Sport.pl

Lider z Gorzowa nie przegrywa, ale dalej musi mocno walczyć

Piłkarze ręczni AZS AWF nie "pozamiatali" sprawy awansu w pierwszej rundzie pierwszej ligi. Czy w przyszłym roku zagrają w elicie? Szczypiorniści od zawsze byli tymi, którzy w grudniu najszybciej kończyli swoje rozgrywki, a do rundy rewanżowej ruszali dopiero pod koniec stycznia lub na początku lutego. Tym razem będzie zupełnie inaczej. Pierwszoligowcy wznowią rywalizację już 9 stycznia.
Od tego dnia AZS AWF Gorzów - ma dwa punkty przewagi nad Sokołem Kościerzyna i cztery nad Jurandem Ciechanów - zacznie bronić pierwszej lokaty w tabeli. Z jakim skutkiem?

Nasi akademicy wygrywali dziewięć razy. Remisowali w Kościerzynie i Gdańsku. Czy do drużyny z takimi wynikami można się przyczepić? Niestety tak. - Nie tak to miało wyglądać -mówił po podziale punktów z SMS zamykającym rundę trener Michał Kaniowski. - Powinniśmy wywalczyć o wiele większą przewagę nad rywalami, gdzieś jednak w głowach rodzi się myśl, że przez te rozgrywki przejdzie się z łatwością. I potem musimy tak jak w Gdańsku oglądać mecz z tak niesamowitą ilością prostych, niepotrzebnych błędów.

AZS AWF przewodzi w grupie A, ale stylem nie zachwyca. Spadek z elity to w wielu klubach jest najlepszy czas na rewolucję kadrową, odmłodzenie składu, tańszy, znacznie bardziej perspektywiczny zespół, w którym większą szansę dostają wychowankowie. Tym bardziej, że pierwszoligowe rozgrywki nie wymagają jakiegoś mocarnego składu. W Gorzowie poszli inną drogą. Czy lepszą? Nie wszyscy weterani dają gwarancję jakości. Tracimy zbyt wiele goli, nasza gra wcale nie wygląda pięknie, choć przed sezonem wydawało się, że ta drużyna rywali zwyczajnie rozniesie, bo inaczej będzie wstyd. Niektórzy bez sensu szybko zaczęli chować się za alibi mówiącym o wysokim poziomie rozgrywek. Nic bardziej mylnego. AZS AWF ma zwyczajnie szczęście, że Stal Mielec i Miedź Legnica - inni spadkowicze z elity - znaleźli się w drugiej grupie, bo o pozycję lidera byłoby znacznie trudniej. Tym razem zabraknie zimowego "ładowania akumulatorów". Jak to wpłynie na formę fizyczną akademików w sezonie rozciągniętym, aż do maja? Obawy są i niech je wkrótce rozwieje sam zespół.

O tym, że warto być odważnym (tego brakowało nam również w przeszłości) świadczy przykład Wojtka Gumińskiego. 20-latek, który wrócił, a właściwie został przymuszony do powrotu z Zielonej Góry (gorzowski klub zażądał za niego dużych pieniędzy) jest najlepszym strzelcem naszej drużyny - 63 gole. Musi grać jak najwięcej, bo dodaje AZS AWF polot i tak potrzebną jakość. Wykonywaniem rzutów karnych, za które do tej pory głównie odpowiada młody Gumiński, spokojnie można "wyróżnić" - trener Kaniowski twierdzi, że wyznaczenie do strzału z siedmiu metrów to jest nagroda - któregoś z doświadczonych graczy. Oni muszą sobie z tym poradzić.

Kluczem do awansu będzie aż sześć wyjazdów (pięć razy gorzowianie zagrają u siebie). Wszystkie naprawdę trudne. To rywali ambitnych - Zielona Góra, czy Ostrów, ze ścisłej czołówki tabeli - Ciechanów, czy desperacko walczących o utrzymanie. Bardzo wiele odpowiedzi dostaniemy już po pierwszej grze AZS AWF w 2010 r. Wygrana w derbowym starciu z przeciwnikiem, który pokonanie lidera postawi sobie za punkt honoru, znacznie uprości gorzowianom rewanżową drogę. I na razie skupmy się przede wszystkim na awansie, bo w tej chwili po prostu strach się bać dopuszczać do siebie myśli, że już za dziewięć miesięcy - AZS AWF mimo wszystko pozostaje jedyną ekipą w grupie A, która głośno mówi o elicie - przyjdzie nam walczyć z najlepszymi drużynami w Polsce. Pozytywnych symptomów, że tym razem drużyna z Gorzowa w ekstraklasowym gronie sobie poradzi, praktycznie nie ma żadnych, ani organizacyjnych, ani - poza pojedynczymi wyjątkami - sportowych.

6

z 11 spotkań AZS AWF w rundzie rewanżowej rozegra na wyjeździe, tam rozstrzygnie się sprawa awansu gorzowian do ekstraklasy