Sport.pl

Władysław Komarnicki ma energię do obniżania cen

- Za najważniejsze żużlowe drużynowe światowe imprezy w tym roku i następnym, dzięki Polskiej Grupie Energetycznej, nasi kibice zapłacą mniej niż za ligę. A w tle już bardzo wyraźnie widzę cykl Grand Prix przez trzy lata w Gorzowie - zapowiedział prezes Stali Gorzów.
Do podpisania umowy między prezesem Komarnickim (Stal jest organizatorem Drużynowego Pucharu Świata w Gorzowie), a przedstawicielem PGE S.A. Piotrem Szymankiem doszło w poniedziałek. Kontrakt jest owiany klauzulą tajności, ale wiemy, że idzie o wsparcie sponsorskie idące w miliony złotych, które wcale nie musi się skończyć na tegorocznej eliminacji DPŚ i przyszłorocznym barażu oraz wielkim finale. Z okazji tej imprezy na stadionie im. Edwarda Jancarza ma być wybudowana druga wysoka trybuna. Przetarg i udział w nim firmy Interbud-West wywołał sporo kontrowersji, o które też postanowiliśmy zapytać prezesa Stali.

Ireneusz Klimczak: Co konkretnie daje kibicom umowa z PGE S.A.?

Władysław Komarnicki: Sponsor powiedział jasno: chce zobaczyć najlepszy Drużynowy Puchar Świata w historii. Sukces Polski to już bardziej życzeniowa sprawa, choć u siebie w domu muszą dać radę. To będzie możliwe wyłącznie przy pełnych trybunach. Sceptycy nie wierzyli w nas przy drużynówce juniorów, a gorzowska wysoka frekwencja ostatecznie poszła w świat. Podpisana właśnie umowa gwarantuje, że na największe imprezy sportowe w regionie będą tanie wejściówki. I dzięki temu trybuny bez żadnych łysin.

Prezydent Tadeusz Jędrzejczak właśnie ogłosił, że 15 czerwca powinien się rozstrzygnąć ponowny przetarg na budowę drugiej trybuny na naszym stadionie. Interbud-West weźmie w nim udział?

- A czy ja o tym decyduję?

Jak to? Przecież jest pan przewodniczącym rady nadzorczej tej spółki. Pewnie m.in. dlatego radny PO Robert Surowiec, przy okazji pierwszego, unieważnionego przetargu pytał w "Gazecie", czy pan Komarnicki jest przyjacielem prezydenta, prezesem Stali, czy reprezentantem firmy budowlanej.

- Za to mam ogromny żal do dziennikarzy, że poszli do wszystkich tylko nie do źródła i niektórzy z nich wylali na moją głowę ogromny kubeł pomyj, próbując zupełnie niezasłużenie zszargać moje nazwisko. Kolejny raz zastanawiam się po co był mi ten żużel. Byłbym dziś szanowanym biznesmenem, z większą ilością wolnego czasu i fajnie spędzonych chwil. Decyzję o wystartowaniu w przetargu podjęła spółka Energoinstal S.A. z Katowic, od dwóch lat strategiczny inwestor PBU Interbud-West i jednocześnie większościowy udziałowiec. To Energoinstal narzuca spójną strategię działania podmiotom zależnym, wyznacza obszary aktywności spółek, które w głównej mierze są skoncentrowane w swoich regionach. Jako przewodniczący rady nadzorczej jestem wyłącznie organem kontrolującym i nie mam żadnego wpływu na dobór ofert, politykę kształtowania cen, określania strategii.

Rozmawiamy jednak w siedzibie Interbud-West, którą pan tworzył i jest pan jednoznacznie kojarzony. A do rozbudowy stadionu podczas spotkania z radnymi na wieżyczce przekonywał pan radnych jako prezes klubu, czy człowiek z firmy budowlanej?

- Mówiłem o wizji, o inwestycji, która wyjdzie miastu wyłącznie na dobre. Nie o żużlu regionalnym, ale o najważniejszych na świecie turniejach Grand Prix. To nie jest wyłącznie stadion dla sportu, o czym coraz częściej zaczynamy się przekonywać i zarządca obiektu o to zadba. Komarnickiego zaraz nie będzie, a stadion pozostanie gorzowianom na lata. Naprawdę myślicie, że miałem w głowie wyłącznie przetarg? To straszne. Uważam, że nie zasłużyłem sobie na to. Miałem pójść do prezesa Energoinstalu i powiedzieć, żeby odpuścił, bo zaczną mnie oczerniać? Usłyszałbym, że chyba upadłem na głowę, a żużel to moja prywatna sprawa. Czy cokolwiek tutaj zostało zatajone, zrobione niezgodnie z prawem? O kwotach mówi się od dawna, przetargi mają swoje przepisy. Najłatwiej jednak kogoś, tanim kosztem, strasznie oczernić.

Wracając do żużla. W niedzielę derby. Czego po tym spotkaniu pan oczekuje?

- Życzyłbym sobie pięknej pogody, bezpiecznych, super bawiących się trybun i naszego zwycięstwa. Aury nie możemy zamówić i mamy z nią w tym sezonie duży kłopot, choć tym razem ma być wreszcie ciepło. Co do widowni to mam nadzieję, że przyjaciele z południa też zasiądą ze swoimi kibicami w sektorze dla gości i w ten sposób będzie taki spokój jak ostatnio w Zielonej Górze. Chcemy wygrać, ale nie za wszelką cenę. Tor będzie do walki, a nie do jazdy gęsiego. Tak, aby wszyscy na stadionie i przed telewizorami przeżyli ogromne, godne derbowego starcia emocje.

Odwołany w niedzielę mecz z Toruniem ma być rozegrany dopiero 8 sierpnia. Marek Cieślak z Wrocławia już pisze do władz ekstraligi, aby wydłużyć sezon zasadniczy i trochę przesunąć play-off. Może Gorzów też się powinien do tego przyłączyć?

- Jestem jak najbardziej za, bo jazda w tygodniu to zdecydowanie mniejsze wpływy. Zresztą i tych terminów już brakuje.

Na koniec. Słyszał pan o Antonim Króliku? Kibicu, który na mecze Stali dojeżdża pociągiem kilkaset kilometrów? Wybiera się w niedzielę na derby. Jeśli mu się oczywiście uda, bo na razie próbuje dojść jakoś do ładu po wielkiej tragedii. Jego dom w Sandomierzu zalała woda.

- Słyszałem o tej historii i jutro na zarządzie będziemy o tym rozmawiać. Coś na pewno wymyślimy. Jedna hurtownia podaruje okno, druga drzwi i zaraz naszemu fanowi powinno być lżej. Na pewno wszyscy stalowcy nie zostawią go w potrzebie.

*Władysław Komarnicki - od 2005 r. prezes Stali Gorzów