Maciejewski obiecuje, że pogodzi kadrę z klubem. I tu, i tu chce wygrywać

- Dzięki reprezentacji i walce ze światową czołówką mam szansę być jeszcze lepszym trenerem. Wciąż czuję głód na zwyciężanie, a wyzwania dla Gorzowa i Polski niesamowicie mnie nakręcają. Czuję, że to co najlepsze jeszcze przede mną i moimi drużynami - zdradził szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ, który od stycznia będzie się sprawdzał w zupełnie nowej roli.
Bohaterzy serialu "39 i pół" w ostatnim odcinku doszli do wniosku, że Gorzów i Zielona Góra kochają żużel, ale cały świat szaleje na punkcie piłki nożnej. Mijający właśnie rok zdecydowanie wskazał jednak jeszcze jedną modę, która zapanowała wśród gorzowskich kibiców. Prawdziwą modę na koszykówkę. Niewymyśloną przez dziennikarzy i grupkę zapaleńców.

Ireneusz Klimczak: Popołudnie w przedświąteczną niedzielę. Wszyscy powinni być zajęci ostatnimi zakupami, a tutaj w gorzowskiej Panoramie tłumy i to z powodu koszykówki. Każdy chce mieć autograf naszych dziewczyn na nowych kalendarzach. Czy przypadkiem takie chwile nie są nawet cenniejsze niż seria w lidze 15-0?

Dariusz Maciejewski: Doczekaliśmy się czegoś naprawdę trwałego i cennego. Kilkuletnia praca i metoda małych, ale konsekwentnych kroków daje fajne efekty. Oczywiście to jeszcze nie koniec. W takich działaniach nie może być miejsca na jakikolwiek samozachwyt i odcinanie kuponów. Trzeba dalej się rozwijać, dbać o te mocne podwaliny. Szukać sposobów na dalszy postęp. O tym, że koszykówka zawładnęła sercami wielu ludzi świadczy choćby sprzedaż karnetów. Gdyby nie ograniczenia to spokojnie, w ciągu kilku tygodni, wyprzedalibyśmy całą naszą karę, bo zamówień na całoroczne wejściówki przed obecnym sezonem było ponad tysiąc. To też dowód, że w nowej hali nasz kontakt z kibicami i jakość widowiska weszłyby na zupełnie inny, nieznany jeszcze w Gorzowie poziom.

Sportowo też zrobiliśmy ogromny postęp. Na początku pierwszego spotkania serii finałowej, broniąc każdy swego, przegrywaliśmy z Lotosem Gdynia 0:11 i dalej już staraliśmy się zatrzymać przeciwniczki wyłącznie strefą. Dziś wygrywamy z gdyniankami nie stosując obrony strefowej przez ani sekundę. Tak walczą w defensywie zespoły z tych najlepszych.

- W Krakowie z Wisłą ostatnią, decydującą kwartę wygraną 29:9, doskonale pobroniliśmy jednak strefą. Sztuką jest mieć cały arsenał sposobów na przeciwnika. Zaskakiwać go czymś nowym, zmianami w trakcie spotkania. To jest obecnie naszą siłą i chcemy do końca sezonu te atuty szlifować, szukać nowych rozwiązań. Do obrony swego potrzebni są niezwykle inteligentni gracze na naprawdę wysokim poziomie, potrafiący świetnie czytać grę, umiejący prawidłowo ustawić się, wybrać właściwy moment pomocy koleżance, współpracować w dwójkach, czy trójkach. To prawda, że właśnie takich koszykarek doczekaliśmy się w Gorzowie.

Trudno było przewidzieć, że Samantha Richards, wypatrzona na Uniwersjadzie i przed poprzednim sezonem sprowadzona do Gorzowa, stanie się jedną z najlepszych koszykarek ligi?

- Sam, która marzy o grze w reprezentacji Australii krytycznie uważa, że aktualnie jest w swoim kraju dopiero piątą rozgrywającą. To świadczy o potencjale tamtejszej koszykówki, a także o ambicjach australijskich zawodniczek. Na pozycji numer jeden nie pokazuje się swojego talentu po jednym, czy drugim meczu. Potrzeba czasu, aby rozgrywająca była ręką trenera na boisku. Poznaliśmy się z Samanthą, wiem jakie są jej mocne i słabe strony, dzięki temu zaczęliśmy grać tak, aby wykorzystać wszystkie zalety jej i zespołu. Dzięki temu błyszczy już nie tylko w Gorzowie, ale i w całej Polsce. Razem z Kasią Dźwigalską, bardzo przez wielu niedocenianą, świetnie wywiązują się ze swoich ról. To przyjemność, po tylu latach pracy z kobietami, mieć w drużynie takie koszykarki i jednocześnie osobowości prowadzące grę. Od nich przecież wszystko się zaczyna.

Pewnie Sam bardzo trudno będzie zatrzymać w Gorzowie. Trzeba jednak próbować ze wszystkich sił.

- Podczas spotkania wigilijnego Samantha powiedziała, że świetnie czuje się w naszym mieście. To bardzo ważne, bo to super nie tylko koszykarka, ale i człowiek. Będziemy działać i jestem dobrej myśli. Wierzę, że w odpowiednim czasie Sam wybierze właśnie naszą ofertę. Taki gracz to skarb.

Szkoda, że Richards nie może zagrać w reprezentacji Polski. To by nowej drużynie Dariusza Maciejewskiego znacznie ułatwiło wiele spraw.

- Czuję jak trudnego podjąłem się wyzwania, ale z natury jestem optymistą i zrobię wszystko, aby doścignąć założone cele. Dla gorzowskiego środowiska to ogromne wyróżnienie, a dla mnie szansa na dalszy postęp w konfrontacjach z najlepszymi firmami na świecie. Dlatego nie zostawiłem klubu, bo prowadzenie zespołu to mój żywioł. Sprawdzanie się co tydzień, zbieranie nowych doświadczeń, nowe sytuacje do analizy. Nie wiem jak zachowywałbym się przy ławce tylko przez kilka tygodni w roku.

Nie wyobrażam sobie kadry bez gorzowianek. Z drugiej strony pewnie te powołania będą szczególnie bacznie obserwowane.

- Nie boję się tych decyzji. Jestem przekonany, że swoją postawą koszykarki z naszej drużyny zasłużą na miejsce w reprezentacji. Na styczniowy Mecz Gwiazd chciałbym powołać ok. 20 zawodniczek tak, aby żadna nie poczuła się pominięta. Na nikogo się nie obrażę, jeśli uzna, że teraz chce pójść inną drogą. Dla mnie przede wszystkim liczy się dobry kontakt i szczera rozmowa. Tylko w ten sposób jest szansa na znalezienie ambitnej grupy osób, która zjednoczy się wokół jednego celu, zaufa i realizacji arcytrudnych wyzwań podporządkuje praktycznie wszystko. Osobiście mam w sobie bardzo wiele energii, którą postaram się spożytkować i dla KSSSE AZS PWSZ i dla Polski. Zaczyna się dla mnie szalony, ale i bardzo ciekawy czas.

Da się pogodzić pracę w klubie z obowiązkami w kadrze? Zespół ligowy na tym nie ucierpi?

- Nasza rozmowa zatoczyła koło. Teraz mogę powtórzyć to, co obaj zauważyliśmy na początku. KSSSE AZS PWSZ to już nie jest drużyna przypadkowa, na chwilę. To mocne podstawy, moda na koszykówkę, profesjonalny sztab trenerski. W tej chwili te wszystkie nasze starania oraz lata pracy powinny procentować. Bez tej wiary nie śmiałbym prosić zarządu klubu o zgodę na nowe obowiązki. Tworzę pomysły na kadrę, przygotowuję się do rozmów na temat przyszłości i kształtu polskiej drużyny, a jednocześnie pracujemy nad wzmocnieniem gorzowskiej ekipy pod koszem tak, abyśmy w decydujących momentach sezonu byli znacznie lepsi i mogli postawić się Lotosowi oraz Wiśle, bo do finału mistrzostw kraju wciąż droga jest jeszcze bardzo kręta i daleka. Przede mną Mecz Gwiazd, ale i walka o kolejne zwycięstwa w lidze, decydujące mecze w Eurolidze, gdzie jako debiutant coraz lepiej dajemy sobie radę. Te wszystkie wyzwania niesamowicie mnie nakręcają, bo wiem, że mam szansę być jeszcze lepszym trenerem. Nadal jestem głodny wygrywania. Czuję, że to co najlepsze wciąż jeszcze przede mną.

*Dariusz Maciejewski - 45-letni trener liderującego w ekstraklasie z bilansem 15-0 KSSSE AZS PWSZ Gorzów, a także reprezentacji Polski seniorek