Nasi wioślarscy mistrzowie mają nowe wyzwania

Tomasz Kucharski skończył karierę, opowiada o pięknych chwilach kibicom, młodzieży zdradza złote tajemnice. Michał Jeliński wciąż walczy, aby w olimpijskich laurach dorównać starszemu koledze z AZS AWF.
Podczas weekendowych Targów Zdrowia i Urody Wellness 2010 w Gorzowie miało dojść do bezpośredniego pojedynku wielkich mistrzów wioślarstwa - 36-letni dwukrotny zwycięzca igrzyskich olimpijskich w Sydney (2000 r.) i Atenach (2004) Tomasz Kucharski kontra o sześć lat młodszy złoty medalista igrzysk w Pekinie (2008) Michał Jeliński. Znakomite nazwiska ściągnęły wielu widzów. Nie tylko biernych, ale także tych, którzy próbowali swoich sił na egrometrze. Urządzeniu, które doskonale odwzorowuje czynności wykonywane przez wioślarzy na wodzie. Ostatecznie gorzowianie przez kilka godzin świetnie bawili się tylko z Kucharskim. Finał to nie były przelewki, ale mistrz jeszcze raz dał sobie radę. Sprinterski dystans 250 m "przepłynął" o dwie sekundy szybciej od innych. - Choć nie udało mi się pojechać na trzecie igrzyska to czuję się spełnionym człowiekiem - opowiadał wioślarz, który przed walką na ergometrach, odbył prawie dwugodzinną pogadankę z kibicami. - Nie odmawiam żadnego spotkania z fanami. Ciągle chcę się dzielić moimi przeżyciami, mam swoje zadania do zrealizowania w pracy z młodzieżą. A na wodzie wciąż pozostaje godny następca Michał, który przejął olimpijską pałeczkę, a właściwie olimpijskie wiosła.

Jeliński został na zgrupowaniu w Wałczu, gdzie wszyscy członkowie czwórki podwójnej - oprócz triumfu olimpijskiego, również czterokrotni mistrzowie świata - walczą, aby nie wypaść z osady. Pewnie Michał doskonale zapamiętał historię starszego kolegi z Gorzowa. Przecież legendarnej już dwójki podwójnej wagi lekkiej mogło w ogóle nie być. W 1996 r. z bydgoszczaninem Robertem Syczem najpierw zaczął pływać Tomasz Fiłka. W tym składzie Polacy pojechali na pierwsze zawody Pucharu Świata w 1997 r. i zajęli piąte miejsce. Fiłka miał w porze kolejnych testów uroczystość rodzinną i musiał wyjechać ze zgrupowania. Do dwójki wsiadł obok Sycza Kucharski. - Sprawdziany wypadły rewelacyjnie - wspominał gorzowianin. - Trener Jerzy Broniec w tym momencie przestał się zastanawiać i postawił właśnie na nas. Życie sportowca nie znosi próżni, młodzi stale naciskają. Trzeba stale potwierdzać swoją moc. Tak jest we wszystkich konkurencjach, nie tylko we wiosłach.

Przeciętne występy w tegorocznym Pucharze Świata - przed tygodniem w Monachium "dominatorzy" z czwórki podwójnej zajęli dopiero szóste miejsce - wywołały głosy, że w tej osadzie może dojść do zmian. Stąd tak duża mobilizacja w obozie mistrzów. Czy faktycznie ktoś z wielkiej czwórki może nie dopłynąć do wymarzonych igrzysk w 2012 r. w Londynie? Trener Aleksander Wojciechowski, który zapowiedział eksperymenty, uspokaja: - Trudno się dziwić, że inni próbują pobić dominującą tyle lat osadę. Z wyników nie robimy tragedii. To nie pierwszy nasz dołek. Zawsze dawaliśmy sobie radę. Musimy poprawić jakoś pływania. Najważniejsze, że szczerze do bólu ze sobą rozmawiamy. Do jest droga do odbudowy.

Zawodnicy wolą się jednak pilnować. Tym bardziej, że np. 24-latek Piotr Licznerski z Gdańska na testach w Wałczu (zastąpił Jelińskiego, gdy gorzowianin pojechał na chrzciny), wskakując na chwilę do łódki "dominatorów", wypadał bardzo dobrze. I być może 9 lipca popłynie w tej osadzie w finale Pucharu Świata w Lucernie. - Trudno się dziwić, że trenerowi zależy na tym, aby czwórka podwójna dalej była najlepsza i pływała jak najszybciej - powiedział Jeliński, który wcale nie musi stracić miejsca na rzecz Licznerskiego. - Nikt nas nie straszy, przecież wymiany nie da się zrobić z dnia na dzień. Mamy nadzieję, że jeśli do takiego eksperymentu dojdzie, to tylko na chwilę. Naszą docelową imprezą są wrześniowe mistrzostwa Europy [ostatecznie jednak odbędą się w Portugalii - przyp. red.]. Co roku, właśnie w kluczowym terminie, byliśmy w optymalnej dyspozycji. Wierzymy i mocno pracujemy, aby tak samo było i tym razem - zakończył gorzowianin.