Mourinho wygrał w sobotę i w... niedzielę

- Nie oglądałem żużlowego Grand Prix w Czechach, do Tomasza Golloba zadzwoniłem z gratulacjami późnym wieczorem. Delektowałem się popisem taktycznym mojego idola Jose Mourinho. To on mnie natchnął do walki w Toruniu - opowiadał po wielkim zwycięstwie Caelum Stali z Unibaksem trener Czesław Czernicki.
"Mourinho pracuje w Stali" - takim tytułem otwieraliśmy "Gazetę" z 4 listopada ubiegłego roku, informując o tym, że Stanisława Chomskiego zastąpi w Gorzowie Czesław Czernicki, zielonogórzanin z krwi i kości. "Na 59-letniego szkoleniowca mówią Mourinho. To porównanie do słynnego, ekscentrycznego portugalskiego trenera piłki nożnej, bardzo Czernickiemu pasuje. Uważa siebie za pasjonata, ale i w pewnym sensie dyktatora. W trakcie wyścigów, wygina się, jedzie razem z żużlowcami, a po zwycięstwie wybiega na tor z taką radością, jaką widzimy u futbolistów po strzeleniu ważnego gola. Uważa, że w żużlu szansę na sukcesy mają tylko wojownicy i taka właśnie była każda jego mistrzowska ekipa." - wszystko to, o czym pisaliśmy w listopadzie, widzieliśmy już w Gorzowie. I widzimy Stal walczącą, liderującą w ekstralidze. Wygrywającą, choć cały potencjał w żadnym meczu na pewno jeszcze nie został wykorzystany! A także podwójny wielki triumf taktyczny Mourinho w ten weekend - Portugalczyka z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów w sobotę oraz gorzowskiego szkoleniowca w niedzielę w Toruniu.

Inspiracja po ciężkiej sobocie

Czernicki przyznał, że właśnie skończył się najtrudniejszy dla niego tydzień w tym sezonie. Najpierw porażka w derbach w Zielonej Górze - dla trenera mecz niewykorzystanych szans. W piątek wypadek na treningu Davida Ruuda i Tomasza Gapińskiego. Obaj żużlowcy byli stawiani na nogi aż do późnych godzin wieczornych w sobotę. Poobijany "Gapa" palił się do jazdy w Toruniu. - Wróciłem do siebie, włączyłem telewizor, ale nie na Grand Prix w Czechach, gdzie triumfował nasz Tomasz - opowiadał Czernicki. - Delektowałem się kolejnym popisem taktycznym mojego idola Mourinho. Szukałem inspiracji na bardzo trudny mecz z Unibaksem. W niedzielę rano podjąłem decyzję, że Davidowi i Tomaszowi dajemy spokój.

Nic wielkiego w Toruniu by się nie wydarzyło, gdyby nie rakietowa szybkość i optymizm Tomasza Golloba, który uśmiechem zarażał cały gorzowski parking, nieustępliwa, czasami ostra walka Nickiego Pedersena, niesamowity błysk talentu Przemka Pawlickiego, czy wreszcie ważne zdobycze na początku spotkania Łukasza Cyrana i na końcu Mateja Zagara. Te klocki trzeba było jednak na zimno poukładać. Choć po 9. wyścigach przegrywaliśmy 22:32 to wiedzieliśmy, że dalej będziemy posyłać na tor same mocne pary. Odrobiliśmy wszystkie straty z nawiązką. Wygraliśmy 47:43. A gorzowski Mourinho mógł świętować z Gollobem przed główną trybuną na Motoarenie, zaraz po zakończeniu ostatniego startu.

Nicki szuka szybkości

"Gratulujemy Stali zawodnika, który w trakcie ważnego meczu ligowego testuje motocykle" - takie wpisy pojawiły się na forach żużlowych zaraz po występie naszych z Unibaksem. Czy naprawdę Pedersen powiedział w telewizyjnym wywiadzie, że przyjechał do Torunia na testy, bo ma tutaj za dwa tygodnie Grand Prix? Czy zawodnik biorący wielką kasę, postradał zmysły? Warto wsłuchać się w całą wypowiedź po angielsku Duńczyka i jeszcze wziąć pod uwagę to wszystko, co powiedział po sobotnim występie w Czechach, gdzie zajął drugie miejsce w finale, ale do decydującej rozgrywki dostał się bardzo szczęśliwie. - Po wygranym pierwszym wyścigu dalej skakałem z motoru na motor, bo mam tu niedługo Grand Prix i cały czas szukam szybkości, której mi strasznie w Toruniu brakowało w połowie zawodów - tłumaczył Pedersen. - Wszystko po to, aby tak jak najwięcej punktów mojej drużynie. Miałem dołek. Moja dyspozycja na wszystkich torach nie jest jeszcze zadowalająca, mam nad czym pracować z moim teamem. Ale co tam. Wygraliśmy niezwykle prestiżowy mecz, mamy na koncie tylko jedną porażkę. Po prostu pełnia szczęścia.

Wnuczek na dłużej

Pierwszy raz w tym roku w Stali pojechał 18-latek Łukasz Cyran i od razu błysnął. Wywalczył 3 pkt, wszystkie na rywalach z Torunia. - Życzyłbym sobie, aby dalej się tak rozwijał i na dłużej wysłał do domu Simona Gustafssona - stwierdził na gorąco wniebowzięty prezes Władysław Komarnicki. - Zajechałem drogę Przemkowi Pawlickiemu, straciłem prowadzenie, nie utrzymałem 5:1 z panem Gollobem - wyliczał swoje błędy ambitny wnuczek Edmunda Migosia, legendy Stali. - Muszę to wszystko poprawić, ale i tak bardzo się cieszę, że te moje małe punkciki pomogły drużynie. Po cichu liczę, że w najbliższą niedzielę pojadę znów przeciwko Unibaksowi już w domu, a tydzień później powalczę z Zieloną Górą.

STALOWCY PO 6. MECZU:

Tomasz Gollob - 33, 86, 2,606, 14,33; Nicki Pedersen - 32, 74, 2,313, 12,33; Matej Zagar - 29, 50, 1,724, 8,33; Przemysław Pawlicki - 21, 30, 1,429, 7,50; Tomasz Gapiński - 23, 30, 1,304, 6,00; Łukasz Cyran - 3, 3, 1,000, 3,00; David Ruud - 17, 14, 0,824, 3,50; Simon Gustafsson - 10, 6, 0,600, 1,20; Paweł Zmarzlik - 9, 5, 0,556, 1,67; Zbigniew Suchecki - 4, 1, 0,250, 0,50.

kolejno: ilość odjechanych wyścigów, ilość zdobytych punktów z bonusami, średnia biegowa, średnia meczowa