Przemek Pawlicki: Jak najszybciej zaspokoić głód

- Wszystkie zawirowania na pewno mi nie pomogły. Na szczęście mam już to za sobą, ściganie na motocyklu jest dla mnie całym życiem. Na dziś jest Stal i rozwój przy boku Tomasza Golloba. To dla mnie wielka szansa - powiedział nowy nabytek Caelum Stali.
Pawlicki w pierwszym spotkaniu w Tarnowie wywalczył dla Stali tylko jeden punkt, ale w debiucie na swoim nowym, domowym torze wyjeździł już średnią na wyścig 2 pkt. W poniedziałek pojechał pierwsze w życiu ligowe zawody w Anglii i tam dał swojej drużynie 7 pkt - Pszczoły z Coventry też wygrały. Zapytaliśmy Przemka, czy zdaje sobie sprawę jak duże z jego przyjściem wiąże się w Gorzowie nadzieje.

Ireneusz Klimczak: Debiut w Tarnowie ci nie wyszedł, ale tydzień później z miejsca kupiłeś gorzowskich kibiców.

Przemysław Pawlicki: A możemy się umówić, że za debiut w Stali liczymy ten mecz na swoim torze? Przed spotkaniem z Unią wszystko działo się bardzo szybko. Nareszcie podpisany kontrakt, długa podróż, zabrałem silniki wyłącznie na twardy tor, takiego się tam spodziewaliśmy. Spadł deszcz i wszystko strasznie skomplikował. Przed spotkaniem z Włókniarzem spokojnie trzy dni popracowaliśmy z trenerem. To musiało dać efekt, z czego bardzo się cieszę.

Nie żałujesz, że jesteś w Stali, a nie ścigasz się jednak dla Unii Leszno?

- Z perspektywy czasu można powiedzieć, że te sprawy poszły trochę za daleko. Przy okazji chciałbym gorąco przeprosić tych, którzy tak fajnie wcześniej mi dopingowali. Mam nadzieję, że nadal mogę na nich liczyć. Po informacji, że gorzowianie dogadali się z działaczami z Leszna, poczułem wielką ulgą. Byłem w próżni, traciłem sezon, a teraz z tej niewesołej sytuacji mamy jakieś wyjście. Walczę dla Stali i niech to będą jak najlepsze wyniki.

W play-off, jeśli Stal wpadnie na Unię to będziesz mógł pojechać przeciwko klubowi, z którego jesteś wypożyczony.

- Nic to nie zmieni. Teraz najważniejsze się punkty dla Gorzowa. Jak najwięcej w każdym spotkaniu. Tyle, abym czuł, że nie sprawiam komuś zawodu. A do Unii na pewno mam wielki sentyment i prędzej, czy później chciałbym do Leszna wrócić.

W meczu z Włókniarzem zawodu raczej nie sprawiłeś.

- Sam też jestem zadowolony. Wygrany wyścig juniorów, kilka punktów zabranych po walce poważnym przeciwnikom. I gdyby nie ta wpadka, gdy z Tomaszem Gollobem prowadziliśmy 5:1, byłoby całkiem super. Wstyd się przyznać, ale źle policzyłem okrążenia. Myślałem, że to już koniec, puściłem gaz, Peter Karlsson wjechał w moje miejsce, a potem na pierwszą pozycję. To wszystko wynika z braku objeżdżenia. Nie jest winien sprzęt, a ja sam. Ruszyłem w Polsce i Anglii, za chwilę wystartuję też w Szwecji. Impreza za imprezą i straszny głód jazdy powinien zostać zaspokojony.

Tomasz Gollob w parkingu pomaga?

- Bardzo. Można też liczyć na wskazówki innych zawodników. Co do toru, zachowań, ustawień motocykla. Objechałem w Stali tylko dwa mecze, a już się przekonałem, że jest tutaj drużyna, która wie czego chce. Zespołem są także ci, którzy akurat do składu się nie załapali. Taka rywalizacja na treningach podnosi umiejętności nas wszystkich.

Zawodnika, który w drużynowych mistrzostwach świata juniorów w Gorzowie zdobył komplet punktów nie wypada chyba pytać, czy tor przy Śląskiej mu pasuje.

- Przede wszystkim jest do walki, a to zawodnikom i kibicom pasuje najbardziej. Można wyjechać na szeroką, zaatakować przy krawężniku. Start jest niezwykle istotny, ale coś tam do wypracowania zostanie na trasie. To ważne. Ze złotych mistrzostw mam same fajne wspomnienia. Za każdym razem z podziwem patrzę na gorzowski stadion, a słyszałem, że z drugiej strony też powstanie wysoka trybuna. Marzy mi się, aby na takich obiektach wygrywać znacznie bardziej prestiżowe medale.

Najpierw trzeba spróbować pokonać w najbliższą niedzielę mistrza Polski w Zielonej Górze. To mecz szczególny, bo derbowy.

- Na pewno będzie to jedno z najtrudniejszych wyjazdowych spotkań, ale nikt po naszej stronie nie odpuści. Wiemy, że jest tam nowa, zagadkowa nawierzchnia. Jak mówił trener, geometria tego toru za bardzo się nie zmieniła. Koncentracja będzie jak zwykle, czyli bardzo bojowa. Ważne, aby szybko się dopasować, dobrze startować i dać z siebie wszystko na dystanse. Jeździłem już na różnych, zaskakujących torach, dlatego nic nie jest mnie w stanie przerazić. Z nawet największych trudności można wyciągnąć pozytywne wnioski. Mamy wyrównaną drużynę, kilka udanych występów z rzędu. Czemu więc znów nie ma być dobrze. Osobiście zawsze podjeżdżam pod taśmę pełen optymizmu i liczę na zwycięstwo. Innego podejścia sobie nie wyobrażam.

*Przemysław Pawlicki - 19-letni żużlowiec, aktualny mistrz świata juniorów w drużynie oraz indywidualny i drużynowy mistrz Europy, wypożyczony do końca obecnego sezonu z Unii Leszno do Caelum Stali Gorzów