GTPS miażdży siatkarzy Morza, bo grali jak chłopcy na trzepaku

Pierwszy set to była przedłużona rozgrzewka. Dopiero od drugiego graliśmy w siatkówkę - komentował trener GTPS Sławomir Gerymski. Jego podopieczni pokonali Morze Szczecin 3:1.
O pierwszej partii zapomnieć gorzowianie muszą jak najszybciej. - A raczej wybić sobie z głowy taką grę. Rozgrzewkę przedłużyliśmy sobie o 20 minut. Czy następnym razem wcześniej wejdziemy na salę? Absolutnie nie! Zawodnicy powinni szybciej wejść w mecz. Nie dociera do mnie sposób, w jaki go rozpoczęliśmy. Koncentracja musi być od początku - denerwował się Sławomir Gerymski. Czy pierwszego seta dało się w ogóle wyciągnąć? Raczej nie, bo skończył się chyba już przy stanie 4:8, gdy siatkarze ze Szczecina wygrali trwającą ponad minutę wymianę. Nadzieje gorzowian zniszczył ostatecznie Mateusz Sylla, który wszedł na zagrywkę przy wyniku 9:13, a pierwszy punkt popełniający błąd za błędem gospodarze zdołali zdobyć przy stanie. 9:20!

Koncentracji - o której mówił trener - nie było w ogóle. Maltretowany serwisami gości Krzysztof Grzesiowski nie radził sobie z przyjęciem. To przekładało się na niedokładne i szablonowe rozegranie. A na końcu łańcucha był Marcin Olichwer, który albo posyłał piłki w aut, albo zwyczajnie zatrzymywał się na bloku. Przy stanie 9:17, gdy liczba "czap" na atakującym GTPS nieuchronnie zbliżała się do dziesięciu, trener Gerymski się zlitował. Wstawił na boisko Adriana Szlubowskiego.

To był zbawca gorzowskiej drużyny. Poprawił jakość ataku, mocniej szarpnął zagrywką. Właśnie Szlubowski wprowadził naszych na poziom gry, od którego powinni zacząć spotkanie z beniaminkiem ze Szczecina. - Wiedziałem, że ma możliwości i potrzebował chyba takiego meczu na przełamanie. W nagrodę będzie teraz wychodził w pierwszej szóstce - powiedział trener Gerymski.

Koledzy Szlubowskiego od drugiego seta też dołożyli coś od siebie. Były bloki w ważnych momentach. Ale przede wszystkim zacieśnili przyjęcie. To wszystko sprawiło, że tak koszmarnie rozpoczęty mecz, gorzowianie zakończyli w 90 minut. W trzech partiach pozwolili rywalom zdobyć ledwie 47 punktów!

- Pierwszy set nas uśpił, wszystko nam wtedy wychodziło. I to było zgubne. Rozluźniliśmy się, a Gorzów zaczął grać dopiero od drugiej partii. Świetnie pogubili nasz blok, który na początku bardzo dobrze nam funkcjonował - analizował środkowy Morza Michał Glinka.

A trener gości Zdzisław Gogol podkreślał, że zasady gry w siatkówkę, jego graczom. nie sprzyjają. - Gdybyśmy grali jak w inny sport, bez podziału na sety, to może byśmy ten mecz wygrali. Może jakoś tę przewagę z pierwszego seta byśmy do końca dowieźli. W siatkówkę to my szans nie mieliśmy - opowiadał trener Gogol.

Co stało się z drużyną gości po pierwszej partii? - To nie pierwszy raz. Dopóki moi podopieczni grają z czystą głową, jest dobrze. Później, gdy zaczną myśleć, mam problem z dotarciem do ich głowy. Nie docierają do nich nawet najprostsze podpowiedzi, np. jak ustawić ręce na bloku. I zaczynają czasami grać jak chłopcy na trzepaku. Nie obrażając oczywiście chłopców na trzepaku - zakończył szkoleniowiec Morza Bałtyk.



RAJBUD GTPS GORZÓW - MORZE BAŁTYK SZCZECIN 3:1

SETY: 16:25, 25:14, 25:18, 25:15.

GTPS: Woroniecki, Grzesiowski, Kupisz, Olichwer, Mischke, Hunek, Ratajczak (libero) oraz Szlubowski, Wroński, Adamowicz, Stępień.

Morze: Kwaśniak, Sylla, Glinka, Paśnik, Kaczorowski, W.Paniączyk, Pachliński (libero) oraz Kulikowski, Milczarek, Doliński, M.Paniączyk.