Sport.pl

Jerzy Synowiec: Losy czwórki - liderzy, czy maruderzy?

W przeszłości styczeń był jednym z najgorętszych miesięcy w żużlowym świadku. Wszak pierwszego publikowana była lista transferowa i zaczynały się ciekawe targi z zawodnikami i ich klubami. Dziś wygląda to trochę inaczej.
Nowy rok zawsze był intensywny - zakupy sprzętu, negocjacje ze sponsorami, dopinanie wszystkich spraw związanych z obozami kondycyjnymi, w końcu produkcja karnetów. Dzisiaj styczeń jest trochę spokojniejszy. Charakter umów z zawodnikami zmienił się tak bardzo, że pomimo regulaminowego zakazu kontrakty negocjuje się najdalej w końcówce sezonu, a zimą na wolnym rynku zostają pojedynczy godni uwagi żużlowcy.

Przyznam, że najbardziej interesują mnie losy Scotta Nichollsa. Anglik w atmosferze kłótni, po bardzo słabym sezonie, rozstał się z Wrocławiem i nadal nie podpisał nigdzie kontraktu w Polsce. Ciekawe, czy w jego przypadku powodem problemów z kontraktem są tylko mizerne wyniki i wielkie żądania finansowe, czy też solidarność prezesów klubów, którzy dość mają awanturującej się w parkingu "gwiazdeczki". Ten sezon może być przełomowy dla "Hot" Scotta. Albo sportowo podniesie się z kolan, albo pójdzie drogą swojego znajomego, zapomnianego Carla Stonhewera.

Nicholls to nie jedyny godny uwagi zawodnik z Wysp, bez przynależności klubowej w Polsce. Po kompletnie straconym roku w Częstochowie dalej rozwijać chce się Lewis Bridger. Finalista IMŚJ z Ostrowa, w młodości okrzyknięty największym talentem brytyjskiego żużla naprawdę może jeszcze namieszać w dorosłym speedway'u, ale obawiam się, że postawi na ligę angielską oraz szwedzką i w nadchodzącym sezonie nie zobaczymy tego walecznego zawodnika na polskich torach. Chyba, że prezes Marian Maślanka postawi na wychowanka Eastbourne i przy jego pomocy będzie chciał obronić ekstraligę dla "Lwów".

W Szwecji po odejściu Tony Rickardssona zastanawiano się, który z najmłodszych zawodników pójdzie śladem starego mistrza i zastąpi go w reprezentacji trzech koron. Najczęściej stawiano na Fredrika Lindgrena i któregoś z braci Davidssonów. "Fredka" jest na najlepszej drodze, powoli, ale systematycznie pnie się do przodu w żużlowej hierarchii. Zupełnie inaczej potoczyły się losy braci Davidssonów. Daniel został chyba już na zawsze solidnym rzemieślnikiem, natomiast Jonas potrafi zaskoczyć chyba nawet siebie. Słabe występy w Szwecji przeplata sporadycznie bardzo pokaźnymi zdobyczami w Polsce czy dobrymi występami na arenie rozgrywek światowych. Cały czas jest zagadką, którą mimo wszystko stać na godne uwagi wyniki. Ciekawe, czy w tym sezonie przywdzieje barwy klubu z Częstochowy, o czym głośno jest od dłuższego czasu.

Na koniec nasza polska "perełka". Serce ciągnie go do rodzinnego Torunia, ale umysł każe po raz drugi odejść na rok. Ulubieniec publiczności i syn Jana, świetny technicznie Karol Ząbik. nadal nie może być pewien gdzie wystartuje w tym roku. Chyba sam nie jest jeszcze przekonany czy podjąć walkę o skład w drużynie "Aniołów" czy przez rok poszukać sportowego szczęścia gdzie indziej. Ząbik junior wchodzi w decydująca fazę swojej kariery. Albo pójdzie dwa kroki do przodu, albo stanie w rozwoju. Mam nadzieję, że przy pomocy ojca wróci do formy sprzed dwóch, trzech lat, kiedy był jednym z najbardziej ofensywnie jeżdżących zawodników w Polsce.

Czterech ciekawych, młodych i mimo wszystko już z nazwiskami jeźdźców. Łączy ich jedno - przynajmniej w polskiej pierwszej lidze powinni być mocnymi punktami swoich zespołów.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali