Dyskutujemy o marce. Sport to nasza gorzowska duma

Gorzów to przystań. Miejsce dla niespokojnych duchów, twórczych i oryginalnych. Czy takie określenie marki miasta wyklucza z niej sport? Absolutnie nie! Sport jest nasza dumą i w 100 proc. wpisuje się w strategię kreowania nowego wizerunku miasta nad Wartą.
Firma BNA przygotowała strategię zarządzania marką Gorzowa i stwierdziła jednoznacznie, że sport, który jest oczywiście atutem miasta, nie ma samodzielnego potencjału w kreowaniu wizerunku. Co to właściwie oznacza dla naszych koszykarek, żużlowców, piłkarzy ręcznych czy mistrzów olimpijskich i świata w sportach wodnych? Koniec z promocją Gorzowa poprzez sport? Festiwal barek na Warcie i reklamowanie miasta wyłącznie poprzez nadrzeczne położenie? A gdzie współpraca z silnymi sportowo i finansowo czołowymi drużynami w kraju - w najbardziej popularnych grach zespołowych? Przecież rok w rok miasto wkłada w te kluby regularnie kilka milionów złotych, a wyjmuje dumę, prestiż i sławę. Po pierwszej prezentacji nowej marki Gorzowa środowisko działaczy sportowych nie kryło oburzenia.

Spokojnie, sport nie straci swojej mocy

Po szczegółowym przejrzeniu materiałów dotyczącej strategii zarządzania marką miasta uspokoiłem się. Nowy wizerunek miasta nie zaszkodzi gorzowskiemu sportowi, a nawet może mu pomóc. Faktycznie, w mieście, które aspiruje do bycia przystanią dla ludzi oryginalnych i twórczych, pragnących nieustannie podnosić swój komfort życia, zamykanie się tylko w marce pod nazwą "gorzowski sport" byłoby błędem. Za to sport wyśmienicie wpisuje się we wszystkie strategiczne założenia nowej marki.

Ostatnia sobota. Wieczorem nasze koszykarki rozgrywają mecz ekstraklasy, który jest transmitowany na całą Polskę. Wygrywają siedemnasty raz z rzędu. Na banerach reklamowych co chwilę pojawiają się nowe kolory Gorzowa - Przystani. Kilkadziesiąt godzin później radni miasta decydują o dalszej modernizacji stadionu żużlowego, aby porządnie przygotować się do Drużynowego Pucharu Świata, a w dalszej perspektywie do zawodów Grand Prix. Mam nadzieję, że za chwilę porządnie zadbają też o to, aby sportowy kompleks przy Mironickiej nie pozostał wyłącznie piękną wizją. Już te przykłady pokazują, że mówiąc o marce, nie da się pominąć sportowców.

Idąc myślami twórców nowej wizji Gorzowa, którzy podkreślają znaczenie historii czy korzeni, z których wyrastamy, warto dodać, że ludzie sportu nie zjawili się tutaj wczoraj. Obecnie zbieramy plony wielu lat ciężkiej pracy, poświęcenia osób z pasją, nie oglądających się na profity czy światła kamer, a realizujących ze wszystkich sił swoje życiowe wyzwanie. Siłą choćby gier zespołowych czy sportów wodnych jest znakomite ludzkie zaplecze. Bez tego nie mielibyśmy szans na wiele sukcesów.

Aktywność fizyczna to nasza cecha szczególna. Znajdźmy drugie tak usportowione miasto wielkości Gorzowa. Nie ma szans. Potrzebujemy tylko konsekwencji i nieustannej pracy u podstaw. Pamiętajmy, że sport wyczynowy to tylko wierzchołek góry lodowej. Niżej jest sport masowy, będący szkołą życia - wytrwałości, samodzielności, czy po prostu kształtujący zdrowe ciało i zarazem ducha.

Lokalne wojenki nas nie interesują

O co walczymy? O medale, puchary, trofea? Absolutnie nie. To jest wyłącznie konsekwencja wieloletnich działań ludzi sportu. Wspólnie walczymy o zdrowego, zadowolonego gorzowianina, który potrzebuje boisk, hal, basenów, najlepiej pięknego kompleksu (znów kłania się Mironicka), gdzie można zostawić wszystkie stresy i poczuć się jak u siebie. Nie da się myśleć o Gorzowie jak o mieście, w którym chce się zdrowo i twórczo żyć pomijając sport i ekologię.

Patrzmy więc, jak radzą stratedzy, na siebie, nie oglądajmy się na innych. Zajmijmy się Gorzowem i skończmy z lokalnymi wojenkami, które nie dodają nam żadnego splendoru, a raczej konserwują nasze prowincjonalne kompleksy. Gorzów to naprawdę nasza przystań. Dla wielu również najlepsza sportowa przystań.