Spokojna kontrola, albo nerwy - wszystko w rękach szczypiornistów AZS AWF

Ze stolicy, choć wciąż mają bezpieczną przewagę, gorzowianie wracali w kiepskich humorach. - Tym razem nam się poszczęściło, ale jeśli przegramy kluczową grę w sobotę to zaczną się kłopoty - twierdzi kapitan AZS AWF.
Gorzów od pierwszej kolejki lideruje na zapleczu ekstraklasy. Jest jedynym zespołem, który do tej pory nie przegrał. Mamy na koncie 11 zwycięstw i trzy remisy (w sobotę podzielił się punktami z AZS AWF w Warszawie), 3 pkt przewagi nad Sokołem Kościerzyna (gramy z wiceliderem w najbliższy weekend) i 5 pkt nad Jurandem Ciechanów. - I całe szczęście, bo wydawało się, że Sokół wygra w Gryfinie, dojdzie nas na punkt, a jednak poległ tam czterema golami - powiedział kapitan naszej drużyny Tomasz Jagła. - Cały czas musimy sobie powtarzać, że nie wolno nam stracić czujności, bo do końca rozgrywek wciąż sporo meczów, także kolejnych trudnych wyjazdów. Każdy jeszcze o coś walczy, nie odpuszcza, chce jako pierwszy ograć lidera.

Najważniejsze, że gorzowianie cały czas o wszystkim decydują sami. Nie potrzebują pomocy, korzystnych wyników innych spotkań, a jedna porażka to wciąż nie będzie żaden problem. Patrząc na wyniki i składy innych, nasuwa się też proste pytanie: czy ktokolwiek, oprócz AZS AWF, ma w ogóle ochotę na awans? - Jestem przekonany, że gdy tylko nadarzy się okazja, aby nas wyprzedzić to rywale zrobią wszystko, aby jej nie zmarnować i spełnić swoje skryte marzenia - twierdzi Jagła. - Popatrzmy choćby na ostatni występ Sokoła. W hali Energetyka, gdzie gra kilku naszych wychowanków, było całe kierownictwo klubu z Kościerzyny i po nieoczekiwanej porażce, nie kryli załamania. Wiele może się rozstrzygnąć w najbliższą sobotę. Albo Sokół na naszym boisku zniweluje różnicę i zaczną się kłopoty, albo porządnie zrobimy co do nas należy i na wyjazdowe mecze do drużyn ambitnie broniących się przed spadkiem pojedziemy z w miarę bezpieczną przewagą.

Tych wyjazdów będzie jeszcze więcej, m.in. również do ekip z czołówki - Ostrowa i Ciechanowa. Przed startem rundy rewanżowej przewidywaliśmy, że AZS AWF właśnie w halach rywali, po zaledwie rocznej przerwie wróci do elity, albo doprowadzi swoich fanów do płaczu. Choć ten drugi scenariusz wciąż jest nie do pomyślenia. - W takich pojedynkach, gdy nawet rywal z końca tabeli robi co może, potrzebna jest nam największa koncentracja i pewność siebie, cechująca lidera jasno realizującego swój cel - opowiadał kapitan naszych akademików. - Ostatnio jednak, i jeszcze przed świętami w Gdańsku, i teraz w Warszawie, czegoś nam brakuje. Odwagi przy rzutach, dokładności, która wyleczy nas ze zbyt dużej ilości prostych błędów [w stolicy AZS AWF zrobił ponad 20 błędów technicznych - przyp. red.], spokoju i luzu z treningów, a opuszczającego zespół w trakcie meczów. Przeciwnicy wyciągają wnioski, utrudniają nam grę jak umieją i czasami zabiorą punkt. Uważam, że kluczowe gry wciąż przed nami i myślenie, że ta liga sama się wygra może mieć dla nas opłakane skutki. Odskoczymy w lutym, albo będą nerwy do maja, bo osiem gier to wciąż 16 pkt do zdobycia. I zamiast zaraz snuć plany jak znacznie skuteczniej zaprezentować się w ekstraklasie, przyjdzie się stresować, czy w ogóle tam zagramy, a tego przecież nikt w naszej ekipie nie chce przeżywać - zakończył Jagła.

CO CZEKA AZS AWF:

Sokół Kościerzyna (2. miejsce w 12-zespołowej I lidze, dom), Energetyk Gryfino (11., wyjazd), Grunwald Poznań (9., wyjazd), Techtrans Elbląg (5., dom), Ostrovia Ostrów (4., wyjazd), AZS UW Warszawa (12., dom), Jurand Ciechanów (3., wyjazd), SMS Gdańsk (8., dom).