Ruud (prawie) zdrowy i zaraz to udowodni

- Miałem wypadek na nartach, ale nic poważnego się nie stało - twierdzi David Ruud z Caelum Stali, który w tym tygodniu ma odwiedzić Gorzów.
O tajemniczej kontuzji Szweda Ruuda informowaliśmy w "Gazecie" w ubiegłym tygodniu. Zawodnik już dawno miał pojawić się w gorzowskim klubie, dopełnić kilka formalności dotyczących nadchodzącego sezonu, także pokazać się trenerowi Czesławowi Czernickiemu. Wymyślał różne powody, aby odwlec swoją podróż do naszego kraju. W końcu wyszło na jaw, że jeszcze w styczniu niezbyt szczęśliwie śmigał na nartach i uszkodził sobie obojczyk. Gorzowianie podejrzewali, że kontuzja może być poważniejsza, a Ruud straci początek sezonu. W tej sytuacji - w klubie jest zatrudnionych tylko pięciu seniorów na tyle samo miejsc w podstawowym składzie - konieczne byłoby jakieś zastępstwo. W rozmowie telefonicznej żużlowiec został poinformowany, że nie wolno mu już odwlekać wizyty w naszym mieście. W pogotowiu czekają także lekarze, którzy mieliby go dokładnie zbadać. To te same osoby, które ratowały Ruudowi skórę po ciężkim wypadku na torze w 2006 r. Szwed pojawi się w Gorzowie w tym tygodniu. Wcześniej jednak zdążył zbagatelizować całą sprawę. - To wszystko wydarzyło się już dość dawno temu - opowiadał Ruud portalowi Sportowefakty.pl. - Lekarze stwierdzili pęknięcie, zalecili kurację. Nie odpuściłem przygotowań kondycyjnych, musiałem tylko bardziej uważać na naruszony bark. W połowie marca, razem ze Stalą, na pewno wezmę udział w pierwszych treningach na motocyklach.

W czwartek lub w piątek dowiemy się dokładnie jaki jest aktualny stan zdrowia żużlowca. Wtedy też ma zapaść decyzja, czy Przemysław Pawlicki - cały czas przymierzany do Stali - ma ważny kontrakt z Unią Leszno, czy nie.