Derby żużlowe wygrała "Boska Stal" [ZDJĘCIA]

Zawodnicy Stali zrewanżowali się lokalnemu rywalowi z Zielonej Góry. Gorzowianie pewnie wygrali u siebie derbowy pojedynek z Falubazem 49:39. Wielkie święto lubuskiego żużla oglądało ponad 11 tysięcy osób.
- Słonko, dużo luzu, pełne trybuny. Tak powinny zawsze wyglądać derby - witał nas na padoku uśmiechnięty Andrzej Huszcza, legenda zielonogórskiego żużla, który na torze spędził ponad 30 lat. Pamięta gorzowsko-zielonogórskie pojedynki jeszcze z lat 70.

Nie chciał typować wyniku niedzielnego meczu. - Złe przeczucie? - pytamy. - Huszcza tylko puścił oczko: - Po prostu trudno przewidzieć, co się tutaj wydarzy.

Pewny siebie i gorzowskiej drużyny był prezydent Tadeusz Jędrzejczak. - Oczywiście wygramy, będzie 52:38 dla Stali. I zabierzemy zielonogórzanom bonusa za lepszy wynik w dwumeczu - przekonywał tuż przed meczem Jędrzejczak.

Stal, od czasu, gdy w 2008 r. wróciła do ekstraligi, zdołała wygrać z Falubazem tylko raz w siedmiu spotkaniach. Kibice z Gorzowa dawno tak nie pragnęli zwycięstwa swoich idoli, jak w niedzielę. Marzyli o zwycięstwie już przed trzema tygodniami, wtedy liderujący w lidze żółto-niebiescy jechali do ostatniego w tabeli mistrza Polski z Zielonej Góry. Falubaz odrodził się jednak właśnie w derbach, pokonał rywali 50:40.

Tym razem musiało być inaczej. Fani, którzy w komplecie zapełnili trybuny w Gorzowie (biletów nie było od środy, u koników kosztowały nawet 150 zł), z apetytem czekali na derbowy triumf. - Mam nadzieję, że ta ciężka praca, którą wykonaliśmy, nie pójdzie na marne - mówił trener Stali Czesław Czernicki do prezesa Władysława Komarnickiego w parku maszyn. Szkoleniowiec czuł presję, nie był pewny. Nic dziwnego. Dzień przed derbami jego liderzy mieli problemy w turnieju Grand Prix rozgrywanym w Kopenhadze. Nicki Pedersen był bardzo wolny i nie dostał się nawet do półfinału. Tomasz Gollob zmagał się z grypą (mimo tego zajął w Danii drugie miejsce).

Spokojniej było w obozie zielonogórskim. - Nastrój bojowy, ale bez napinki. Chcemy wygrać, jednak nic na siłę - podkreślał Grzegorz Zengota. - Najgorzej będzie na prezentacji - dodał młody zawodnik Falubazu. I rzeczywiście, kibice z Gorzowa - co jest derbowym zwyczajem - mocno ich wygwizdali.

Ale dali też popis dopingu i wsparcia. Gdy żużlowcy Stali wyszli do prezentacji, cały stadion ryknął: "Jesteśmy z wami". Później na wysokiej trybunie zobaczyliśmy efektowną oprawę. Fani trzepotali flagami z herbem Stali. Było ich kilkadziesiąt. Jeszcze więcej mieli srebrnych folii. Nad nimi żółto-niebieski napis "Boska Stal" i wizerunek Boga trzymającego herb gorzowskiego klubu. Obok transparent: "Nie będziesz miał klubów innych przede mną". W tle słyszeliśmy znany motyw z "Gwiezdnych wojen".

Zielonogórzanie nie byli dłużni. Też mieli przygotowaną oprawę, w stylu reklamy jednego z banków. W połowie zawodów wyciągnęli masę czerwonych kartoników. Na nich taki napis: "Wygrywamy 9 z ostatnich 11 meczów derbowych; rozwijamy flagę na waszych sektorach; 2 razy w roku zapełniamy wam stadion; wysyłamy was na przyspieszone wakacje. Falubazbank - co jeszcze możemy dla was zrobić?"

Wielkie emocje mieliśmy też na torze. Gorzowianie nie odpuszczali zielonogórzanom, zielonogórzanie - gorzowianom. Dramaturgii nie brakowało. Zanotowaliśmy sześć upadków, na szczęście niegroźnych. Wyścigi były kilka razy powtarzane.

Żużlowcy Stali prowadzili od początku meczu, mozolnie budowali przewagę. Zwycięstwa byli pewni po 14. wyścigu, gdy prowadzili ośmioma punktami. Na trybunach wielkiej radości nie było, bo fani na Śląskiej czekali na bonusa. Nie doczekali się jednak, Nicki Pedersen i Tomasz Gapiński w ostatniej gonitwie przez chwilę prowadzili nawet podwójnie. Ale liderów z Gorzowa odważną szarżą przedzielił Szwed Fredrik Lindgren i dodatkowego jednego punktu za dwumecz nie zgarnęła żadna z lubuskich ekip.

Zobacz także: Jak punktowali żużlowcy z Gorzowa i Zielonej Góry



Mecz gorzowianie oglądali wspólnie z zielonogórzanami. Gorzowscy aktywiści z Akcji Utylizacji Animozji (AUA) zaprosili na stadion Leszka i Piotrka z Zielonej Góry. - Było bardzo sympatycznie. Oglądaliśmy mecz z wysokiej trybuny. Z zupełnie innej perspektywy Tam wszystko świetnie widać, żużel naprawdę smakuje inaczej - mówili fani z południa. - Derbów już może w tym roku nie będzie, ale mamy kilka pomysłów. Jeszcze o nas usłyszycie - powiedział Daniel Adamski, koordynator projektu AUA.

I szkoda tylko, że atmosfera piknikowa nie trwała przez cały mecz. W zielonogórskim sektorze znalazła się jedna czarna owca. W czasie dziesiątego wyścigu, gdy dwaj gorzowianie prowadzili 5:1, na tor poleciało niebieskie krzesełko. Na szczęście kawałek plastiku nie uderzył żadnego z pędzących na łuku żużlowców...