Gdzie gorzowskie koszykarki posiały złote klucze

Długa przerwa w rozgrywkach zabrała nam zespołowość i skuteczność, pech pozbawił gorzowską drużynę pomocy Ludy Sapowej, a Nicky Anosike więcej kosztowała, niż była warta. Klucze do złota jedenasty raz były w rękach Lotosu Gdynia.
Nazajutrz po czwartym meczu finałowym i dekoracji w Gdyni, w drodze do domu były już Amerykanki - Nicky Anosike oraz Sidney Spencer, w niedzielę po południu, przez Berlin i Londyn, wyjechała Australijka Samantha Richards, a pociągiem ruszyły w rodzinne strony Julia Dureka z Ludą Sapową. Nie ma także w Gorzowie najlepszych Polek, które dziś wraz z trenerem Dariuszem Maciejewskim wylatują do USA, gdzie tym razem w biało-czerwonych barwach zagrają trzy gry towarzyskie z zespołami WNBA. Wszystkie zapewne jeszcze zastanawiają się, dlaczego nie sięgnęliśmy marzeń? Przecież do półfinału play-off włącznie szło nam tak znakomicie. To KSSSE AZS PWSZ miał być pierwszy raz mistrzem. Odebraliśmy jednak drugi raz srebrne medale. Też piękne i wywalczone po ciężkiej walce, ale

Gdzie pogubiliśmy klucze do złota?

W czterech pojedynkach - Lotos wygrał finałową serię 3-1 - dzieliło nas łącznie od Gdyni zaledwie 13 pkt. Bardzo mało. Przegraliśmy niuansami, o których warto powiedzieć. Tak samo jak niuansem był kontrowersyjny faul na Sidney Spencer w końcówce ostatniego spotkania. Prawidłowy gwizdek dałby gorzowiankom trzy rzuty wolne i być może wielką szansę na dogrywkę. Ten mecz, tak jak dwa wcześniejsze, KSSSE AZS PWSZ mógł jednak wygrać wcześniej

Teraz już wiemy, że długa przerwa w rozgrywkach - mecze przekładano, bo w kraju mieliśmy żałobę narodową po katastrofie samolotu prezydenckiego - bardzo zaszkodziła naszej drużynie. Po niej zagraliśmy tylko jedno spotkanie z CCC Polkowice, znów odpoczywaliśmy i zaczął się finał. Pierwszy mecz w porządku, dalej - tylko średnio. Wielka walka, olbrzymia determinacja, wiele chęci, ale najpierw brak zespołowości, a później ta skuteczność - średnio w czterech spotkaniach tylko 37 proc. z gry! O 6 proc. mniej niż w finale przed rokiem, w którym Lotos miał drużynę kompletną, a my byliśmy spełnieni, szczęśliwi, że odbierzemy pierwsze srebro w historii. W sobotę, w kończącej serię grze, trafiliśmy zaledwie 20 z 66 rzutów, a przegraliśmy tylko 58:60. Procenty niech każdy wyliczy sobie sam. - Lotos cały czas był w ostrej walce, mógł z Toruniem nawet przegrać, grał w półfinale pięć spotkań - stwierdził trener Maciejewski. - Jak widać w play-off ten nieustanny poziom adrenaliny ma duże znaczenie. Rywal zahartował się w boju, my już na swój najlepszy poziom nie wróciliśmy.

Olbrzymiego osłabienia doznaliśmy na początku trzeciej gry, pierwszej w Gdyni. Chyba właśnie w tym momencie straciliśmy najważniejszy klucz do złota. Ludmiła Sapowa to według statystyk najlepszy gracz KSSSE AZS PWSZ w tym sezonie. Rosjanka średnio zdobywała 13 pkt. Gdyby je nadal rzucała, dziś mielibyśmy mistrzostwo, a przecież i bez niej byliśmy bardzo blisko Lotosu, mieliśmy swoje okazje na zwycięstwo. - Na ciąg dalszy serii w Gdynii ustawiliśmy wiele gier specjalnie pod Ludę i na początku dwie akcje świetnie nam wyszły - opowiadał nasz szkoleniowiec. - Jak widać w finale trzeba mieć dużo szczęścia. Mój zespół na sam koniec rozgrywek fart zdecydowanie opuścił.

- Wraca do nas jeszcze nie jako gwiazda największego formatu, ale już na pewno jako gwiazda światowej koszykówki - tak mówił o Nicky Anosike w styczniu trener Maciejewski. Witaliśmy ją w Gorzowie z olbrzymimi nadziejami, po super sezonie w WNBA, jako koszykarkę znającą nasz system grania. Była znacznie droższa, ale miała być znacznie lepsza. Pod koszami rozbić Ivanę Matović i Magdalenę Leciejewską, dawać KSSSE AZS PWSZ po kilkanaście punktów i zbiórek.

Niestety Nicky zawiodła na całej linii i raczej na długo zamknęła sobie drzwi do naszej drużyny. Anosike nawet nie zbliżyła się do osiągnięć z poprzedniego finału. Statystyki Amerykanki z 2009 r.: średnio 14,4 pkt, 55 proc. z gry i 6 zbiórek. Rok później: 9,75 pkt, 33 proc. z gry i 5 zbiórek. Szczególnie razi dramatyczna skuteczność nawet w najlepszych okazjach. Gdyby koszykarka z USA w trzeciej i czwartej grze trafiła to co powinna Teraz możemy sobie tylko pogdybać. Anosike była jakaś nieobecna, bez należytej koncentracji, poirytowana. Uważa się za klasowego gracza, ale w najważniejszy test jakości zwyczajnie oblała. - Jestem zawiedziony jej postawą - krótko stwierdził Maciejewski. - Ma duże możliwości, z których jednak tym razem nie skorzystała.

Po drugim przegranym finale zostało nam masę doświadczeń. Na pewno skład KSSSE AZS PWSZ nie zmieni się na następne rozgrywki w 100 proc. Zostaną dziewczyny, które zechcą walczyć o drugą, a nawet trzecią serię o złoto. Z już większą pewnością, odpowiedzialnością, także odwagą brania na siebie odpowiedzialności za wynik w decydujących akcjach, których mistrzyniom nie wolno zmarnować. Nie wszystko w tym roku było przecież złe. Trzeba o tym pamiętać, pielęgnować, powtórzyć. Tylko finału chcemy w przyszłości innego. Do trzech razy sztuka

43

to procent rzutów z gry gorzowianek w finale w ubiegłym roku

37

a to procent rzutów z gry KSSSE AZS PWSZ z tegorocznych gier o złoto