Sport.pl

Żużel: Róbmy swoje, będzie spokój

Prezesie Stali, niech pan nie wykonuje żadnego ruchu wobec ostatniego wezwania prezesa Falubazu oraz kolejnych, które najpewniej nadejdą! Strategia marketingowa Falubazu kręci się przede wszystkim wokół rywalizacji z Gorzowem i tworzeniu otoczki dodatkowej. Nie brnijmy w to! My skoncentrujmy się na sporcie, ważnych wyzwaniach organizacyjnych.
Plan billboardowego najazdu na Gorzów, wykupienie całego stadionu im. Edwarda Jancarza na derby, kibice wpuszczani na derby za darmo, obraźliwe filmy, świńskie piosenki, w końcu talk show z kibicami przez telefon, znaczy przez radio... Oj, nazbierało się tego. Z Falubazu Zielona Góra co rusz wypływają bardzo "śmieszne" oferty. Nas w Gorzowie aż zęby ze śmiechu bolą. Ale dla szefostwa klubu z Zielonej Góry liczy się to, że jest ruch w interesie, czy lato, czy zima. Bez względu, czy kręcą się w lewo, czy nie. Im więcej kamer, fleszy, mikrofonów i piór w okolicy, tym lepiej. I natychmiast druga strona, która od dawna nie ma ochoty być stroną, wywoływana do tablicy. Choćby na jedno zdanie. I jeszcze raz, drugi można zamieszać w tym smutnym, lokalnym żużlowym kotle. Prześledziliśmy, czy podobna wymiana uprzejmości panuje między Bydgoszczą a Toruniem. Nic z tego. Jesteśmy - strasznie to przykre - wybrani. I śmieszni.

Jest tyle innych, pięknych miast do "wspólnych akcji". Leszno, Wrocław, Tarnów... Faks czy znaczek na list kosztuje tyle samo. Tymczasem strategia marketingowa prezes Falubazu Roberta Dowhana kręci się przede wszystkim wokół rywalizacji z Gorzowem i tworzeniu otoczki dodatkowej.

Gdy przyszło naprawdę pokazać (bez publicznych występów i rezerwowania czasu antenowego), że żaden widz na jego stadionie nie jest mu obojętny, stanąć ponad i ująć się za spałowanymi niewinnie gorzowskimi kibicami na ostatnich derbach w Zielonej Górze, zrobić wszystko, aby pomóc poszkodowanym, skoncentrował się na ratowaniu własnej skóry. Znamy co najmniej kilka wypowiedzi Dowhana, z których wynika, że tak naprawdę nic się nie stało. A przecież wystarczyło posłuchać relacji tych, którzy to przeżyli. Nie patrzeć na tamte wydarzenia przez pryzmat szukających zadymy kretynów, ale ludzi z Wrocławia czy nawet Zielonej Góry, opowiadających straszne rzeczy.

Jeden jedyny raz włączymy się do żużlowej akcji promocyjnej Dowhana, podajemy swój pomysł na "dozgonną żużlową przyjaźń lubuskich klubów". Pomysł jest zupełnie prosty: zgaśmy kamery i cieszmy się ciszą! Sprawy organizacyjne spokojnie obie strony załatwią sobie w zaciszu klubowym, bo choć pewnie wielu o tym nie wie, świetnie to robią i bez problemów się dogadują. W ten sposób przekonamy się, kto za kim prędzej zatęskni, znów napisze jakiś durny, zaczepny list. 16 maja i 6 czerwca udowodnimy sobie swoją wyższość na torze, kibice - też bez fleszów potrafią ze sobą rozmawiać - znów zaskoczą nas piękną oprawą. I pójdziemy dalej swoimi drogami, do kolejnych spotkań i ekstraligowych przeciwników.

Prawdopodobnie swoje zasady wyznaczy nam życie. Zielonogórzanie, za naruszenie przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, dostali zakaz wpuszczenia gorzowian na najbliższe derby. Na stadionie w Gorzowie będzie budowana nowa trybuna, a więc pewnie fanów rywali, ze względów bezpieczeństwa, zabroni wpuszczać policja. Będzie okazja, aby się wyciszyć i zająć się wyłącznie swoimi sprawami.

Z szefem gorzowskiego żużla o słynnym "dwa razy wpieprz" rozmawialiśmy wielokrotnie. Robiliśmy wyrzuty, że zniżył się do poziomu billboardów na kółkach. Takie żenujące ruchy zawsze będziemy w Gorzowie piętnować. Róbmy swoje, bo naprawdę jest co robić dla wspólnego, lepszego jutra, bo aby być wśród najlepszych, naprawdę trzeba się narobić.

Prezesie Komarnicki, niech pan nie wykonuje żadnego ruchu wobec ostatniego wezwania Dowhana do okrągłego stołu oraz kolejnych, które najpewniej nadejdą! Przed panem o wiele poważniejsze sprawy: ostateczne zamknięcie budżetu na najbliższy sezon, ucieczka z szóstego miejsca, konkretny pomysł na nasz wkrótce naprawdę wielki stadion (musi częściej tętnić życiem, a trybuny nie mogą świecić pustkami). Wreszcie - zadbanie o każdy szczegół Drużynowego Pucharu Świata, a w perspektywie Grand Prix, aby te imprezy wywindowały nas w hierarchii żużlowych ośrodków jak najwyżej, zamiast doprowadzić do łez oraz wielkich długów.

Bardzo podoba nam się hasło: róbmy swoje. Prosto z nowego pomysłu na markę naszego miasta. A z zielonogórzanami, tak jak z innymi ekstraligowcami, spotkamy się dwa lub cztery razy w roku. I porozmawiamy tylko o żużlu, kto kogo wyprzedził, kto był lepszy. Nareszcie wyłącznie o tym. A przy okazji trzymamy z całych sił kciuki za awanse koszykarzy i siatkarzy z Zielonej Góry. Wtedy następne żużlowe pomysły marketingowe na pewno przegrają z sukcesami i emocjami czysto sportowymi.