Jerzego Synowca zimowe prognozy na ekstraligę

Za miesiąc pierwsze ligowe sparingi, choć kto wie, czy pogoda na to pozwoli. Coś mi się wydaje, że kluby już teraz powinny pomyśleć o wyjeździe na przełomie lutego i marca do Włoch , Słowenii lub Chorwacji, bo kto będzie czekał na obeschnięcie torów zbyt długo, może rozpocząć ligę bez treningów.
Czas najwyższy ocenić siłę poszczególnych zespołów w kontekście zbliżającego się ekstraligowego sezonu.

Już wcześniej prognozowałem, że spadkowiczem będzie częstochowski Włókniarz, pod warunkiem oczywiście, że jakieś fatalne tsunami nie uderzy w kogoś z pozostałej siódemki. Ostatni podpisany w tym klubie kontrakt - ze Sławomirem Drabikiem - ma wymowę symboliczną. W Częstochowie liczą na cud, bo Drabik u siebie jest w stanie zdobyć jakiś punkt, ale na wyjazdach pozostanie mu jedynie opowiadać dowcipy i słuchać gwizdów.

Na podium widzę więc toruński Unibax i to jest jedyny pewniak do medalu, wydaje się, że złotego. W ubiegłym sezonie Unibax miał jedną lukę w składzie - Roberta Kościechę. Teraz Kościechę zastąpi Hans Andersen i nie będzie żadnej luki. Jeśli zważymy nadto na wzrost siły Holdera i Warda jako juniora to torunian trudno będzie pokonać gdziekolwiek.

Do medali aspirują też z większymi szansami niż pozostałe zespoły - gorzowska Stal i zielonogórski Falubaz. O sile Stali stanowić będzie najlepsza ligowa para świata: Gollob i Pedersen (równać się z nią może tylko para wrocławska - Crump z Bjerre) oraz bardzo solidni Zagar i Gapiński. Martwi mnie jedynie David Ruud, który moim zdaniem nie sprawdzi się, oraz brak dla niego alternatywy. Osobnym problemem są juniorzy. Jeśli trener postawi tylko na zagranicznych - przegra. O wszystkim zdecyduje duch walki. Brakowało go w ostatnich latach. Liczę na to, że duch tym razem będzie za sprawą Nicki Pedersena. Jeśli tak się nie stanie to na długie lata trzeba będzie zapomnieć o medalu.

Falubaz jest silny siłą swoich kibiców. Sukces powtórzyć będzie jednak bardzo trudno. W sezonie 2009 było również sporo szczęścia. Szczęście drugi raz się nie powtórzy i trzeba będzie wynik gryźć na torze. Silniejsza pierwsza linia (Hancock), ale też niepewny Iversen i cieniutki na wyjazdach Zengota. Junior Dudek w pojedynkę to też osłabienie. W sumie więc zielonogórzanie to kandydat do medalu, ale nie taki na 100 proc. Pozostała czwórka walczyć będzie o półfinał play-off z równymi szansami i każdy z tych zespołów będzie mocniejszy niż Bydgoszcz w minionym sezonie. Sama Bydgoszcz będzie miała nie trójkę, lecz czwórkę liderów, bo do Jonssona, Lindbaecka, Sajfutdinowa dojdzie Walasek. Trudno będzie z Bydgoszczą wygrać na ich torze, choć na wyjazdach za sprawą Kościechy i Gizatullina będą mieli mocno pod górkę. Leszno to wielka niewiadoma zbliżającego się sezonu. Może być półfinał play-off, ale też baraże o utrzymanie ligi. Wszystko w rękach Adamsa, Hampela i Kołodzieja oraz Pavlicia i Pawlickiego. Jeśli juniorzy będą cieniować tak jak w minionym sezonie, Leszno wyląduje poza szóstką. Wrocław pod nową, dynamiczną nazwą Betard będzie dużo silniejszy niż ostatnio. Crump i Bjerre wsparci Świderskim i Janowskim oraz Cieślakiem raczej będą u siebie nie do ugryzienia. Gorzej na wyjazdach. Beniaminek Unia Tarnów ma najsłabszą pierwszą linię w ekstralidze (Kasprzak, Bjarne Pedersen i Ułamek), ale za to znakomitych juniorów (Vaculik i Hougaard) oraz niezłe zaplecze i zapał, aby na dłużej zostać w elicie. Zapowiada się więc sezon bez odpuszczania, wyrównany jak nigdy.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali