Debiutując jako faworytki nasze koszykarki zawsze muszą być zespołem

Słabszy dzień, dekoncentracja? Ważne, że nam nie wyszło, a rywalki z Gdyni pokazały jak trudna jest finałowa seria. Złośliwi niech zamilkną! Nic się jeszcze nie rozstrzygnęło. KSSSE AZS PWSZ wciąż pragnie i może być złoty!
Ach, jaki niecierpliwy i zmienny jest kibic. Po pierwszym finałowym meczu w Gorzowie (78:74) prawie każdy miał nakreślony dalszy scenariusz: zaraz drugie zwycięstwo KSSSE AZS PWSZ w domu, później święto w piątek w Gdyni i szampańska zabawa na majówce. W drugim pojedynku przegrywamy z Lotosem 72:80. Słyszymy wisielczy humor - gratulacje dla Gorzowa z okazji zdobycia drugiego z rzędu srebrnego medalu. A przecież. - To jest najtrudniejsza seria z możliwych, grają tutaj najlepsze z najlepszych, a akurat w tym sezonie trafiły na siebie dwie wyrównane drużyny - powiedział trener Lotosu Jacek Winnicki. - Było 0:0, teraz jest 1:1. Super, że wywozimy z Gorzowa ważny sukces, ale tak naprawdę to jeszcze niewiele się zmieniło. Wciąż mamy remis, a do złota każdej z ekip potrzeba dwóch zwycięstw, dwa razy tyle co do tej pory. Jasne, że chciałbym zakończyć rywalizację w naszej hali. Z drugiej strony, przy tak stykowej rywalizacji, przewaga własnego boiska nie ma dla mnie wielkiego znaczenia.

Drugie starcie pokazało, że choć w finale jesteśmy drugi raz z rzędu to w wielu sytuacjach, mentalnie wciąż jesteśmy debiutantami. Dlaczego? Przed rokiem nikt od gorzowianek nie wymagał zwycięstwa, bardzo silny Lotos był zdecydowanym faworytem i bez większych problemów sięgnął po dziesiąty mistrzowski tytuł. Tym razem jest inaczej. To KSSSE AZS PWSZ jak burza przebrnął przez sezon zasadniczy oraz ćwierćfinał i półfinał play-off. W finale miał zagrać w roli tego, któremu bliżej do złota. I nie jest to łatwa rola. Tym bardziej w serii, w której trzeba być przygotowanym na walkę cięższą niż kiedykolwiek wcześniej. Trzy mecze i koniec? To byłoby piękne marzenie. Wystarczy sięgnąć wstecz. Do rywalizacji Lotosu z Wisłą Kraków. Rok po roku siedem spotkań (w tym sezonie seria została skrócona), złoto zabierane jednym rzutem, w ostatniej sekundzie, w dogrywce. Gdynia może ma gorszy skład, luki na niektórych pozycjach. Gdy już jednak dotarła do decydującej rozgrywki, na pewno nie położy się po jednej przegranej, tym bardziej, że wie jak tutaj, dzień po dniu, trzeba się mocno bić. Bo złoto i chwałę zabiera ten, kto wygra trzy razy! Trzy razy z pięciu? Bardzo prawdopodobne.

Jeśli nasze dziewczyny chcą być najlepszym zespołem w historii Gorzowa to teraz muszą choć raz wygrać w Gdyni - tam seria przenosi się na najbliższy piątek (godz. 18) i sobotę (godz. 16.15). Ewentualny piąty mecz w naszej hali - w poniedziałek 3 maja.

Najważniejsza sprawa na najbliższe dni to wyciągnąć właściwe wnioski. Oto co na gorąco zauważył nasz trener Dariusz Maciejewski:

Cieniem koszykarki z pierwszego finału była Nicky Anosike. 15-20 pkt to jest co, czego koniecznie potrzebuje od niej w tej serii KSSSE AZS PWSZ. Lotos zgodnie z przewidywaniami największą siłą dysponuje pod koszem, szuka mistrzostwa przez Magdalenę Leciejewską i Ivanę Matović. Nieźle w walce z tymi zawodniczkami spisuje się Iza Piekarska, jednak bez porządnego wsparcia Anosike, o kolejne zwycięstwa będzie bardzo trudno.

Nie graliśmy zespołowo. To była największa wada akademiczek z drugiego spotkania. Skąd ten pośpiech, bezsensowne decyzje? Jakby ktoś nas gonił i to już od pierwszej kwarty. Wcześniej seryjnie wygrywaliśmy, bo właśnie potrafiliśmy zachować zimną krew. Graliśmy swoją koszykówkę, nawet jak nie wpadało. W końcu za każdym razem poszukaliśmy graczy z lepszą celnością i w końcówce zabieraliśmy zwycięstwo. W poniedziałek całkiem tego zabrakło.

Czekamy jeszcze na choć jedno genialne granie Sam Richards i Justyny Żurowskiej, na seryjne "trójki" Sidney Spencer. Widać, że długa przerwa w rozgrywkach bardzo wybiła nas z rytmu, trudniej nam wspiąć się na najwyższy, często nieosiągalny dla innych poziom. Ale spokojnie, z Lotosem dostaliśmy porządnie w kość. W oczach naszych koszykarek było widać straszną złość, że ktoś zniweczył ich zwycięski plan. Z porażki też można wyciągnąć pozytywy i walczyć dalej, bo dla nikogo gorzowski plan na finał absolutnie nie zmienił się.

Kończąc. Nie wolno ruszyć kibicom i zawodniczkom nad morze z przeświadczeniem, że coś straciliśmy, już przegraliśmy. Powtarzamy to zdanie, którym kończyliśmy zapowiedź wielkiej serii z Lotosem: zróbcie to dziewczyny! Dacie radę! Będziemy z wami nawet pięć meczów! Aż do szczęśliwego, historycznego końca!