znane. Oczywiście poza żużlem, bo na żużel pieniądze były, są i będą tyle, że ukryte w różnych zakamuflowanych dotacjach - budowa stadionu, utrzymanie stadionu, Grand Prix - wpływy z biletów, Drużynowy Puchar Świata - wpływy z biletów.

Co więc pozostanie po gorzowskim sporcie przy zakładanym budżecie? Ano poza żużlem nic - pustynia. Ale kibice żużla nie mogą się cieszyć. Bo śmierć gorzowskiego sportu, to za chwilę i śmierć żużla. Jeśli bowiem żużel zje cały tlen z powietrza, jakim oddycha gorzowski sport, to kibice innych dyscyplin tego nie wybaczą. Mieliśmy już zapowiedź takich zachowań w trakcie prezentacji nowych żużlowców. Tak więc żużel może być grabarzem innych dyscyplin, grzebiąc na końcu sam siebie.

Zgadzam się z prezydentem Tadeuszem Jędrzejczakiem, że finansowanie gorzowskiego sportu musi się zmienić i to radykalnie. Ale nie w tym tempie i musi to dotyczyć wszystkich. Miejskie pieniądze muszą iść na budowę sportowej infrastruktury i na szkolenie młodzieży, a zawodnicy winni być wynagradzani przez kluby, ze środków zdobytych od sponsorów spoza Urzędu Miasta. To święte słowa, ale jak wszyscy, to wszyscy. Stal zdobywała ligowe medale, kiedy miasto przeznaczało na ten sport przysłowiowe grosze. Dzisiaj idą na to miliony nas wszystkich tylko po to, aby przeżywać coroczne upokorzenia i wysłuchiwać zapewnień, że już w tym roku to na pewno będzie sukces. Nie będzie, bo sukcesu nie da się kupić i nie osiągnie go grupka pozbawionych ambicji wydrwigroszy, przynajmniej nie w tym sporcie. Do dzisiaj nie mogę się doczekać rzetelnej analizy tegorocznej klęski przez klubowe władze. Może więc choć teraz menadżer Czesław Czernicki, albo i sam prezes powiedzą otwartym tekstem: jak chcą osiągnąć sukces, za jakie pieniądze i dlaczego przy okazji, dziesiąta już próba ma się odbyć kosztem całego gorzowskiego sportu.