Sport.pl

Zażalenie wicemistrzów. Chcą oceniać sędziów

Decyzja arbitra w końcówce czwartego meczu o złoto z Lotosem Gdynia jeszcze długo będzie bolała gorzowian. - O wszystkim można mówić, a o sędziach nie. Czas to zmienić, aby już nigdy nikt nikogo nie skrzywdził w ten sposób - powiedział wiceprezes AZS PWSZ Ireneusz Madej.
Wcześniej w czwartym pojedynku gorzowianki zaprzepaściły kilka innych okazji, aby choć raz wygrać w Gdyni i przedłużyć serię o mistrzostwo do pięciu spotkań. Ambitnie szukały jednak swojej szansy do końca. Doszło do akcji, która wywołała tak wiele emocji i wycisnęła po gorzowskiej stronie wiele łez. Mieliśmy piłkę z boku, z połowy boiska. Samantha Richards zagrała tak jak wcześniej nasze koszykarki umówiły się w czasie przerwy. Podała do Sidney Spencer, a ta, jak wielokrotnie w tym sezonie, wykonała akcję rzutową zza linii 6,25 m. Czekaliśmy na trzy rzuty wolne i wyrównanie stanu spotkania na 3 s przed końcem. Sędzia Marek Ćmikiewicz zarządził jednak tylko dwa osobiste, bo dla niego to nie był rzut. Po meczu wszyscy - działacze, sędziowie - przyznawali, że decyzja arbitra była błędna. Cóż, Ćmikiewicz też człowiek, pomylił się. Medale rozdano. KSSSE AZS PWSZ drugi raz z rzędu został wicemistrzem Polski.

Sprawa ma jednak ciąg dalszy. Gorzowscy działacze obiecali prezesowi Polskiego Związku Koszykówki Romanowi Ludwiczukowi, że tak tej decyzji nie zostawią. Wczoraj wystosowali oficjalne pismo: "Zarząd Klubu Sportowego Akademickiego Związku Sportowego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim podjął decyzję o złożeniu protestu na sposób sędziowania w czwartym meczu finałowym rozegranym pomiędzy KS AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, a Lotosem Gdynia w dniu 1 maja 2010 r. Jesteśmy oburzeni, iż sędzia Marek Ćmikiewicz swoją decyzją pozbawił KS AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski szansy na dokończenie w sportowej rywalizacji meczu o Mistrzostwo Polski pomiędzy ww. zespołami. Już Baron Pierre de Coubertin pisał o duchu sportowej rywalizacji. Na jej straży powinien stać arbiter odporny na stres, presję kibiców oraz emocje. Niestety w tym meczu tych elementów zabrakło. Tym bardziej wyrażamy ubolewanie, iż tej szansy pozbawiono zespól z Gorzowa Wielkopolskiego na trzy sekundy przed zakończeniem spotkania."

Mecz skończył się już dawno, wyniku nie da się zmienić. O co więc chodzi gorzowianom? - O inne podejście w przyszłości - wyjaśnił wiceprezes AZS PWSZ Ireneusz Madej. - Mamy dla szefów naszych rozgrywek kilka propozycji. Chcemy mieć wpływ na to, co robią sędziowie. Oni tak samo jak zespoły tworzą jakość tej ligi, odpowiadają za sprawiedliwe wyniki. My jesteśmy oceniani i tak samo powinni być traktowani arbitrzy. Boleśnie przekonaliśmy się ile jedna, pochopna decyzja kosztuje. A jak nasi sędziowie nie radzą sobie z presją to niech w decydujących grach gwiżdżą ludzie z zagranicy.

Prawie zawsze krytykowanie arbitrów kosztuje. I tak może być również w tym przypadku. - Zdajemy sobie z tego sprawę, ale taką karę natychmiast zaskarżymy do sądu, bo błąd był ewidentny i zaraz po meczu wszyscy to przyznali, a więc mamy prawo go wytknąć, tak jak nam się wytyka pomyłki - zakończył Madej. - Może taka nasza reakcja uruchomi nowe mechanizmy. Może sędziowie częściej będą się naradzać między sobą i komisarzem, może kiedyś, tak jak w najlepszych ligach świata, skorzystają z powtórek telewizyjnych. Nigdy się nie dowiemy, czy jedna decyzja nie była decydująca dla dalszych losów złotej serii. Przecież to jeszcze nie byłby koniec meczu. Te wolne trzeba było trafić, a potem zwyciężyć w dogrywce. Tym bardziej taka decyzja wymagała i w przyszłości będzie wymagać konsultacji, bo lepiej przyznać się do błędu niż komuś zrobić krzywdę. Za tak ważne decyzje odpowiedzialność musi brać na siebie każdy z nas, nie tylko jedna strona.