Synowiec: Kobiety w żużlu

Żużel od zawsze działał na kobiety zdecydowanie bardziej niż piłka nożna, stąd na stadionach piłkarskich kobieta to widok rzadki, a na żużlu co trzeci kibic to przedstawicielka płci pięknej.
Wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że kobiety mają coraz więcej do powiedzenia nie tylko na widowni, ale też w parkingu, choć o parytetach głośnych w polityce na razie jeszcze mowy być nie może. Scott Nicholls - znokautowany sportowo w zakończonym niedawno sezonie, niedoszła gwiazda Atlasa Wrocław - po raz drugi w tym roku może być powalony na łopatki. Po sprowadzeniu go do parteru podczas Grand Prix przez Emila Sajfudtinowa, teraz "Hot" Scott ma przed sobą jeszcze mocniejszego rywala - mianowicie filigranową opokę WTS Wrocław Krystynę Kloc. To ona powiedziała Nichollsowi "pas" i nie dała mu się zaszantażować w kwestii zaległości finansowych. Nicholls podpisał mianowicie we Wrocławiu lukratywny kontrakt, na poziomie czołówki Grand Prix, a w trakcie sezonu punktował jak Niels Iversen w Falubazie. Jak wiadomo, aby otrzymać ekstraligową licencję na przyszły sezon, trzeba było do 1 listopada spłacić wszystkie zaległości finansowe wobec zawodników. We Wrocławiu należności wypłacono wszystkim, oprócz Nichollsa, który wprawdzie otrzymał "punktówkę", ale nie dostał 200 tysięcy złotych zagwarantowanych w kontrakcie tytułem ryczałtu. Na nic zdały się kłótnie, groźby i strajki w parkingu. Prezes Kloc nie ulękła się nawet szantażu podczas przedmeczowej zbiórki w meczu o utrzymanie w Gdańsku, kiedy Nicholls zagroził, że nie wyjedzie na tor, jeśli nie będzie gwarancji, że pieniądze wpłyną na jego konto. Ostatecznie zawodnik na tor wyjechał, Wrocław ekstraligę utrzymał, ale Anglik swoich należności będzie musiał dochodzić przed sądami i Trybunałem PZMot. Krótko mówiąc - Scott dostał się pomiędzy homerycką Scyllę i Charybdę, a więc oszczędną prezes Kloc, a domagającą się funtów narzeczoną Sophie, znaną z angielskiej telewizji Sky TV.

Ciekawe, czy tak twardą i skuteczną negocjatorką okaże się w sezonie zimowym szefowa klubu z Rzeszowa Marta Półtorak, która w poprzednich sezonach wykazywała się zdecydowaniem oraz niekonwencjonalnymi działaniami i bez której jak się wydaje rzeszowski żużel nie miałby w Polsce nic do powiedzenia.

Podobnie w Łodzi. Tam sercem zespołu od kilku lat pukającego do bram pierwszej ligi jest Joanna Skrzydlewska - obecnie europoseł. W zakończonym sezonie Orzeł był murowanym faworytem do awansu, ale pomimo wielkich nakładów serca i pieniędzy - awansu nie było. Zawiedli polscy zawodnicy i to w taki sposób, że ich imiona na zawsze powinny zostać przeklęte. Ciekawe, czy Joanna Skrzydlewska zniesie to niepowodzenie i jeszcze raz zaatakuje pierwszą ligę? Natomiast w Bydgoszczy, po upadku wydawałoby się wiecznego Leszka Tyllingera, coraz większą rolę odgrywa Daria Kabała-Malarz. Ta ceniona dziennikarka Canal Plus, a prywatnie żona bramkarza greckiej Larissy Arkadiusza Malarza, cieszy się dużym szacunkiem żużlowej braci, więc z pewnością wprowadzi dobry klimat przy negocjacyjnym stole podczas transferowej karuzeli.

W gorzowskim żużlu kobiet chwilowo nie ma, a szkoda. W przeszłości bardzo ocieplały wizerunek klubu. Renata Krywuć była nawet jego dyrektorem i dobrym duchem, podobnie zresztą jak wcześniej Klara Ilnicka i Urszula Matusiak, które były z klubem na dobre i na złe. Również i sami zawodnicy wiedzą ile znaczy rozumiejąca żużel życiowa partnerka i jak wielki, pozytywny wpływ może mieć na ich żużlowe kariery. Mogą coś na ten temat powiedzieć choćby Piotr Świst oraz Antal Kocso. Bo żużel to twardy i męski sport, ale płeć piękna to jego nieodłączny element.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali