Teraz na Euroligę do nas zapraszamy

W połowie eliminacji mamy na koncie tylko jedno zwycięstwo i aż cztery porażki. Czy może to już oznaczać koniec euroligowej przygody dla KSSSE AZS PWSZ? Ależ skąd! W domu gorzowianki zagrają o awans!
Fama o sile gorzowskiej obrony rozeszła się już po całej Europie. W Koszycach - w środę przegraliśmy tam po zażartej walce 65:70 - również pytali się jak to się robi, że mistrza Francji zatrzymuje się na 39 pkt. - Wy tego w Gorzowie tak naprawdę jeszcze nie doceniacie, bo dopiero uczycie się Euroligi - opowiadała nasza Rosjanka Ludmiła Sapowa. - Ten wynik i nasze zwycięstwo były dla innych olbrzymią niespodzianką. Dostałam dziesiątki SMS-ów z gratulacjami i zapytaniem jak to zrobiłyśmy. Bardzo wiele z mojego kraju, gdzie klub z Bourges ma wielki szacunek. Bardzo chcę, aby z meczu na mecz takiego szacunku nabierali również wszyscy do gorzowskiego debiutanta.

Beniaminka gwizdki nie słuchają

Pojedynek w Koszycach udowodnił, że w sytuacjach krytycznych przychylność sędziów na razie będzie jeszcze częściej przy gospodarzach i uznanych firmach. - Gratuluję wam naprawdę dobrego występu, tak twardego boju tutaj się nie spodziewaliśmy - pocieszał gorzowską ekipę generalny menedżer Dobrych Aniołów Daniel Jendrichovsky. - Dla naszego miasta awans dalej do sprawa życia i śmierci. Dlatego nie mogliśmy tego przegrać. Liderki zrobiły swoje. Tak jak przed tygodniem z Pragą wytrzymały nerwową końcówkę. Walczymy dalej i wierzę, że zagramy nie tylko o fazę pucharową, ale o jak najlepsze w niej rozstawienie.

Super Julia, czyli szukamy pozytywów

O wiele gorzej od Koszyc zbieraliśmy piłki z tablic, w decydujących momentach pomyliliśmy się również z czystych pozycji. To jednak dla KSSSE AZS PWSZ na pewno nie był mecz wstydu. Pierwszy raz w Eurolidze maksymalnie postawiliśmy się rywalowi na wyjeździe - trzeba było widzieć wielką ulgę w oczach trenera Stefana Svitka i słyszeć pomruki niezadowolenia na trybunach, gdy niezłomne gorzowianki odrabiały kolejną kilkupunktową stratę i zbliżały się do remisu. - Cieszyć się nie ma z czego, bo taka przegrana boli bardziej niż ta wysoka. Ale myślę, że na pozycji numer jeden, mimo mocnego nacisku, dałyśmy sobie radę - opowiadała jedna z naszych rozgrywających Katarzyna Dźwigalska. - Oczywiście były błędy. Jeden, dwa mniej i sukces może byłby nasz. Ważne jednak, że od początku do końca zagrałyśmy z ogromną wiarą. W domu, gdzie przed nami jeszcze aż cztery pojedynki, nikomu nie odpuścimy i ściany też nie będą odbierały nam punktów. To dopiero półmetek rozgrywek, do końca daleko.

Bardzo dobry mecz ma za sobą Białorusinka Julia Dureika. Są takie nasze koszykarki, do których możemy mocniej się przyczepić. Za to ambicji nie można odmówić nikomu. Czego zabrakło? Przy wielkich i za drogich na nasze możliwości gwiazdach - Angel McCoughtry (25 pkt, 8 zbiórek, 3 przechwyty), Candice Dupree (13 pkt, 7 zbiórek, 3 bloki) i Lindzie Frohlich - żadna z gorzowianek nie zagrała zawodów życia. Wtedy do niespodzianki u siebie już na pewno dołożylibyśmy sensację na wyjeździe. Ważne, aby nauka nie poszła w las. Koszyce zmarnowały początek sezonu i natychmiast przemeblowały skład, sięgnęły właśnie po McCoughtry i Frohlich. Choć jedną koszykarkę z tej półki w przyszłości też musimy namawiać do gry w Gorzowie. Oczywiście jeśli nadal chcemy się rozwijać.

Obrońmy halę, a potem ją wybudujmy

Nie będzie dalszego wielkiego postępu KSSSE AZS PWSZ bez odpowiedniego obiektu dla gorzowskiego sportu zespołowego. Hala w Koszycach szału nie robi, ale na pewno nie można w niej narzekać na widoczność, kameralność, czy całkiem niezłe warunki pracy dla mediów. Zaplecze mocno naruszył ząb czasu, ale tym i innymi wymaganiami, kluby od lat grające w Eurolidze za bardzo się nie przejmują. O najdrobniejsze szczegóły (napisy wokół, długość łóżka w hotelu) czepiają się wyłącznie beniaminka. Słowacy przede wszystkim chcą mieć silną drużynę, odnieść międzynarodowy sukces. Dobre Anioły są w herbie Koszyc, koszykówce bardzo pomaga miasto, przez nią się promuje, bo w 2013 r. będzie Europejską Stolicą Kultury.

W Gorzowie tego wszystkiego ciągle się uczymy, do tego dążymy. W tym sezonie mamy jeszcze czas na wielką niespodziankę. Od środy, goszcząc bardzo groźny hiszpański Rivas Ecopolis (początek meczu o godz. 19.15), dalej realizujemy nasz plan obrony własnej hali. To wystarczy do awansu do fazy pucharowej! A co dalej? Dajmy w najbliższych latach koszykówce i Gorzowowi obiekt na miarę marzeń i obecnych czasów. Wtedy dopiero zobaczymy jak ta gra, oglądana w super warunkach, przy kilkutysięcznej publiczności, jest piękna i widowiskowa, jakie wzbudzi nieznane dotąd w naszym mieście emocje. Na większe sukcesy i przeżywanie ich wspólnie z zespołem nasza hala jest już po prostu za ciasna, zbyt wiele w niej przeszkód architektonicznych, aby kibiców mógł zobaczyć wszystko co chce, a klub miał szansę mocniej rozwinąć skrzydła, choćby marketingowo. Już przed tym sezonem mało brakowało, a wszystkie miejsca zostałyby zajęte przez posiadaczy karnetów. Mistrz Polski przy ul. Chopina? Na pewno radość byłaby wyjątkowa i sportowo tego wyczynu jesteśmy coraz bliżej, ale wielu kibiców tego po prostu nie zobaczy.



WYNIKI Z 5. KOLEJKI:

Good Angels Koszyce - KSSSE AZS PWSZ Gorzów 70:65, ZVVZ USK Praga - MKB Euroleasing Sopron 98:75. Rivas Ecopolis - Bourges Basket 72:67.

EUROLIGA - GRUPA C

1. Rivas Ecopolis510384:324
2. ZVVZ USK Praga58400:363
3. Bourges Basket57305:290
4. MKB Euroleasing Sopron57346:377
5. Good Angels Koszyce57317:347
6. KSSSE AZS PWSZ Gorzów56317:368
Cztery czołowe zespoły awansują do fazy pucharowej.