Weekend koszykarki spędzają tam, gdzie rządzą

Przed KSSSE AZS PWSZ Gorzów, liderującym w ekstraklasie, ligowy mecz z Ineą AZS Poznań. Nasza drużyna zagra na wyjeździe w sobotę o godz. 18 w hali na poznańskich Krzesinach (a nie jak dotychczas w Arenie), gdzie od tego sezonu przeniosły się rywalki.
Z trzeciej z rzędu euroligowej wyprawy, tym razem do czeskiej Pragi (przegraliśmy 79:96), nasz zespół wrócił w czwartek nad ranem. W grupie C dwie drużyny nie miały jeszcze przyjemności poczuć smaku europejskiego sukcesu - gorzowska i ze słowackich Koszyc. O wiele lepiej wiedzie się innym polskim zespołom - z Krakowa (same wygrane) i Gdyni (dwa zwycięstwa), już w Eurolidze ogranym. Pewnie również z tego powodu ekipę KSSSE AZS PWSZ dosięgła pierwsza fala krytyki z telewizji i innych mediów. Następnie tygodnie szybko potwierdzą, czy faktycznie nasze akademiczki, w aktualnym składzie, nie mają prawa wstępu na najważniejsze europejskie salony. Chyba jednak, patrząc na terminarz spotkań - teraz z siedmiu pojedynków aż pięć rozegramy w domu - odbieranie gorzowiankom jakichkolwiek szans jest zdecydowanie przedwczesne, co potwierdził trener ZVVZ Praga Lubor Blazek. - Tych specyficznych, niezwykle wymagających rozgrywek trzeba się nauczyć i nie zawsze wystarczy do tego jeden sezon - pocieszał gorzowską ekipę szkoleniowiec z Czech. - Niektórzy patrzą na nazwy, przeszłość, osiągnięcia, a tutaj układ sił zdecydowanie zmienia się w każdym sezonie. Czy Gorzów jest najsłabszy w grupie, bo przegrał trzy mecze? Tutaj nie ma słabych! Po przerwie zdobyliśmy aż 48 pkt, a rywalki jeszcze o jeden więcej. Całe szczęście, że pokazaliśmy się z fajnej strony w ataku, mieliśmy pozycje i zamieniliśmy je na aż 15 "trójek", tego zabrakło nam wcześniej w przegranym meczu u siebie z Hiszpankami. Już jednak wiemy, że czeka nas bardzo ciężki rewanż w Polsce - dodał Blazek.

Niezła skuteczność, dobra druga połowa, mimo słabszej w tym spotkaniu, bo chorej rozgrywającej Sam Richards, rewelacyjny występ 20-latki Agnieszki Kaczmarczyk (20 pkt, 4 zbiórki), zespół gotowy do nauki, a nie załamujący się po kilku niepowodzeniach - to na pewno pozytywy, które widzimy po stronie KSSSE AZS PWSZ. Te lekcje, jeśli zaraz nie zaprocentują w Eurolidze, na pewno mocno przydadzą się w rozgrywkach krajowych. Gorzowianki chcą jednak jeszcze raz postawić wszystko na jedną kartę i międzynarodową słabą passę zupełnie zmienić w domu, gdzie przecież w przeszłości połamaliśmy sportowe zęby już niejednej mocnej ekipie. Na pewno francuski Bourges Basket to bardzo silny zespół, z gwiazdami w składzie. Nie zaryzykujemy jednak stwierdzenia, że w najbliższą środę o godz. 20.15 to właśnie drużyna gości na pewno wyjedzie z Gorzowa wygrana.

Przed historycznym, pierwszym euroligowym występem w naszej hali, czekają nas jeszcze kolejne emocje ligowe z udziałem KSSSE AZS PWSZ. I tutaj jesteśmy gotowi postawić wszystkie pieniądze, że gorzowianki na własne życzenie nie popsują sobie znakomitej passy w kraju, wygrają dziewiąty raz z rzędu i utrzymają pierwszą pozycję w tabeli. Dlaczego?

Po pierwsze, po odejściu Amerykanki Okeishi Howard, Moniki Sibory i przede wszystkim Joanny Walich Inea AZS Poznań nie ma czym nas postraszyć. Świadczą o tym dotychczasowe wyniki drużyny prowadzonej przez Katarzynę Dudek - tylko dwa zwycięstwa na koncie.

Po drugie, gorzowianki po euroligowych porażkach łakną sukcesu, chcą szybko odbudowywać morale w zespole, mówiły o tym po ostatnim spotkaniu z ROW Rybnik (70:69), wygranym minimalnie, ale wygranym, dzięki niezłomnej, zażartej walce do końca, choć nam nie szło.

Po trzecie, nasze akademiczki, tak jak wcześniej inne zespoły z czołówki polskiej ekstraklasy, wykorzystają w hali na poznańskich Krzesinach (tam z Areny przeniosła się w tym sezonie Inea, początek spotkania w sobotę o godz. 18), swoją ogromną przewagę pod koszami, gdzie rywalki poniosły kadrowo ogromne straty. - Na obwodzie przede wszystkim trzeba uważać na utalentowane zawodniczki młodego pokolenia, kadrowiczkę Agnieszkę Skobel i Weronikę Idczak - stwierdził trener KSSSE AZS PWSZ Dariusz Maciejewski. - Wyjazdy zawsze rządzą się swoimi prawami, także zamiast oglądać się na statystyki, musimy zagrać na poważnie. Wtedy na pewno sami sobie nie narobimy kłopotów.